Moje pierwsze yaoi, dodam że dwuczęściowe. Pewnie mi nie wyszło
(bo moja beta znosi shonnen-ai ale yaoi to dla niej kres możliwości)
ale wena mnie zmusiła by je napisać i opublikować :0 Muszę też
chyba sprostować conieco o Myahuayu i Ailohu. Ale to pod notką. ^ ^
***************************************************
Waliou gładził swoje długie złociste włosy. Zmrużył oczy z
przyjemnością. Służąca wmasowywała mu lawendowy olejek na
kręgosłup, gdy inna ubierała go w kaszmirowy szlafrok. Zamruczał.
Wyją z szuflady krótki sztylet, który nosił na wszelki wypadek i
schował go za pas kimona. Zrobił ostatnie poprawki i wyszedł z domu.
Na głowę założył ciemny kaptur. Dyskrecja była podstawą w ciemnych
zaułkach miasta.W powietrzu unosiła się wilgoć a kwaśne krople
deszczu kapały i osiadały na płaszczach jego i jego świty. Starł krople
potu z czoła. Czuł podekscytowanie, mimo że miejsce do którego się
kierował odwiedzał już nieraz. Jednak tym razem oczekiwał
niespodzianki. Odruchowo potarł ręce. Przyśpieszył kroku. Stary,
czerwony neon jaśniał nieśmiało nad zniszczonym budynkiem. Miejsce
w którym powinny być okna zalepione były papierem ryżowym. Wszedł
do pomieszczenia. Pierwotny zapach stęchlizny próbowano
zamaskować wonnymi kadzidłami jednak zwiększało to zaduch.
Różnokolorowe, kwieciste lampiony, rozświetlały wnętrze. Korytarz
rozgałęział się, tworząc mały labirynt. Delikatny dźwięk skrzypiec,
niesiony gdzieś z jego środka, przyciągał. Wnętrze miało swój klimat.
Łatwo było złapać się w jego sidła. Kilka skąpo odzianych kobiet i
mężczyzn uśmiechało się zalotnie so niego, jednak Waliou zignorował
to. Pozwolił ściągnąć z siebie płaszcz i zaprowadzić do sali dla ViPów.
Ujrzał w oddali dobrze znaną kobietę. Skąpstwo i chciwość błyszczały
w jej oczach, zbyt mocny makijaż na jej starej, zniszczonej przez czas
twarzy. Obwieszona była tanimi błyskotkami, jednak odrazu można
było wyczuć że to ona zarządza tym miejscem. Gdyby nie zawód jakim
się trudzi, mogłaby być jego matką.
- Saliomi-uścisnął przyjaźnie pulchną kobietę
- Waliou, kochanie!- cmoknęła go w policzki - mam dla ciebie
niespodziankę. Ucieszysz się.
Zaprowadziła go przed czarne drzwi.
- Nie wejdę z tobą, sam się przekonasz. Przygotowałam ci też to o co
prosiłeś. Zapłacisz mi według uznania..- uśmiechnęła się
przeczuwając dobry interes.
Poczekał aż kobieta odejdzie i wszedł do środka.
Pomieszczenie było duże. Ciemne kotary zasłaniały okna i dawały
poczucie prywatności. Wielkie łoże umiejscowione pod czarną (jak
wszystko w tym pokoju), odrapaną ścianą. Był też mały stoliczek i
krzesło. Waliou zdjął wyjściowe kimono oraz haori* i ubrał inne;
czarne, jednowarstwowe. Związał platynowe włosy w kucyk. Podszedł
do łóżka i spojrzał na leżącą na nim postać. Biała skóra, okryta tylko
czarnym prześcieradłem olśniewała swoją bielą i rzucała perłowy
poblask. Czarne włosy rozsypane na poduszce wyglądały jak utkane z
pajęczej nici. Różowe usta podkreślały bladość cery.
Waliou wstrzymał oddech. Ideał.
Ciemnoczerwone tęczówki spojrzały na niego.
Pod jego spojrzeniem nie mógł się ruszyć. Poczuł się nagi, odarty z
dumy. Otworzył szeroko oczy.
