Breanna szybkim krokiem wyszła na chłodny dziedziniec. Od razu spostrzegła błyszczącego, czerwonego citroena, zaparkowanego przed wejściem do domu dziecka.,,Dziecka"- ona dzieckiem nie jest. Wysoka, blada, z czarnymi, luźno opadającymi kosmykami włosów. Z niesmakiem patrzyła na małe dzieci, z nadzieją wyglądające przez okna. Ona w ośrodku była od małego, przyzwyczaiła się do samotności, odtrącenia. Wolała siedzieć sama, zapisywać skrzętnie każdą smutną chwilę. Nie chciała litości. Tak samo nie chciała, by ten czerwony citroen przyjeżdżał właśnie po nią. Miała siedemnaście lat, jeszcze rok nie zrobiłby jej różnicy. Później jakoś dałaby radę...Kiedy jej opiekunka zawiadomiła ją że młodzi państwo chcą adoptować córeczkę, przyjęła to ze spokojem, choć miała ochotę uciec. Nie chciała nikogo, chciała być sama, wolna od ludzi, bo w gębi serca że ktoś chciałby ją pokochać. Odgradzała się od ludzi murem. Mimo woli, bała się odtracenia. Uniosła w górę głowę i nabrawszy oddechu weszła do poczekalni. Pomieszczenie było prawie puste, oprócz niej był tam tylko jakiś chłopak, prawdopodobnie w jej wieku. Starając się na niego nie patrzeć, usiadła i śledziła wzrokiem jadące samochody. Czuła jednak wzrok chłopaka na sobie. Nadal udając że tego nie widzi, zaczęła wyłamywać sobie palce. W końcu, zniecierpliwiona zmierzyła go lodowatym wzrokiem. Ku jej zdziwieniu, odwzajemnił się tym samym, i uniósł wysoko brew. Odruchowo zaczęła siłować się z nim na spojrzenia. W międzyczasie zauważyła że ma bardzo podobny kolor oczu co jej, a kolor włosów taki co jej, przed przefarbowaniem na czarno.Był wyższy od niej, ale miał podobną postawę. I był niebrzydki. Usłyszała odgłos gwałtownie otwieranych drzwi i szybko się odwróciła. Chłopak w przeciwieństwie do niej, minę miał zrelaksowaną, choć nieco zaciekawioną i...przestraszoną? Stwierdziła że jej się wydawało, bo po chwili spowrotem przywdział maskę zrelaksowania. Spojrzała w górę. Przed nią stali państwo, na oko po czterdziestce, z przyjaznymi, niepewnymi wyrazami twarzy. Wstała, i zaskoczeniem zauważyła że chłopak też wstał.
-Breanno, Connalu, to państwo Coghlan.
Breanna pobladła i spojrzała na ...Connala? On...oni, będą rodzeństwem?! Chcieli córkę, nie dwójkę!Drżącym głosem spytała:
-Czy...ten chłopak, będzie teraz moim bratem?
Nigdy go tu nie widziała, a napewno by go zapamiętała.
Jej opiekunka wtrąciła się:
-To Connal, został przywieziony z innego ośrodka by twoi nowi rodzice mogli was zabrać obydwoje naraz.
Jej nowy ,,brat" spojrzał na nią i zauważyła że jest tak samo zaskoczony jak ona.
-Jestem Connal
-Breanna
Uścisnął jej dłoń co wywołało dziwny dreszcz. Zamknęła oczy. On też. Po chwili przypomniała sobie o nowych rodzicach. Gdy na nich spojrzała niepewnie podeszli do nich.
-Jestem Angela a to Geoge- głos się jej załamał- Przytulicie się?
Breanna z wachaniem podeszła do nich i przytuliła się, ale kiedy tylko podszedł Connal szybko odeszła.
-Przytulisz swojego nowego brata?-mocno rozczulona opiekunka społeczna zaczynała działać jej na nerwy.
Zanim się poruszyłą, Connal podszedł do niej i delikatnie objął. Czuła jakby przeszedł ją prąd. Skórę miał chłodniejszą od niej, ale oddech parzył jej skórę. Po stanowczo za długiej chwili chłopak ją puścił.
-Jedziemy-ogłoszono.
niedziela, 18 października 2009
Kłopoty cz.1
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

2 komentarze:
Początek - zapowiada coś większego... czyżby byli prawdziwym rodzeństwem ? Mam takie wrażenie, ale ja mam naprawdę zrytą psychikę. Imiona mają równie dziwne, ale to tylko dodaje tajemniczości. Błędy :
1.) "Nie chciała nikogo, chciała być sama, wolna od ludzi, bo w gębi serca że ktoś chciałby ją pokochać." -> zmyliło mnie to zdanie, ale miało być - podajże - "Nie chciała nikogo, chciała być sama, wolna od ludzi, bo w głębi serca, nie wierzyła, że ktoś chciałby ją pokochać." - CHYBA!
2.)odtracenia -> odtrącenia
3.) spowrotem -> z powrotem
4.) poruszyłą -> poruszyła
Nie chcę bys pomyślała, że się czepiam. Po prostu dałam to co najbardziej rzuca się w oczy. Więcej się ni dopatrzyłam.
Sama jeszcze błąd w komentarzu zrobiłam xD " bys" -> 'byś'
Chyba jestem hipokrytką , hihi...
~Akemi
Prześlij komentarz