BLOGGER TEMPLATES AND TWITTER BACKGROUNDS »

czwartek, 25 lutego 2010

Komunikat

Nowa notka będzie, jak ktoś skomentuje poprzednie bo chyba nikt tego nie czyta, więc nie będę się męczyć i się zawodzić.

czwartek, 18 lutego 2010

3.Początek na Wzgórzach Wiśni

Myah leżał głową w poduszce i wdychał jej liliowy zapach. Skóra nie
była mocno napięta więc krew nie spływała mu już po plecach. Czuł
się jednak jakby ktoś przypiekał go rozżarzonym prętem. Jęknął z
bólu.
- Odpręż się - poczuł jak ktoś delikatnie siada na jego tyłku i wciera
chłodną maść w jego rany. Mimo pieczenia krew w nim zawrzała.
Bólu prawie nie czuł, ale wszystkie mięśnie mu się spięły i miał
nadzieję że Ailoh tego nie zauważy. Czuł długie, chłodne palce na
plecach, łagodnie krążące po jego barkach. Chciał powiedzieć jakiś
komplement tak uzdolnionemu masażyście ale poduszka skutecznie
zatkała mu buzię i wolał się nie poślinić. Przymknął oczy i skupił się
na cudownym dotyku dłoni. Jedna z rąk zaczęła umiejętnie masować
jego głowę i bawić sie jego krótkimi włosami. Zawsze przy tym
zasypiał. A nie chciał teraz tak po prostu zasnąć... Po chwili już
głośno chrapał.
Po jakimś czasie zbudził się gdy poczuł jak dłonie Ailoh badały jego
usta, twarz. Otorzył oczy by pokazać że już nie śpi. Gdy palce chciały
oderwać się od jego skóry, przytrzymał jej rękę. Wiedział że i ona to
czuje. Prąd przepływał przez ich ciała. Wziął powoli jednego palca
dziewczyny do ust. Usłyszał jak dziewczyna gwałtownie nabiera
powietrza. Przeniósł usta na nadgarstek i przygryzł wrażliwą skórę
zapewne robiąc malinkę. Następnie przeniósł usta na ucho i polizał je,
przygryzając płatek. Gdy chciał ją pocałować, Ailoh delikatnie położyła
palec na jego ustach.
- Nie. Rano.
Poczuł że wstaje i wychodzi z pokoju. Był zdziwiony ale przygotowany
na odrzucenie. Pomyślał że posłucha rady swojej opiekunki i prześpi
się. Zamknął oczy i wyrzucił wszelkie myśli z głowy.
Świt jego zdaniem przyszedł za szybko.
XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX
( czas rzeczywisty - przypominam, cała akcja jest wspomnieniami
Myaha! dop.od.autorki)
Myah powoli uniósł powieki i ujrzał że jest już ciemno. Potrząsnął
głową a z jego włosów wypadło kilka płatków wiśni. ,,Chyba zapadłem
za głęboko w podświadomość. Huh." Powoli złość z niego uchodziła i
ustępowała miejsca smutkowi i rozżaleniu. Było tak dobrze.
Naprawdę dobrze. I chyba tak jest nawet lepiej. A on to z własnej woli
porzuca. I co z tego że się pomylił? Jest ok. Dostał więcej niż mu się
należy. Powinien zapomnieć... albo coś zrobić.
Myahuay podjął już decyzję.
XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX
,,Otworzył oczy i zamiast ciemności zauważył światło wlewające się
do pokoju. Zrozumiał. To już dziś. Wyskoczył z łóżka w poszukiwaniu
Ailoh. Chciał wreszcie zobaczyć kobietę, która tak długo się nim
zajmowała i tyle dla niego znaczyła. Skierował się do pokoju
gościnnego. Pierwsze co zauważył, to mleczne ciało leżące w
pościeli. Delikatnie obrysowane plecy a na nich burza
ciemnobrązowych włosów o miedzianym blasku. Jego gość widocznie
spał nago. Nagle ciałko obróciło się i lekko przykryło od pasa w dół
kołdrą. Mężczyzna pomyślał że coś jest nie w porządku. Podszedł
bliżej a świadomość uderzyła w niego z całą mocą. Poczuł jak osuwa
się na ziemię. Oparł głowę na rękach. Było mu słabo. Zamknął oczy.
- Myah coś się stało? Jak tu weszłeś? Mogłeś upaść! - usłyszał
zmartwiony głos nad sobą. Otworzył oczy i spojrzał w górę.
- Ailoh...Dlaczego? Dlaczego?
Smutne oczy stojącego przed nim chłopaka błysnęły nagłym zrozumieniem.
- Nie pytałeś, a ja wiedziałem że lepiej byś nie wiedział.
- Dlatego szeptałeś - powiedział z goryczą i wyrzutem.
- Myah, kocham cię! - wybuchnął. Złapał mężczyznę za ramiona a z jego oczu popłynęły łzy. Myahuay odwrócił wzrok.
- Myślałem że jesteś kobietą. Pozwoliłeś mi tak myśleć! Okłamałeś
mnie!
- Strażnik mi kazał tak zrobić. Powiedział że inaczej nie przyjmiesz
mnie.
- Ailoh... Odejdź - brzydził się nim i czuł gorycz.
Po policzku chłopaka spłynęły łzy. Nieporadnie wstał.
- Wybacz mi kiedyś.
Mężczyzna nic nie powiedział. Usłyszał odgłos zamykanych drzwi i
pozwolił uczuciom wypłynąć. Łza spłynęła po jego policzku a późńiej
następna. Poczuł rozpacz, następnie złość, zaczął wszystko niszczyć,
aż w końcu poczuł się wyrzuty. Nic nie czuł."
XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX
(teraźniejszy dop.)Ale jest tu i teraz. Myah biegł jak najszybciej mógł.
****************************************************
Łatwo się pogubić z tymi odniesieniami bo nawiązuję tu do pierwszej
części czyli tego co dzieje się TERAZ natomiast reszta to
wspomnienia (czyli ślepota,poznanie Ailoha aż do rozstania). To nie
jest ostatnia część, będzie jeszcze jedna :)

wtorek, 9 lutego 2010

Romance cz.II (ostatnia)

Dawno nie dodałam notki, jestem niedobra :(
********************************************************************************
Waliou ziewnął i otworzył oczy. Zasłony były rozsunięte i światło
wpadało do środka. Mężczyzna potarł oczy ręką i wysunął się z
pościeli. Wokół była cisza, drzwi były zamknięte a na stoliczku
zauważył zapasowy kluczyk. Spojrzał?Zauważył szklany wazon z
czerwoną różą. Uśmiechnął się pod nosem. ,,Stara znajoma zapewne
przewidziała, że zostanę na noc. Ja... Muszę z nią porozmawiać.
Romance..." Rozmarzyl się. Ubrał koszulę i naciągnął spodnie.
Usłyszał szczęk zamka.
- Romance? - odwrócił się i poczul zawód.
- Nie kochaniutki, to ja. Dobrze spałeś?
- Tak- uśmiechnął się - Gdzie jest Romance?
- Romance... wiesz, kazał tak na siebie wołać od dzisiaj. Właśnie
czesze włosy.
- Matyś, skąd go wzięłaś?
Kobieta spuściła wzrok.
- Jego... przyjaciel go przyprowadził. Biedny chłopak był cały
posiniaczony. Jestem pewna, że to ten facet je zrobił.
- Skurwisyn- syknął Waliou przez zęby - Jeżeli go spotkam, zabiję go.
- Romance jest moim najdroższym nabytkiem. Tak łatwo go z tąd nie
wypuszczę.
Meżczyzna zacisnął pięść.
- Matyś...- przerwał. Do pokoju wszedł Romance. Uśmiechnął się do
Waliou.
- Zostawię was- szepnęłakobieta i wysżła.
- Nie wiem jak się zachować...
- Waliou - przypomniał mu.
- Tak...teraz poprostu...wyjdzisz?
- Zazwyczaj tak robię.
Zapadła cisza. Waliou odwrócił wzrok i powiedział:
- Romance, chcialbym byś poszedł ze ze mną.
Szklanka, którą trzymał chłopak upadła na ziemię i pękła. Chłopak
kucnął i zaczął zbierać odłamki.
- On cię skrzywdził prawda? Ten chłopak...to on był tym pierwszym?
Ręka młodzieńca zacisnęła się na odłamku i zaczęła krwawić. Ten
jednak nie zwrócił na to uwagi, tylko zamarł w bezruchu. Drgnął i
szepnął powstrzymując łzy.
- Ja go kochałem... a on mnie wykorzystał, zranił i sprzedał. Poniżył
mnie i zostawił bez niczego. Dlaczego?
- Romance- podszedł do chłopaka i go objął.
- Proszę... będziesz miał tam wszystko co chcesz.
- Ta kobieta... powiedziała mi ż jeżeli będę "grzeczny" da mi jego ades
i wypuści mnie. Bym mógł się zemścić.
Waliou zbyt dobrze znał kobietę, by wierzyć że to uczyni.
- Ona tego nie zrobi, znam ją...
- A ja nie znam ciebie - te słowa zabolały najmocniej- Przyszedłeś tu
wczoraj by kochać się z jakimś facetem, nie? Kim jesteś? Zawsze
dostajesz to czego chcesz hm? Nie znam cię Waliou. A to co się ze
mną stanie, zależy wyłącznie od mojej ,,szefowej".
Chłopak podniósł się i ubrał buty. Spojrzał namężczyznę i pocałowal
go lekko w usta. Po zbyt krótkiej chwili puścił go i wyszedł z pooju.
Waliou jeszcze nigdy nie płakał. Był rozpieszczonym dzieckiem
swoich przybranych rodziców. Byli bardzo bogaci. Zginęli przez
powiązania z mafią. Mężczyzna jednak nigdy zsię z nimi nie
kontaktował. Co prawda miał mały udział w handlu kokainą sam
jednak wolał od używek cielesne zabawy. Teraz wolałby już nigdy tu
nie wrócić. Czuł się zraniony, odepchnięt. Padł na łóżko, ale
przypomnialy mu się wczorajsze wydarzenia i natychmiast się
podniósł. Poprawił ubranie, wziął kluczyk ze stolika. zamknął drzwi i
nie obejrzał się za siebie.