- Przecież nie jestem twoim pierwszym mężczyzną- zadrwił chłopak
dźwięcznym głosem
Twarz Waliou'a znów przybrała maskę. Wstał i sięgnął po
kosmetyczkę.
- Nie, nie jesteś. A ja nie jestem twoim, prawda?
- Jesteś drugim.
Zaskoczyło go to szczere wyznanie. ,,Mamyś nie kłamała mówiąc że
to jest ,,coś" ekstra...on...jest niezwykły...".
Wyjął kilka rzeczy z torebki i usiadła okrakiem na udach chłopaka.
- Jak się nazywasz?- zapytał
- Teraz , kiedy nie mam już nic, kiedy jestem niczym...nazywaj mnie
jak chcesz.
Mężczyzna sięgnął do kosmetyczki i wyjął szminkę. Powoli zbliżył się
do twarzy młodzieńca i umalował jego wąskie, pełne wargi.
Chłopak spojrzał na niego pytająco.
- Najpiękniejszy...Nazwę cię Romance.
Mocno wpił się w usta chłopak, a gdy ten je uchylił, skwapliwie z tego
skorzystał. Złapał jego głowę i przeniósł usta na szyję. Przygryzł jego
skórę robiąc malinkę.
- Doskonale...-podkreślił oczy chłopaka czarną kredką.
Poczuł ciepły oddech na swoim uchu. To było jego wrażliwe miejsce.
Dotkął długich,czarnych włosów kochanka.
- Romance...
Chłopak usiadł na jego udach i odrzucił kołdrę na bok. Blade,
gipkie,kruche ale umięśnione ciało prężyło się przed nim a klatka
chłopaka falowała szybko.
Waliou jeszcze nigdy w życiu nie był tak podniecony.
Pogładził piękny tors Romance'a. Nałożył róż na policzki chłopaka ana
powieki dał niebieski tusz. Ułożył go tak, by jego głowa znalazła się
pod brodą Waliou'a. Uniósł jego twarz do góry i zaczął malować mu
rzęsy. Głaskał go po jego długich włosach, następnie zjechał dłonią po
kręgosłupie. Gdy dotknął pośladków Romance'a chłopak jęknął i
przylgnął do niego. Pomógł mu rozebrać się z kimona. Poczuł jak
kochanek twardnieje. Mile go to połechtało, jednak teraz mógł
myśleć tylko o tym by posiąść Romance. Spojrzał w jego piękne oczy.
Położył go i zaczął lizać jego sutki a następnie brzuch, znacząc mokry
szlak. Zjechał nieco niżej i niżej... Polizał wnętrzną stronę ud
chłopaka, omijając strategiczne miejsce. Doprowadzał tym Romance
do szału i dobrze to wiedział. Kiedy widział że chłopak zaraz dojdzie,
oblał się oliwą i posadził chłopaka na swoich udach.
Pocałował go mocno w usta i wszedł w niego. Zastygł by dać czas
chłopakowi do przyzwyczajenia. Zlizał słoną łzę która spłynęła z oka
Romance'a. Gładził go po plecach i zaczął się poruszać. Nie chciał
sprawić mu bólu. ,,Skąd we mnie tyle czułości?" Nie poznawał sam
siebie. Spojrzał na twarz mężczyzny. Ten patrzył na niego i pocałował
go, z początku delikatnie, z czasem coraz namiętniej. Kochali się
coraz szybciej. Słychać było tylko ich jęki. Ich spocone ciała łączyły
się ze sobą. Najpierw doszedł Romance, a zaraz po nim Waliou. Opadł
zmęczony na klatkę młodzieńca i wtulił się w jego bark. Przykrył ich
kołdrą. Dotknął policzka kochanka.
-Romance, chyba się w tobie zakochałem - szepnął i odpłynął.
****************************************************
Zboczone, wiem. Ale na j. polskim moja wyobraźnia miała za duże
pole do popisu d: . |Chciałabym tylko sprostować. Długo nie byłam
pewna czy Ailoh ma mówić o sobie w formie żeńskiej czy męskiej,
zdecydowałam się na tą pierwszą ponieważ Ailoh nie zamierzał
powiedzieć Myahowi że jest mężczyzną, bo tamten
najprawdopodobniej odprawił by go. Dlatego też szeptał by nie mógł
go rozpoznać po głosie (trochę głupie, wiem.) I jeszcze jedno... (nie
bić) Myah jest seme ^ ^. To chyba tyle. ,,Początek..." dodam niedługo,
( i postaram się notka była dłuższa ;P) choć pewnie najpierw dam
drugą część tego yaoi. :)
wtorek, 26 stycznia 2010
Romance cz.I (yaoi)
Autor: Raiah o 08:28 1 komentarze
poniedziałek, 25 stycznia 2010
2.Początek na Wzgórzach Wiśni
Myahuay i Ailoh siedzieli na pomoście. Zimna woda oblewała ich
stopy, a szum wody uspokajał. Mężczyzna włożył dłoń do zimnego
strumienia.
-Jak mnie poznałaś Ailoh? Znaliśmy się wcześniej? Dlaczego się mną
zajęłaś?
Poczuł ruch koło siebie i ciepłe ciało koło lewego boku.
- A czy to ważne? Wiesz, że jestem z tobą już miesiąc? Niedługo
spadnie śnieg. A pomiędzy śniegiem leżeć będą białe płatki. Ale czy to
coś nowego? Tak jest zawsze. Nie musisz tego widzieć, musisz
zaakceptować że tak będzie. Nie zmienisz tego, nawet jak to
zobaczysz.
- Ale...
- Myahuay... duch wybrał mnie abym się tobą zajęła- szepnął - stałam
za tobą. Ja też widziałam ducha Ognia.
Mężczyzna próbował odnaleźć dłonie Ailoh. Poczuł, że ciepłe ręcę
obejmują jego ramię. Zimna woda z rąk Ailoh spłynęła po jego
plecach.
- Ailoh, tak bardzo chciałbym cię już zobaczyć.
-Nie możesz zobaczyć. Ale możesz zadawać pytania.
-Skąd jesteś? Z Keyan*?
-Nie, wywodzę się zza gór Ducha.
-Opowiedz mi o tym miejscu.
-Jest tam zawsze zimno, nawet w lecie. Ludzie zamieszkują wyżyny i
szczyty, a na dole jest przełęcz na drugą stronę. Jest też tam droga do
Doliny Wiśni. Ludzie ubrani są w kurtki i kożuchy a ci bogatsi w stroje
ze skóry jelenia, pomalowane ochrą. Domy są z grubo ciosanego
drewna. W środku wydrążone jest ognisko.
- Więc czemu tu jesteś?
-hmm...kiedy oboje widzieliśmy światło, ja naprawdę stałam za tobą,
ale ty byłeś...tu, a ja...tam.
Zamilkli.
-Przeznaczenie - szepnął Ailoh
-Ile masz lat?
-Osiemnaście. A ty?
-Dwadzieścia cztery.
-Idziemy do domu?
-A poopowiadasz mi jeszcze? - Myah wyszczerzył zęby w stronę
nieokreśloną ( ^^ dop.od.autorki)
-Dobrze. A co chcesz wiedzieć?
-Czy ludzie skąd pochodzisz, mają jakieś szczególne cechy?
-Co trzecie dziecko ma włosy koloru złota- powiedziała Ailoh po
minucie ciszy.
-Złota?!
-Tak...nie opowiadamy o tym na prawo i lewo.
-A ty? Jaki kolor mają twoje włosy?
-Czarno...miedziane.
-Oh. Piękne.
-Twoje są ładniejsze- dotknął krótkich, kruczoczarnych włosów
mężczyzny.
-Zostań ze mną.
-Zostanę. Robi się zimno. Wracajmy do domu.
Myahuay wstał z pomocą Ailoh i poczuł że traci równowagę.
-Myah, Uważaj!
Mężczyzna zachwiał się, kamyki osunęły się i mężczyzna runął na
plecy.
-Kurde znowu -mruknął rozzłoszczony. Plecy paliły go niemiłosiernie.
-Pokaż.
Skórę na plecach przecinały dwie szramy. Lekko kapała z nich krew.
-Wracajmy. Opatrzę ci to.
*Keyan - nazwa dzielnicy
****************************************************
Krótka i zapewnie z błędami ale beta mi nie pomogła *gniewa się*
Dodam niedługo kolejną część albo yaoi XD .
Autor: Raiah o 08:51 1 komentarze
Etykiety: Początek na Wzgórzach Wiśni
poniedziałek, 18 stycznia 2010
1.Początek na Wzgórzach Wiśni (shonnen-ai)
No dobrze. Wracam do pracy... Będzie to dłuższy oneshot czy jak kto woli, krótkie opowiadanie. Dedykuję Yo Yane i Silris dla której postanowiłam pisać dalej moje głupie wytwory wyobraźni ;)
*************************************************************************************
Myahuay zaklął szpetnie. Dawno ni miał tak podłego humoru. Spojrzał na otwarte drzwi i oklapł ciężko na dywan. Pogoda była idealna, cudowny dzień w rodku jesiennej pluchy. A on to wszystko spaprał. Spojrzał na swoje zimne dłonie i zapragnął schłodzić sobie nimi głowę. Zrobił to ale nie poczuł ulgi. Ból i zmieszanie nie dawały mu spokoju. Jeszcze wczoraj był taki szczęliwy. Zakochany. W kobiecie idealnej. Gdy to pomyslał zaczął się histerycznie smiać. Nie ukrywał nigdy swoich emocji ale teraz czuł się ich pozbawiony. Sądził że postąpił słusznie. ,, Cholera, dlaczego tęsknie?" Że też nie przyszło mu na mysl, że gdy jeżeli wczesniej nie mógł znaleźć dziewczyny dla siebie, to nie znajdzie takowej teraz? Czemu był taki ufny? Ubodło go to, choć wiedział że gdyby znał prawdę, nie byłby tak otwarty i najpewniej powiedziałby że poradzi sobie sam. Wstał, wyszedł na dwór i spojrzał na górzysty horyzont. Białe płatki unosiły się w powietrzu. Mimo iż była już późna jesień, kwiaty wisni kwitły tu cały rok. Całe wzgórza były nimi pokryte. Z tąd ta nazwa. Kraina Wzgórz Wisni. Oparł się o barierkę i pozwolił myslom płynąć.
Wszystko zaczęło się w chwili gdy oslepł. Wczesniej prowadził towarzyskie życie. Miał dużo przyjaciół, często z nimi wychodził, smiał się. A jednak gdy stracił wzrok, został sam. Wszyscy go porzucili.
,,Swiatem rządzą prawa. Prawami Strażnicy. Strażnikami,Żywioły. Żywiołami,włada Duch Swiatła. Swiat i wszystko co w nim istnieje ma sens i cel. Każdy element pasuje. Każdy współgra. Duch Swiatła nie istnieje bez jego istot, a istoty bez niego. We wszystkim jest ład. Czasami żywioły ingerują w losy ludzi. Czasami dają wskazówki, czasami przejmują kontrolę nad losem danego człowieka. Nieważne jest dlaczego. Żywioły kochają ludzi. Kochają też mieszać."
Myahuay patrzył wtedy na zachodzące słońce. Symbol aktywnej postaci żywiołu Żywego Ognia. Czuł że Ogień go wybrał. Po chwili otoczyła go ciemnosć, widział tylko jasniejące słońce. Poczuł rękę na ramieniu i mimo że nie mógł się odwrócić, wiedział że za nim stoi Strażnik. Strażnicy nie mówią. Przesyłają słowa do umysłu wybranej osoby. Myahuay doskonale je słyszał.
- ,, Trzcinowe drzewko spokojnie oczekuje wschodu Ognia. Będzie trwało w nocy, a gdy pobierze wodę z ziemi, słońce ukaże mu się. A trzcina zamieni się w Wisnię."
Dla człowieka zrozumienie przepowiedni jest niemożliwe. Nie zlęknowszy się, mężczyzna złożył swój los w ręcę Ognia. Swiatło zniknęło i mężczyzna zrozumiał że oslepł.
