Oneshot.Bezwstydnie zasugerowałam się pewnym opowiadaniem Sylver i samo wyszło. Enjoy.
***************************************************
Mimo woli, z moich ust wyrwało się ciche jęknięcie. To było takie przyjemne... ,,Nie!" moje myśli wrzeszczały bym drapał mojego oprawcę i wyrywał się, lecz gdy poczułem jak wypełniasz mnie, mogłem jedynie krzyknąć z rozkoszy.
Byłeś taki dopasowany do mnie, wypełniałeś mnie, prowadząc do ekstazy... Nie pamiętam kiedy zacząłem z wyuzdaniem jęczeć w twoje ucho, pamiętam za to doskonale moment całkowitego zatracenia. Wiłem się pod tobą jak wynurzony z wody węgorz i minęły minuty nim doszedłem do siebie. To był zdecydowanie najlepszy seks w moim życiu.
Tak naprawdę to wcale nie mam takich ciągot. Jestem absolutnie hetero. Po prostu nie mam siły by się obronić, Tak bardzo chcę odejść...
Twoje oczy zawsze są takie puste...
*
Tak bardzo cię krzywdzę. Dlaczego? Masz prawo mnie nienawidzić. Tak. Jestem potworem. Tak bardzo boję się że cię stracę. Tylko to co ci robię, trzyma cię tutaj prawda? Strach. Powinienem zniknąć, pozwolić żyć w spokoju. Ale...tak bardzo cię kocham, w ten chory sposób...
Leżysz na łóżku, wśród zmiętej pościeli. Widzę, że nie śpisz, czuję jak ból miażdży mi serce i zaciska pętle na szyi. Nalewam wody do szklanki i kładę ją na stoliku, tak byś ją zauważył. Wiem, że pewnie jej nie tkniesz. Wiem, jak bardzo mną gardzisz. Ubieram płaszcz i wychodzę, byle dalej od twojego wzroku.
*
Znowu mnie zraniłeś. Skrzywdziłeś i porzuciłeś. Dałeś mi rozkosz i brutalnie odepchnąłeś. Kolejny raz uciekłeś z domu.
Wróciłeś kolejnego dnia. Nie dotknąłeś mnie jednak. Jak do tego doszło? Przyszedłeś pod mój dom, brudny, zaniedbany. I po prostu zemdlałeś na progu...
Przyjąłem cię pod mój dach.
I ta jedna noc, gdy się upiliśmy...
I choć chciałem byś odszedł, ty nadal tu jesteś. I nadal mnie ranisz. Nie moje ciało, potrafisz być delikatny.
Moją duszę.
*
Obserwuję jak stoisz przy oknie i patrzysz na gasnące niebo. Muszę odejść, obiecałem sobie, że już cię nie tknę. Ale gdy spojrzałeś na mnie tymi smutnymi oczyma...
Przepraszam, przepraszam, przepraszam.
*
Leżę na ziemi, a lekki strumyczek krwi spływa po moim udzie, Jestem całkiem nagi. Jestem brudny. Bolało tak bardzo, że nie mam siły wstać. Bolało tak bardzo jak za pierwszym razem.
Przymknąłem powieki.
Wyszedł i zostawił mnie.
W niejasny sposób wiedziałem, że nie wróci.
5 lat później.
Wschody słońca są zachwycające.
Minęło pięć lat a ja nadal nie mogę o tobie zapomnieć.
Jeżeli ci się poszczęści, już nigdy mnie nie spotkasz.
Mam nowego kochanka. Jest miły słodki, ma wesołe ogniki w oczach. Ale nie kocham go. Nigdy go nie pokocham. Zniszczyłeś mnie.
*
Zachody słońca są piękne.
Odkąd mnie zostawiłeś, minęło tyle czasu. Mam żonę. Mam dziecko w drodze. Ona ma taki podobny odcień włosów do twojego. I silną osobowość. Mam dobrą pracę i nowe mieszkanie. Tamten rozdział, zamknąłem za sobą...
Wracam z żoną do domu. I widzę cię. Ty też mnie zauważasz. Znowu czuję się nagi i bezbronny. I zawstydzająco podniecony. Kim jest mężczyzna obok ciebie? Bezwolnie robię krok w twoją stronę.
*
Jeżeli to sen, to rano się powieszę. Jeżeli nie, to powinienem zrobić to teraz. Patrzysz nie na mnie, ale na mężczyznę za mną. Założę się, że wiesz, kim dla mnie jest.
Ty też nie marnowałeś czasu. Ta kobieta, za plecami. Nosi twoje dziecko. Mam ochotę ją zabić. Albo uciec. Patrzę w oczy mojej miłości. Uciekam.
*
Odszedłeś. Znowu. A ja nie wykonałem najmniejszego gestu. Dlaczego stoję tu jak głupi? Dlaczego?
Moja żona patrzy na mnie, zdziwiona. Podchodzi do mnie i łapie mnie za rękę. Puszczam ją. Widzę jej niedowierzanie i słyszę stukanie jej obcasów gdy szybko odchodzi. Widzę ją, ale nie patrzę.
Pół roku później.
Wracam do domu, starego domu, w którym się wszystko zaczęło. I palę papierosy.