Dwa tygodnie. Minęło. Waliou siedział na ulubionym wierzchowcu i
rozmyślał. Zapłacił właścicielce burdelu i wyszedł bez słowa.
Wyjechał z miasta. Właśnie jechał przez las. Byl gęsty, niiebezpieczny.
Mieszkały w nim wyrzutki społeczeństwa. Nagle koń zarżał. Jacyć
jeźdźcy przejechali koło niego i koń stracił równowagę. Przewrócił się
na bok. Waliou zdążył zeskoczyć z niego ale poczuł jak czyjeś ręcę
oplatają go. Ktoś uderzył go czymś ciężkim w głowę i mężczyzna
stracił przytomność.
Jakiś czas później chłopak usłyszał hałas i otworzył oczy. Zauważył że
jest związany. Przyglądały mu się trzy pary oczu.
- Byłeś z nimi? - zapytał jeden z nich.
- Z kim?
- Z tymi złodziejami, do cholery! - zdenerwował się chłopak na oko w
jego wieku.
- Jakimi złodziejami? Mówisz o tych mężczyznach którzy prawie
zepchnęli mnie do rowu?
Zamilkli i spojrzeli po sobie. Chłopak (najwyraźniej przywódca),
rozwiązał go.
- Chyba jesteś niewinny. Ci mężczyźni niszczą nasze domy i kradną
nasze pieniądze oraz jedzenie.
Waliou spojrzał na niego.
- Więc jestem wolny? Pomożesz mi wrócić do miasta?
- W końcu jestem ci coś winny. Pojedziemy twoim koniem, zostawię
cię tam i wrócę na nim z powrotem. Odstawię go do twojej stajni jeśli
mi ją pokażesz.
- Dobrze - Waliou obejrzał mężczyznę. Był opalony, a brązowe włosy
były krótko ścięte. Niektóre kosmyki opadały mu na oczy. Wyglądał
jak rozbójnik. Bardzo ponętny rozbójnik. Pomyślał o chwili
zapomnienia.
Chłopak najwyraźniej układał coś na półkach a w końcu zostali w
pomieszczeniu sami. Waliou wstał a mężczyzna obrócił się w jego
stronę.
- Coś jeszcze mogę dla ciebie zrobić? - brunet chyba wyczuł jego
nastrój i spojrzał na niego soczyście zielonymi oczami. Jego pozycja
wyrażała chęci.
- Właściwie to tak. Pewnien chłopak dał mi niedawno kosza. Bolało.
Kochaj się ze mną.
Mężczyzna uśmiechnął się do niego i wziął nóż. Zanim Waliou zdążył
zareagować chłopak wpił się w jego usta. Rękę z nożem dał za jego
głowę. Chwycił włosy mężczyzny i ściął je blisko głowy. Upuścił nóż i
kosmyki platynowych włosów na ziemię.
- Teraz nie będziesz myśleć o nim gdy jesteśmy razem - wymruczał.
Kochali się namiętnie, długo i kilka razy. Waliou pozwolił chłopakowi
być seme. Nie chciał być w nikim opróc Romance. Ich ciała zespalały
się ze sobą i nie liczyło się nic poza tym. Przez chwilę nie czuł bólu
złamanego serca.