Na początku się obawiał,potem cieszył (z wybrania)a następnie był wsciekły, gdy zrozumiał że ,,przyjaciele" go zostawili. Czuł, że nic nie ma sensu, postanowił pokazać że nawet slepy może robić co chce. Potykając się i upadając, szedł przed siebie. Zabłądził. Poslizgnął się. Chyba skręcił kostkę. Zrezygnowany i rozgoryczony, trzymał się za bolące miejsce, by je schłodzić. Nie wiedział co robić, w którą stronę pójsć. Samotny. Bezradny. Nagle poczuł jak ktos wkłada mu do ręki kij by podparł się na nim. Jego ciało podniosło się do góry, ktos przejął jego ciężar. Poczuł zapach wisni. Ponieważ nie czuł zbytniego nacisku na podłoże, nie zauważył kiedy znalazł się w domu.
-kim jestes?-spytał
- zaopiekuję się tobą. Na imię mam Ailoh.
Mężczyzna nigdy nie słyszał takiego imienia. Zastanawiał się, czy jest damskie, czy męskie ale uznał że nie wypada pytać. Czuł się bardzo samotny. Nie odmówił.
Często rozmawiał z Ailoh. Nie rozumiał czemu zawsze mówią szeptem. Niecierpliwił się, kiedy będzie mógł zobaczyć Ailoh, z tego co wyczuł miał (lub miała) długie włosy. Pomyslał zatem że jest dziewczyną. Nie przeszkadzało mu to, wręcz cieszyło, bowiem była najbliższą dotąd mu osobą. Kiedy dotykała go niechcący, czuł że się rumieni. Czuł jej delikatną skórę, włosy opadające na ramiona... Zastanawiał się jak wygląda jej twarz.
-,,Myahuay, chodźmy do strumienia. Porozmawiajmy. Muszę ci cos powiedzieć bo sądzę że już niedługo będziesz widzieć"
*************************************************************************************
Uff... namęczyłam się z tym rozdziałem. Blogspot próbuje mnie chyba zniechęcić bo gdy piszę ,,ł" wyskakuje mi dokładnie :
Nie da się też pisać litery ,,ś" (wkleiłam ją tutaj).
Mam jednak nadzieje,że nie jest tak tragicznie (jak mi się wydaje).
Za wszelkie błędy i powtórzenia bardzo przepraszam, postaram się poprawić :) .
Niedługo dodam kolejną częsć bo całosć mam już spisaną w zeszycie i gotową do opublikowania (jeżeli będziecie chcieli to czytać). No, to chyba tyle :))
Autor: Raiah o 11:15 2 komentarze
Etykiety: Początek na Wzgórzach Wiśni
poniedziałek, 11 stycznia 2010
.....
Pomimo wielkiego ZERA w liczbie komentarzy postaram się dodać jutro notkę. Zastanawiam się nad przeniesieniem bloga na onet... jeżeli ktokolwiek to czyta, proszę, niech da znak życia żebym wiedziała że nie piszę w próżnię...
Autor: Raiah o 12:44 2 komentarze
poniedziałek, 30 listopada 2009
:)) Oneshot ,,Żegnaj"
Zamierzam dodać moje pierwsze yaoi (a właściwie shonnen-ai) *hurra!*,więc proszę o wyrozumiałość :)) Do tego koniecznie słuchajcie http://http://www.youtube.com/watch?v=96SxKk0zeek. Enjoy!
*************************************************************************************
Stał sam, a jego długie, srebrzysto-białe włosy powiewały na wietrze. Patrzył na krajobraz wokół niego, i zastanawiał się, dlaczego by nie spaść ze skarpy na której stoi, polecieć. Wiedział że musi opuścić krainę Wzgórz Wiśni i odejść. Że nie będzie dane mu tu wrócić. Uklęknął by spojrzeć w dół, na zasypiające miasto. Poczuł oddech na swojej skórze i ciepły policzek przyłożony do jego szyi.
-odejdź Uruku-poprosił.
-nie zostawię cię-mokre krople spłynęły po jego tunice.
-musisz. To wszystko moja wina.
-to wina Su-lin, Nejo.
-nie. Byłeś jej przyrzeczony.
Nejo został sierotą gdy miał siedemnaście lat. Rodzice brali udział w powstaniu przeciwko cesarzowi. Krwawo stłumiono bunty. Przewodził temu jeden człowiek...