Nie sprzedał go, a ja wiem gdzie leżą zapasowe klucze. Zauważam otwartą szafę. Leżą tam moje rzeczy. Nie wyrzuciłeś ich.
Siadam na ziemi i chowam twarz w dłoniach.
*
Od naszego przypadkowego spotkania kochałem się z żoną tylko raz. Wykrzyknąłem wtedy twoje imię, ale o tym się nie mówi. Ani o tym, że poroniła.
To nie bolało, bo nigdy jej nie kochałem. Próbowałem wypełnić pustkę po tobie. Bo mimo wszystkiego co mi robiłeś, tak bardzo cię pragnąłem.
To już podpada pod homo, prawda?
Dawno tu nie byłem. W naszym domu.
Otwieram cicho drzwi i cię zauważam.
Powinienem się bać, powiedzieć ci byś już tu nie wracał, odejść. A jednak nie potrafię. Podchodzę do ciebie. Widzisz mnie.
*
Widzę go. Stoi przede mną. Mój ideał, który tak bardzo skrzywdziłem.
Nie mam prawa być w tym domu.
Nie mam prawa go dotknąć.
Z jego oczu płyną łzy.
- Zgwałć mnie - słyszę cichy szept.
*
- Zgwałć mnie- słyszę własny głos.
Jęknąłeś.
- Aż tak mnie nienawidzisz?! - wstajesz z podłogi lecz łapię cię za nadgarstek.
Przyciągasz mnie do siebie i obejmujesz.
Za oknem dzień chyli się ku zachodowi. Słyszę jego głos.
- Kocham cię. Tak bardzo bałem się że odejdziesz...Wybacz mi.
Już dawno ci wybaczyłem. Nie mogę powstrzymać łez.
*
Zamierasz w moich ramionach. Teraz pewnie zostawisz mnie... Nie jestem ciebie wart. Z twoich smutnych oczu płyną łzy. Delikatnie ścieram je kciukiem.
Puszczam go. Czuję jak ściągasz mi z pleców koszulę.
*
Rozbieram się. Nie prosisz o to. Potrzebuję cię. Całuję twoje usta. Po chwili czuję cię w sobie. Jęczę. Ból ustępuje powoli przyjemności.
*
Nie rozciągałem cię. Jesteś taki ciasny... Czekam byś mógł się przyzwyczaić. Nie marzyłem że jeszcze kiedyś będę w tobie. Gdy z ust wyrywa ci się jęk, zaczynam się poruszać.
Kocham cię tak mocno, że to aż boli. Dlaczego znów mi się oddałeś?
Dotykam twojego ciała, całuję twój tors, gładzę twoje ramiona. Jęczy i mocniej nabija się na mnie. Całuję jego miękkie wargi.
Wykrzykuję twoje imię, czując spełnienie i rozluźnienie.
Mimo to czuję niedosyt. Po pięciu latach...
Czuję jak blisko jesteś spełnienia. Wychodzę z ciebie prawie do końca i szybko ciągnę twoje biodra w dół. Trafiam w twoją prostatę i robię to samo jeszcze raz. Po chwili wstrząsają tobą dreszcze ekstazy.
- Kocham cię - krzyczysz głośno i opadasz na mój tors, a ja zastanawiam się, czy mi się to aby nie przesłyszało. Czuję jak moje serce zaczyna szybciej bić.
*
Gdy tylko to powiedziałem, wiedziałem że to prawda.
Gdy cię nie było, brakowało mi części siebie.
I czasami wyobrażałem sobie, że mnie dotykasz...
Zwariowałem.
Wyszedłeś ze mnie i postawiłeś na ziemię. Z twoich oczu trysnęły łzy.
Objąłem cię. Bólem przywiązałeś mnie do siebie.
Za naszymi plecami budził się dzień.
************************************************************************************
Napisałam wszystkie ,,ciebie, tobie itd." a potem już nie miałam siły poprawiać na dużą literę. Kolejny niebetowany tekst.
Byłam chora (znowu) i dlatego notka tak późno ;/

4 komentarze:
Hm, no cóż...bardzo dobrze, że nie poprawiałaś na "Ciebie" itd. bo takich form używa się jedynie w listach, a nie w opowiadaniach/innych tekstach. W nich jest to po prostu błędem :)
Generalnie to bardzo mi się podobało, dobrze jest czasem czerpać inspirację z twórczości innych, bo możemy dzięki temu odkryć w sobie nowe pokłady weny XD
Pomysł bardzo dobry, podobał mi się zwłaszcza początek, był taki...taki ah xD Nastrojowy.
Myślałam, że po tym "5 lat później." wszystko się popsuje, już szykowałam broń na tą wstrętną babę, ale ładnie wybrnęłaś :) Miałam pewne obawy, że później już nie będzie tak dobrze, jak na początku, ale muszę przyznać, że się myliłam. Wgl strasznie podoba mi się jak ciągle powiększasz swoje umiejętności. I muszę powiedzieć, że naprawdę piszesz coraz lepiej.
HOT^^ ;D
Podpisano: Gal anonim xD
Boskie c:
..............łaał................. Zabrakło mi słów już dawno nie czytałam nic tak brutalnego, dramatycznego,a zarazem delikatnego i niezwykłego Ten jeden oneshot zwala mnie z nóg
Ookami
Prześlij komentarz