BLOGGER TEMPLATES AND TWITTER BACKGROUNDS »

niedziela, 25 października 2009

:D

Hurra!
Udało mi się naprawić opcję dodawania komentarzy!
Komentarze można już dodawać ( o co bardzo proszę!) ale jeżeli ktoś woli napisać do mnie prywatnie to może na email, raiahy@onet.pl . I proszę nie wysyłać mi spamu. :-)

środa, 21 października 2009

Do przyjaciela

Powodujesz że śmieję się cicho w sercu,
że na chwilę zapominam,
że wybiła już godzina,
w której moje serce poszło już słodko spać.
Z nadzieją że znajdzie wytchniony sen.
Sen w koszmar zmienił się.
I to naprawdę nie jest snowy happy-end.
Wżyna w serce mi się cierń.
Lubię Cię.
Śmiej się do mnie proszę.
Proszenie nie jest głupie.
Tęsknienie też.
Ale to drugie,
zabiło serce me.
Dlatego proszę,
obejmij mocno mnie,
powiedz że jest ktoś na świecie,
Kto chce pamiętać że istnieję,
I uśmiechnąć się kiedyś na moje wspomnienie.

wtorek, 20 października 2009

Kłopoty cz.2

UWAGA!! BARDZO PROSZĘ O NIE KOPIOWANIE TREŚCI BLOGA! JEŚLI MASZ CHOĆ TROCHĘ SZACUNKU DLA MOJEJ PRACY NIE PRÓBUJ!!!!!!!
***************************************************************************************
Connal uniósł lekko powieki czując promienie słoneczne na powiekach. Zdezorientowany, rozejrzał się wkoło, lecz po chwili przypomniał sobię wszystko. ,,Przynajmniej nikt nie każe mi wcześnie wstawać"- pomyślał. Leniwie przeciągnął się i z ociąganiem wstał z łóżka. Podszedł do umywalki i ochlapał twarz chłodną wodą. Jednak nie rozbudziło go to zbytnio i postanowił wziąć zimny prysznic. Wreszcie trochę otrzeźwiony, podszedł do szafki , do której zdążył wypakować swój skromny dobytek. ,,Wczorajszy dzień obfitował w wydarzenia. Adoptowali mnie, mam nową siostrę i mieszkamy na jakimś odludziu"- westchął. Z jadalni dochodziły odgłosy rozmów. Gdy Coglanowie zawieźli ich do nowego domu, poznali ich córkę. ,,Chyba nas nie polubiła. Nawet napewno. Czemu mówię ,,nas"?" Connal prychnął. Breannę poznał wczoraj, ale czuł jakby znał ją znacznie dłużej...od przyjazdu do domu wyraźnie go unika.Może mu się wydaje, ale ona też to czuła kiedy ją objął... Otrząsnął się i zszedł po schodach.
-witamy śpiocha- Angela uśmiechnęła się promiennie
-dzień dobry mamo- trudno mu to przeszło przez gardło ale nie chciał urazić jej uczuć -zostało coś jeszcze dla mnie?
-podziel się z Kim i Breanną a ja pójdę pozmywać.
Kim to właśnie córka Georga i Angeli.
Breanna wyraźnie zaspana i bez apetytu, sączyła miętę. Kimberly od razu wzięła sobię największy kawałek jajecznicy.
-zjedz moją porcję nie jestem głodna- Breannaa spojrzała na Connala. Wzrok miała zgaszony, głos wyprany z emocji. Wstała od stołu i wyszła.
*
Minął tydzień i przyszła pora na pójście do nowej szkoły. Ponieważ ich nowy dom ukryty był w gęstym lesie dopiero niedawno zaczeli się orientować gdzie się znajdują. Niewiele ich to zresztą obchodziło. I Connal, i Breanna woleli spokój głuszy. Breanna nadal unikała chłopaka a Kim chyba zaczynała go podrywać. Connal właśnie wysiadł z auta przed szkołą. Chuchnął. Para z jego ust ogrzała powietrze. Dzień był lodowaty. Kim, gdy tylko odjechało auto Georga rozpuściła włosy , pomalowała szminką usta i założyła kozaki.
-nie znam was-ostrzegła
Chłopak nie zamierzał się z nią spierać. Zresztą było mu to na rękę, bo Kimberly na każdym kroku pokazywała jaka jest płytka i wredna.
Od tygodnia nie zamienił z Breanną słowa. Jej zachowanie go irytowało, bo najwyraźniej tylko z nim nie chciała gadać. No i z Kim ale ona się nie liczy.Zamyślony, zauważył że dziewczyna przyśpieszyła. Dogonił ją.
Szkoła była posępnym budynkiem z szarych cegieł. Składała się z trzech części, boiska, części głównej i sal dla klas drugich i trzecich. Ponieważ dołączą do klasy drugiej, udali się do trzeciej części. Spojrzał na ogólny plan lekcji. Zaklnął cicho.Breanna będzie miała lekcje z inną klasą a on z głupią Kimberly. ,,Dobra coś wymyślę"- pomyślał ze zrezygnowaniem i powlókł się za nową klasą.
Lekcje do przerwy obiadowej wlokły się niemiłosiernie. Poznał kilku fajnych chłopców, którzy może byli trochę za wścibscy ale ogólnie znośni. Dziewczyny za to, przedstawiały ten sam poziom co Kim. Connal skierował się dostołówki i już miał wziąc tacę gdy usłyszał perlisty śmiech Breanny. Zamarł. ,,Teraz". Gdy dziewczyna chciała wyjść ze stołówki, Connal chwycił ją mocno za nadgarstek i pociągnął do damskiej łaizenki. Przyparł ją do kaloryferu i wysyczał:
-o co ci chodzi, do cholery?!
Breanne zamurowało. Chłopak widział zaskoczenie malujące się w jej oczach oraz jak intymna jest ta relacja. Z nosem przy nosie powiedziała:
-Ja...
Nagle otworzyły się drzwi. Z papierosem w dłoni, do środka weszła Kim i jej ,,przyjaciółki".

niedziela, 18 października 2009

Kłopoty cz.1

Breanna szybkim krokiem wyszła na chłodny dziedziniec. Od razu spostrzegła błyszczącego, czerwonego citroena, zaparkowanego przed wejściem do domu dziecka.,,Dziecka"- ona dzieckiem nie jest. Wysoka, blada, z czarnymi, luźno opadającymi kosmykami włosów. Z niesmakiem patrzyła na małe dzieci, z nadzieją wyglądające przez okna. Ona w ośrodku była od małego, przyzwyczaiła się do samotności, odtrącenia. Wolała siedzieć sama, zapisywać skrzętnie każdą smutną chwilę. Nie chciała litości. Tak samo nie chciała, by ten czerwony citroen przyjeżdżał właśnie po nią. Miała siedemnaście lat, jeszcze rok nie zrobiłby jej różnicy. Później jakoś dałaby radę...Kiedy jej opiekunka zawiadomiła ją że młodzi państwo chcą adoptować córeczkę, przyjęła to ze spokojem, choć miała ochotę uciec. Nie chciała nikogo, chciała być sama, wolna od ludzi, bo w gębi serca że ktoś chciałby ją pokochać. Odgradzała się od ludzi murem. Mimo woli, bała się odtracenia. Uniosła w górę głowę i nabrawszy oddechu weszła do poczekalni. Pomieszczenie było prawie puste, oprócz niej był tam tylko jakiś chłopak, prawdopodobnie w jej wieku. Starając się na niego nie patrzeć, usiadła i śledziła wzrokiem jadące samochody. Czuła jednak wzrok chłopaka na sobie. Nadal udając że tego nie widzi, zaczęła wyłamywać sobie palce. W końcu, zniecierpliwiona zmierzyła go lodowatym wzrokiem. Ku jej zdziwieniu, odwzajemnił się tym samym, i uniósł wysoko brew. Odruchowo zaczęła siłować się z nim na spojrzenia. W międzyczasie zauważyła że ma bardzo podobny kolor oczu co jej, a kolor włosów taki co jej, przed przefarbowaniem na czarno.Był wyższy od niej, ale miał podobną postawę. I był niebrzydki. Usłyszała odgłos gwałtownie otwieranych drzwi i szybko się odwróciła. Chłopak w przeciwieństwie do niej, minę miał zrelaksowaną, choć nieco zaciekawioną i...przestraszoną? Stwierdziła że jej się wydawało, bo po chwili spowrotem przywdział maskę zrelaksowania. Spojrzała w górę. Przed nią stali państwo, na oko po czterdziestce, z przyjaznymi, niepewnymi wyrazami twarzy. Wstała, i zaskoczeniem zauważyła że chłopak też wstał.
-Breanno, Connalu, to państwo Coghlan.
Breanna pobladła i spojrzała na ...Connala? On...oni, będą rodzeństwem?! Chcieli córkę, nie dwójkę!Drżącym głosem spytała:
-Czy...ten chłopak, będzie teraz moim bratem?
Nigdy go tu nie widziała, a napewno by go zapamiętała.
Jej opiekunka wtrąciła się:
-To Connal, został przywieziony z innego ośrodka by twoi nowi rodzice mogli was zabrać obydwoje naraz.
Jej nowy ,,brat" spojrzał na nią i zauważyła że jest tak samo zaskoczony jak ona.
-Jestem Connal
-Breanna
Uścisnął jej dłoń co wywołało dziwny dreszcz. Zamknęła oczy. On też. Po chwili przypomniała sobie o nowych rodzicach. Gdy na nich spojrzała niepewnie podeszli do nich.
-Jestem Angela a to Geoge- głos się jej załamał- Przytulicie się?
Breanna z wachaniem podeszła do nich i przytuliła się, ale kiedy tylko podszedł Connal szybko odeszła.
-Przytulisz swojego nowego brata?-mocno rozczulona opiekunka społeczna zaczynała działać jej na nerwy.
Zanim się poruszyłą, Connal podszedł do niej i delikatnie objął. Czuła jakby przeszedł ją prąd. Skórę miał chłodniejszą od niej, ale oddech parzył jej skórę. Po stanowczo za długiej chwili chłopak ją puścił.
-Jedziemy-ogłoszono.

sobota, 17 października 2009

Witajcie!!

Oficjalnie zaczynam pisać tego bloga!!!! :))))
Zamierzam zamieścić historię dziewczyny i chłopaka wychowanych w dwóch różnych sierocińcach, które adoptuje jedna rodzina....
No cóż, zabieram się do pracy!!!
raiah