Nejo postanowił go odnaleźć. Zajęło mu to siedem lat. Nie chciał go od razu zabić, chciał go poznać, dowiedzieć się jak żyje. Zaczął pracować dla niego. Został jego prawą ręką. Człowiek ten zaprosił go kiedyś na kolację. Poznał jego żonę, córkę, syna...
,,-Nejo, to mój syn Uruku. No dalej synu, nie wstydź się"
,,Uruku..."-Nejo z miłością spojrzał na obejmującego go chłopaka. Piękny. Gdy ujrzał go po raz pierwszy, zachwyciła go jego delikatność, nieśmiałość, kruchość...a w środku był taki silny. ,,Czarne włosy opadały mu na ramiona a oczy błyszczały podekscytowaniem. Na bladej twarzy kwitły rumieńce. Patrzył na niego nieśmiało." Nejo oczarował się chłopcem, był zaledwie cztery lata młodszy od niego. Odwiedzał zarządce często, tylko po to by zobaczyć jego syna, zakochał się. Pamiętał, gdy w ukryciu, pierwszy raz pocałował go. Objął go delikatnie, ich usta złączyły się. Nieziemskie doznanie. Pamiętał jak pierwszy raz go dotykał, jak obejmował jego delikatne plecy... wolałby zapomnieć. Kochał go, ale sądził że musi dopełnić zemsty. Długo się z tym zmagał. Dzięki Uruku czuł się wolny, bez żalu i goryczy...postanowił przebaczyć. Poprosił ojca ukochanego o Urukiego, by mogli razem odejść. Ten odmówił. Spytał więc ,,Dlaczego?". ,,On jest obiecany komuś od dnia narodzin." Kobiecie o imieniu Su-lin. Człowiek który za nią odpowiadał nazywał się Kauro. Także nie miał wpływu na ożenek siostry, lecz ta kochała Uruku i nie chciała mu pozwolić być z Nejim. Musieli więc walczyć. Nejo zabił Kaura. Wrócił z ciałem mężczyzny i udał się do ojca wybranka. Lecz ten rozpoznał w nim syna schwytanych rebeliantów. Nie mógł go zabić, ale wygnał go. Wściekły Nejo zranił go, prawie śmiertelnie. Nie chciał już zabijać. Musiał uciekać, gdyż zaatakował wysoko postawionego urzędnika.Wiedział że nie będzie mógł wrócić. Musiał zostawić Urukiego. Powrócił myślami do rzeczywistości.
-Uruki, wiesz jak bardzo cię kocham.
-wiem. Nie potrafię bez ciebie żyć.
-będę z tobą. Będę twoim aniołem stróżem, będę w twoim sercu a ty w moim.
-nie wrócisz- bardziej stwierdził niż spytał.
-nie Uru. Nie wrócę.
Pocałował go ostatni raz. Z rozpaczą, z żalem. Samotna łza spłynęła po policzku Nejiego.
Ostatni raz spojrzał na Urukiego. Zrobił krok w przepaść, lecz zamiast runąć w dół, zmienił się w ptaka i odleciał. W stronę zachodzącego słońca.
Autor: Raiah o 10:13 2 komentarze
piątek, 13 listopada 2009
Kłopoty cz.3
Mówiłam już jak lubię zakazane uczucia? ;)
***************************************************************************************
-Ups, chyba przeszkadzamy- zachichotała niska ruda dziewczyna
-idźcie, zaraz do was dołączę
Grupa awanturniczek wyszła i została tylko Kimberly. Chwilę patrzyła na przypartą do kaloryferu Breannę...
-to damska toaleta- powiedziała grobowym głosem
-wiem- opowiedział obojętnie Connal
-puść mnie -szepnęła cicho Breanna
O dziwo, tym bardziej nie zamierzał.
-ona podoba ci się?
