BLOGGER TEMPLATES AND TWITTER BACKGROUNDS »

wtorek, 26 stycznia 2010

Romance cz.I (yaoi)

Moje pierwsze yaoi, dodam że dwuczęściowe. Pewnie mi nie wyszło
(bo moja beta znosi shonnen-ai ale yaoi to dla niej kres możliwości)
ale wena mnie zmusiła by je napisać i opublikować :0 Muszę też
chyba sprostować conieco o Myahuayu i Ailohu. Ale to pod notką. ^ ^
***************************************************
Waliou gładził swoje długie złociste włosy. Zmrużył oczy z
przyjemnością. Służąca wmasowywała mu lawendowy olejek na
kręgosłup, gdy inna ubierała go w kaszmirowy szlafrok. Zamruczał.
Wyją z szuflady krótki sztylet, który nosił na wszelki wypadek i
schował go za pas kimona. Zrobił ostatnie poprawki i wyszedł z domu.
Na głowę założył ciemny kaptur. Dyskrecja była podstawą w ciemnych
zaułkach miasta.W powietrzu unosiła się wilgoć a kwaśne krople
deszczu kapały i osiadały na płaszczach jego i jego świty. Starł krople
potu z czoła. Czuł podekscytowanie, mimo że miejsce do którego się
kierował odwiedzał już nieraz. Jednak tym razem oczekiwał
niespodzianki. Odruchowo potarł ręce. Przyśpieszył kroku. Stary,
czerwony neon jaśniał nieśmiało nad zniszczonym budynkiem. Miejsce
w którym powinny być okna zalepione były papierem ryżowym. Wszedł
do pomieszczenia. Pierwotny zapach stęchlizny próbowano
zamaskować wonnymi kadzidłami jednak zwiększało to zaduch.
Różnokolorowe, kwieciste lampiony, rozświetlały wnętrze. Korytarz
rozgałęział się, tworząc mały labirynt. Delikatny dźwięk skrzypiec,
niesiony gdzieś z jego środka, przyciągał. Wnętrze miało swój klimat.
Łatwo było złapać się w jego sidła. Kilka skąpo odzianych kobiet i
mężczyzn uśmiechało się zalotnie so niego, jednak Waliou zignorował
to. Pozwolił ściągnąć z siebie płaszcz i zaprowadzić do sali dla ViPów.
Ujrzał w oddali dobrze znaną kobietę. Skąpstwo i chciwość błyszczały
w jej oczach, zbyt mocny makijaż na jej starej, zniszczonej przez czas
twarzy. Obwieszona była tanimi błyskotkami, jednak odrazu można
było wyczuć że to ona zarządza tym miejscem. Gdyby nie zawód jakim
się trudzi, mogłaby być jego matką.
- Saliomi-uścisnął przyjaźnie pulchną kobietę
- Waliou, kochanie!- cmoknęła go w policzki - mam dla ciebie
niespodziankę. Ucieszysz się.
Zaprowadziła go przed czarne drzwi.
- Nie wejdę z tobą, sam się przekonasz. Przygotowałam ci też to o co
prosiłeś. Zapłacisz mi według uznania..- uśmiechnęła się
przeczuwając dobry interes.
Poczekał aż kobieta odejdzie i wszedł do środka.
Pomieszczenie było duże. Ciemne kotary zasłaniały okna i dawały
poczucie prywatności. Wielkie łoże umiejscowione pod czarną (jak
wszystko w tym pokoju), odrapaną ścianą. Był też mały stoliczek i
krzesło. Waliou zdjął wyjściowe kimono oraz haori* i ubrał inne;
czarne, jednowarstwowe. Związał platynowe włosy w kucyk. Podszedł
do łóżka i spojrzał na leżącą na nim postać. Biała skóra, okryta tylko
czarnym prześcieradłem olśniewała swoją bielą i rzucała perłowy
poblask. Czarne włosy rozsypane na poduszce wyglądały jak utkane z
pajęczej nici. Różowe usta podkreślały bladość cery.
Waliou wstrzymał oddech. Ideał.
Ciemnoczerwone tęczówki spojrzały na niego.
Pod jego spojrzeniem nie mógł się ruszyć. Poczuł się nagi, odarty z
dumy. Otworzył szeroko oczy.
- Przecież nie jestem twoim pierwszym mężczyzną- zadrwił chłopak
dźwięcznym głosem
Twarz Waliou'a znów przybrała maskę. Wstał i sięgnął po
kosmetyczkę.
- Nie, nie jesteś. A ja nie jestem twoim, prawda?
- Jesteś drugim.
Zaskoczyło go to szczere wyznanie. ,,Mamyś nie kłamała mówiąc że
to jest ,,coś" ekstra...on...jest niezwykły...".
Wyjął kilka rzeczy z torebki i usiadła okrakiem na udach chłopaka.
- Jak się nazywasz?- zapytał
- Teraz , kiedy nie mam już nic, kiedy jestem niczym...nazywaj mnie
jak chcesz.
Mężczyzna sięgnął do kosmetyczki i wyjął szminkę. Powoli zbliżył się
do twarzy młodzieńca i umalował jego wąskie, pełne wargi.
Chłopak spojrzał na niego pytająco.
- Najpiękniejszy...Nazwę cię Romance.
Mocno wpił się w usta chłopak, a gdy ten je uchylił, skwapliwie z tego
skorzystał. Złapał jego głowę i przeniósł usta na szyję. Przygryzł jego
skórę robiąc malinkę.
- Doskonale...-podkreślił oczy chłopaka czarną kredką.
Poczuł ciepły oddech na swoim uchu. To było jego wrażliwe miejsce.
Dotkął długich,czarnych włosów kochanka.
- Romance...
Chłopak usiadł na jego udach i odrzucił kołdrę na bok. Blade,
gipkie,kruche ale umięśnione ciało prężyło się przed nim a klatka
chłopaka falowała szybko.
Waliou jeszcze nigdy w życiu nie był tak podniecony.
Pogładził piękny tors Romance'a. Nałożył róż na policzki chłopaka ana
powieki dał niebieski tusz. Ułożył go tak, by jego głowa znalazła się
pod brodą Waliou'a. Uniósł jego twarz do góry i zaczął malować mu
rzęsy. Głaskał go po jego długich włosach, następnie zjechał dłonią po
kręgosłupie. Gdy dotknął pośladków Romance'a chłopak jęknął i
przylgnął do niego. Pomógł mu rozebrać się z kimona. Poczuł jak
kochanek twardnieje. