BLOGGER TEMPLATES AND TWITTER BACKGROUNDS »
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Początek na Wzgórzach Wiśni. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Początek na Wzgórzach Wiśni. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 stycznia 2010

2.Początek na Wzgórzach Wiśni

Myahuay i Ailoh siedzieli na pomoście. Zimna woda oblewała ich
stopy, a szum wody uspokajał. Mężczyzna włożył dłoń do zimnego
strumienia.
-Jak mnie poznałaś Ailoh? Znaliśmy się wcześniej? Dlaczego się mną
zajęłaś?
Poczuł ruch koło siebie i ciepłe ciało koło lewego boku.
- A czy to ważne? Wiesz, że jestem z tobą już miesiąc? Niedługo
spadnie śnieg. A pomiędzy śniegiem leżeć będą białe płatki. Ale czy to
coś nowego? Tak jest zawsze. Nie musisz tego widzieć, musisz
zaakceptować że tak będzie. Nie zmienisz tego, nawet jak to
zobaczysz.
- Ale...
- Myahuay... duch wybrał mnie abym się tobą zajęła- szepnął - stałam
za tobą. Ja też widziałam ducha Ognia.
Mężczyzna próbował odnaleźć dłonie Ailoh. Poczuł, że ciepłe ręcę
obejmują jego ramię. Zimna woda z rąk Ailoh spłynęła po jego
plecach.
- Ailoh, tak bardzo chciałbym cię już zobaczyć.
-Nie możesz zobaczyć. Ale możesz zadawać pytania.
-Skąd jesteś? Z Keyan*?
-Nie, wywodzę się zza gór Ducha.
-Opowiedz mi o tym miejscu.
-Jest tam zawsze zimno, nawet w lecie. Ludzie zamieszkują wyżyny i
szczyty, a na dole jest przełęcz na drugą stronę. Jest też tam droga do
Doliny Wiśni. Ludzie ubrani są w kurtki i kożuchy a ci bogatsi w stroje
ze skóry jelenia, pomalowane ochrą. Domy są z grubo ciosanego
drewna. W środku wydrążone jest ognisko.
- Więc czemu tu jesteś?
-hmm...kiedy oboje widzieliśmy światło, ja naprawdę stałam za tobą,
ale ty byłeś...tu, a ja...tam.
Zamilkli.
-Przeznaczenie - szepnął Ailoh
-Ile masz lat?
-Osiemnaście. A ty?
-Dwadzieścia cztery.
-Idziemy do domu?
-A poopowiadasz mi jeszcze? - Myah wyszczerzył zęby w stronę
nieokreśloną ( ^^ dop.od.autorki)
-Dobrze. A co chcesz wiedzieć?
-Czy ludzie skąd pochodzisz, mają jakieś szczególne cechy?
-Co trzecie dziecko ma włosy koloru złota- powiedziała Ailoh po
minucie ciszy.
-Złota?!
-Tak...nie opowiadamy o tym na prawo i lewo.
-A ty? Jaki kolor mają twoje włosy?
-Czarno...miedziane.
-Oh. Piękne.
-Twoje są ładniejsze- dotknął krótkich, kruczoczarnych włosów
mężczyzny.
-Zostań ze mną.
-Zostanę. Robi się zimno. Wracajmy do domu.
Myahuay wstał z pomocą Ailoh i poczuł że traci równowagę.
-Myah, Uważaj!
Mężczyzna zachwiał się, kamyki osunęły się i mężczyzna runął na
plecy.
-Kurde znowu -mruknął rozzłoszczony. Plecy paliły go niemiłosiernie.
-Pokaż.
Skórę na plecach przecinały dwie szramy. Lekko kapała z nich krew.
-Wracajmy. Opatrzę ci to.

*Keyan - nazwa dzielnicy
****************************************************
Krótka i zapewnie z błędami ale beta mi nie pomogła *gniewa się*
Dodam niedługo kolejną część albo yaoi XD .

poniedziałek, 18 stycznia 2010

1.Początek na Wzgórzach Wiśni (shonnen-ai)

No dobrze. Wracam do pracy... Będzie to dłuższy oneshot czy jak kto woli, krótkie opowiadanie. Dedykuję Yo Yane i Silris dla której postanowiłam pisać dalej moje głupie wytwory wyobraźni ;)
*************************************************************************************
Myahuay zaklął szpetnie. Dawno ni miał tak podłego humoru. Spojrzał na otwarte drzwi i oklapł ciężko na dywan. Pogoda była idealna, cudowny dzień w rodku jesiennej pluchy. A on to wszystko spaprał. Spojrzał na swoje zimne dłonie i zapragnął schłodzić sobie nimi głowę. Zrobił to ale nie poczuł ulgi. Ból i zmieszanie nie dawały mu spokoju. Jeszcze wczoraj był taki szczęliwy. Zakochany. W kobiecie idealnej. Gdy to pomyslał zaczął się histerycznie smiać. Nie ukrywał nigdy swoich emocji ale teraz czuł się ich pozbawiony. Sądził że postąpił słusznie. ,, Cholera, dlaczego tęsknie?" Że też nie przyszło mu na mysl, że gdy jeżeli wczesniej nie mógł znaleźć dziewczyny dla siebie, to nie znajdzie takowej teraz? Czemu był taki ufny? Ubodło go to, choć wiedział że gdyby znał prawdę, nie byłby tak otwarty i najpewniej powiedziałby że poradzi sobie sam. Wstał, wyszedł na dwór i spojrzał na górzysty horyzont. Białe płatki unosiły się w powietrzu. Mimo iż była już późna jesień, kwiaty wisni kwitły tu cały rok. Całe wzgórza były nimi pokryte. Z tąd ta nazwa. Kraina Wzgórz Wisni. Oparł się o barierkę i pozwolił myslom płynąć.
Wszystko zaczęło się w chwili gdy oslepł. Wczesniej prowadził towarzyskie życie. Miał dużo przyjaciół, często z nimi wychodził, smiał się. A jednak gdy stracił wzrok, został sam. Wszyscy go porzucili.
,,Swiatem rządzą prawa. Prawami Strażnicy. Strażnikami,Żywioły. Żywiołami,włada Duch Swiatła. Swiat i wszystko co w nim istnieje ma sens i cel. Każdy element pasuje. Każdy współgra. Duch Swiatła nie istnieje bez jego istot, a istoty bez niego. We wszystkim jest ład. Czasami żywioły ingerują w losy ludzi. Czasami dają wskazówki, czasami przejmują kontrolę nad losem danego człowieka. Nieważne jest dlaczego. Żywioły kochają ludzi. Kochają też mieszać."
Myahuay patrzył wtedy na zachodzące słońce. Symbol aktywnej postaci żywiołu Żywego Ognia. Czuł że Ogień go wybrał. Po chwili otoczyła go ciemnosć, widział tylko jasniejące słońce. Poczuł rękę na ramieniu i mimo że nie mógł się odwrócić, wiedział że za nim stoi Strażnik. Strażnicy nie mówią. Przesyłają słowa do umysłu wybranej osoby. Myahuay doskonale je słyszał.
- ,, Trzcinowe drzewko spokojnie oczekuje wschodu Ognia. Będzie trwało w nocy, a gdy pobierze wodę z ziemi, słońce ukaże mu się. A trzcina zamieni się w Wisnię."
Dla człowieka zrozumienie przepowiedni jest niemożliwe. Nie zlęknowszy się, mężczyzna złożył swój los w ręcę Ognia. Swiatło zniknęło i mężczyzna zrozumiał że oslepł.
Na początku się obawiał,potem cieszył (z wybrania)a następnie był wsciekły, gdy zrozumiał że ,,przyjaciele" go zostawili. Czuł, że nic nie ma sensu, postanowił pokazać że nawet slepy może robić co chce. Potykając się i upadając, szedł przed siebie. Zabłądził. Poslizgnął się. Chyba skręcił kostkę. Zrezygnowany i rozgoryczony, trzymał się za bolące miejsce, by je schłodzić. Nie wiedział co robić, w którą stronę pójsć. Samotny. Bezradny. Nagle poczuł jak ktos wkłada mu do ręki kij by podparł się na nim. Jego ciało podniosło się do góry, ktos przejął jego ciężar. Poczuł zapach wisni. Ponieważ nie czuł zbytniego nacisku na podłoże, nie zauważył kiedy znalazł się w domu.
-kim jestes?-spytał
- zaopiekuję się tobą. Na imię mam Ailoh.
Mężczyzna nigdy nie słyszał takiego imienia. Zastanawiał się, czy jest damskie, czy męskie ale uznał że nie wypada pytać. Czuł się bardzo samotny. Nie odmówił.
Często rozmawiał z Ailoh. Nie rozumiał czemu zawsze mówią szeptem. Niecierpliwił się, kiedy będzie mógł zobaczyć Ailoh, z tego co wyczuł miał (lub miała) długie włosy. Pomyslał zatem że jest dziewczyną. Nie przeszkadzało mu to, wręcz cieszyło, bowiem była najbliższą dotąd mu osobą. Kiedy dotykała go niechcący, czuł że się rumieni. Czuł jej delikatną skórę, włosy opadające na ramiona... Zastanawiał się jak wygląda jej twarz.
-,,Myahuay, chodźmy do strumienia. Porozmawiajmy. Muszę ci cos powiedzieć bo sądzę że już niedługo będziesz widzieć"
*************************************************************************************
Uff... namęczyłam się z tym rozdziałem. Blogspot próbuje mnie chyba zniechęcić bo gdy piszę ,,ł" wyskakuje mi dokładnie :

ł.
Nie da się też pisać litery ,,ś" (wkleiłam ją tutaj).
Mam jednak nadzieje,że nie jest tak tragicznie (jak mi się wydaje).
Za wszelkie błędy i powtórzenia bardzo przepraszam, postaram się poprawić :) .
Niedługo dodam kolejną częsć bo całosć mam już spisaną w zeszycie i gotową do opublikowania (jeżeli będziecie chcieli to czytać). No, to chyba tyle :))