-Kimberly...-przemówił łagodnie
Przez chwilę dziewczyna wyglądała na zmieszaną ale szybko przyjęła z powrotem swój gorzki wyraz. Wreszcie chyba doszło do niej jak bardzo się wygłupia. Wybiegła trzaskając drzwiami
****************
Breanna z trudem wyślizgnęła się Connalowi. Wiedziała,że zauważy że go unika. Czuła chemię między nimi. Przerażało ją to, szczególnie że czuła w nim coś znajomego, wiedziała, że przebiłby jej mur odosobnienia. Nie wiedziała że on się tak zachowa! Była twarda a przy nim topniała jak wosk. Uniosła dumnie głowę.
-nie muszę utrzymywać kontaktów towarzyskich z tobą jeśli nie chcę...
-,,nie chcesz"?!, mieszkamy pod jednym dachem do cholery!
-nie musimy wchodzić sobię w drogę.
-naprawdę tak sądzisz?- złapał ją za nadgarstek. Poczuł dreszcz na plecach i zauważył jej gęsią skórkę na ramieniu-Naprawdę?
-czego odemnie chcesz?
Zapadła cisza.
-nie wiem.
** ** ** ** ** **
Po powrocie do domu, Connal podgrzał sobie obiad i usiadł przy stole. Zauważył kartkę przy wazonie z kwiatami.
&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&
,,Connalu i Breanno.
Ja i George wrócimy dzisiaj bardzo późno nie czekajcie na nas. Ponieważ później o tym zapomnę, zostawiam pieniądze byście kupili sobie ładne stroje na bal w przyszły poniedziałek. Zapomniałam wam wcześniej o tym powiedzieć, jestem taka roztrzepana! Za tydzień, o 20:00
macie bal drugoklasistów! Dobrze się składa bo akurat mamy z Georgem wyjazd na instruktaż. Kolacja w lodówce.
Angela"
&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&
Connal wziął pieniądze i poszedł do salonu pooglądać TV.
Autor: Raiah o 09:14 1 komentarze
Etykiety: Kłopoty
Hej!
Byłam chora i długo nie dodawałam notki, ale kompletnie nie miałam siły. Postaram się dodać kolejną część opowiadania dzisiaj lub w najbliższym czasie. Mam nadzieję że moja historyjka nie jest tragiczna i ktoś w końcu trafi na tego bloga :)
Autor: Raiah o 09:09 0 komentarze
niedziela, 25 października 2009
:D
Hurra!
Udało mi się naprawić opcję dodawania komentarzy!
Komentarze można już dodawać ( o co bardzo proszę!) ale jeżeli ktoś woli napisać do mnie prywatnie to może na email, raiahy@onet.pl . I proszę nie wysyłać mi spamu. :-)
Autor: Raiah o 08:42 0 komentarze
środa, 21 października 2009
Do przyjaciela
Powodujesz że śmieję się cicho w sercu,
że na chwilę zapominam,
że wybiła już godzina,
w której moje serce poszło już słodko spać.
Z nadzieją że znajdzie wytchniony sen.
Sen w koszmar zmienił się.
I to naprawdę nie jest snowy happy-end.
Wżyna w serce mi się cierń.
Lubię Cię.
Śmiej się do mnie proszę.
Proszenie nie jest głupie.
Tęsknienie też.
Ale to drugie,
zabiło serce me.
Dlatego proszę,
obejmij mocno mnie,
powiedz że jest ktoś na świecie,
Kto chce pamiętać że istnieję,
I uśmiechnąć się kiedyś na moje wspomnienie.
Autor: Raiah o 06:39 1 komentarze
Etykiety: Wiersze
wtorek, 20 października 2009
Kłopoty cz.2
UWAGA!! BARDZO PROSZĘ O NIE KOPIOWANIE TREŚCI BLOGA! JEŚLI MASZ CHOĆ TROCHĘ SZACUNKU DLA MOJEJ PRACY NIE PRÓBUJ!!!!!!!