Zbudził się leżąc pod chłopakiem. Czuł ciepło jego ciała, nacisk na
skórze i zapach jego potu, lecz pomyślał o ukochanym. Tęsknił za nim.
Za jedną krótką nocą z nim spędzoną. Jak tak szybko mógł tak bardzo
pokochać tego chłopaka? Nigdy nie przywiązywał się uczuciowo, był
zmanierowanym dzieciakiem, potem zepsutym mężczyzną. A teraz,
oddałby wszystko by być blisko Romance.
Jego kochanek zbudził się i spojrzał na smutną twarz Waliou.
- Jedź do niego. Nie odrzuci cię - szepnął.
Mężczyzna spojrzał na niego.
Godzinę później jechali już na koniu.
Pięć godzin później stanęli przed bramą do miasta.
Brunet pocałował go mocno w usta a zielone oczy śmiały się do
niego. Pchnął go lekko do przodu. Westchnął i postanowił nie poddać
się tak łatwo. Ruszył przed siebie, a po chwili usłyszał odgłos
odjeżdżającego jeźdźca.
*
- Matyś...- zasiadł na niewielkim, okrągłym fotelu.
- Tak kochaniutki? Chciałeś coś? - uśmiechnęła się przymilnie.
- Chcę wykupić Romance.
Twarz kobiety momentalnie stężała.
- Waliou, wiesz o co mnie prosisz? To mój najlepszy nabytek!
- Zapłacę. Ile zechcesz.
- Człowieku, on jest inwestycją. Jest warty fortunę - parsknęła.
Waliou wyciągnął rękę z kopertą w stronę kobiety. Ta otworzyła ją.
Przeliczyła pieniądze i spojrzała zdziwiona na mężczyznę.
- Idź po niego - powiedziała cicho.
Zanim wyszedł spytała:
- Jesteś gotów tyle zapłacić za jednego chłopaka?
Mężczyzna obrócił się i spojrzał na nią.
- To nie jest jakiś tam chłopak. To Romance.

Podszedł do drzwi pamiętnego pokoju. Spojrzał przez szparę w
drzwiach. Romance siedział na stole i trzymał w ręku TĄ różę.
Wyrywał pojedyńcze płatki i rzucał na ziemię. Oczy miał szkliste.
Przymknął je. Po policzku spłynęła łza.
Mężczyzna wszedł do środka.
Nie liczył na wzajemność Romance'a. Mógł nadal kochać tamtego
mężczyznę, może bał się że ktoś go skrzywdzi.
A Waliou mógł dać mu siebie i oczekiwać że ukochany go przyjmie.
Wykupił go. Mógł teraz robić co chce, iść gdzie chce, lub zostać z
nim.
- Jesteś wolny - rzucił.
Czerwone oczy spojrzały na niego z niepokojem i żalem.
- A zemsta?
Waliou uśmiechnął się gorzko.
- Mam jego adres.
Chłopak spuścił wzrok.
- Słyszałeś co powiedziałem jak już zasypialiśmy?
- Tak - zaczerwienił się.
- Kocham cię. Zostań ze mną. Poznaj mnie.
Romance uśmiechnął się nieśmiało.
- Ja...- zawachał się - Pocałujesz mnie?
Waliou podszedł do niego i pocałował go najczulej jak umiał.