***************************************************************************************
Connal uniósł lekko powieki czując promienie słoneczne na powiekach. Zdezorientowany, rozejrzał się wkoło, lecz po chwili przypomniał sobię wszystko. ,,Przynajmniej nikt nie każe mi wcześnie wstawać"- pomyślał. Leniwie przeciągnął się i z ociąganiem wstał z łóżka. Podszedł do umywalki i ochlapał twarz chłodną wodą. Jednak nie rozbudziło go to zbytnio i postanowił wziąć zimny prysznic. Wreszcie trochę otrzeźwiony, podszedł do szafki , do której zdążył wypakować swój skromny dobytek. ,,Wczorajszy dzień obfitował w wydarzenia. Adoptowali mnie, mam nową siostrę i mieszkamy na jakimś odludziu"- westchął. Z jadalni dochodziły odgłosy rozmów. Gdy Coglanowie zawieźli ich do nowego domu, poznali ich córkę. ,,Chyba nas nie polubiła. Nawet napewno. Czemu mówię ,,nas"?" Connal prychnął. Breannę poznał wczoraj, ale czuł jakby znał ją znacznie dłużej...od przyjazdu do domu wyraźnie go unika.Może mu się wydaje, ale ona też to czuła kiedy ją objął... Otrząsnął się i zszedł po schodach.
-witamy śpiocha- Angela uśmiechnęła się promiennie
-dzień dobry mamo- trudno mu to przeszło przez gardło ale nie chciał urazić jej uczuć -zostało coś jeszcze dla mnie?
-podziel się z Kim i Breanną a ja pójdę pozmywać.
Kim to właśnie córka Georga i Angeli.
Breanna wyraźnie zaspana i bez apetytu, sączyła miętę. Kimberly od razu wzięła sobię największy kawałek jajecznicy.
-zjedz moją porcję nie jestem głodna- Breannaa spojrzała na Connala. Wzrok miała zgaszony, głos wyprany z emocji. Wstała od stołu i wyszła.
*
Minął tydzień i przyszła pora na pójście do nowej szkoły. Ponieważ ich nowy dom ukryty był w gęstym lesie dopiero niedawno zaczeli się orientować gdzie się znajdują. Niewiele ich to zresztą obchodziło. I Connal, i Breanna woleli spokój głuszy. Breanna nadal unikała chłopaka a Kim chyba zaczynała go podrywać. Connal właśnie wysiadł z auta przed szkołą. Chuchnął. Para z jego ust ogrzała powietrze. Dzień był lodowaty. Kim, gdy tylko odjechało auto Georga rozpuściła włosy , pomalowała szminką usta i założyła kozaki.
-nie znam was-ostrzegła
Chłopak nie zamierzał się z nią spierać. Zresztą było mu to na rękę, bo Kimberly na każdym kroku pokazywała jaka jest płytka i wredna.
Od tygodnia nie zamienił z Breanną słowa. Jej zachowanie go irytowało, bo najwyraźniej tylko z nim nie chciała gadać. No i z Kim ale ona się nie liczy.Zamyślony, zauważył że dziewczyna przyśpieszyła. Dogonił ją.
Szkoła była posępnym budynkiem z szarych cegieł. Składała się z trzech części, boiska, części głównej i sal dla klas drugich i trzecich. Ponieważ dołączą do klasy drugiej, udali się do trzeciej części. Spojrzał na ogólny plan lekcji. Zaklnął cicho.Breanna będzie miała lekcje z inną klasą a on z głupią Kimberly. ,,Dobra coś wymyślę"- pomyślał ze zrezygnowaniem i powlókł się za nową klasą.
Lekcje do przerwy obiadowej wlokły się niemiłosiernie. Poznał kilku fajnych chłopców, którzy może byli trochę za wścibscy ale ogólnie znośni. Dziewczyny za to, przedstawiały ten sam poziom co Kim. Connal skierował się dostołówki i już miał wziąc tacę gdy usłyszał perlisty śmiech Breanny. Zamarł. ,,Teraz". Gdy dziewczyna chciała wyjść ze stołówki, Connal chwycił ją mocno za nadgarstek i pociągnął do damskiej łaizenki. Przyparł ją do kaloryferu i wysyczał:
-o co ci chodzi, do cholery?!
Breanne zamurowało. Chłopak widział zaskoczenie malujące się w jej oczach oraz jak intymna jest ta relacja. Z nosem przy nosie powiedziała:
-Ja...
Nagle otworzyły się drzwi. Z papierosem w dłoni, do środka weszła Kim i jej ,,przyjaciółki".
Autor: Raiah o 08:58 1 komentarze
Etykiety: Kłopoty
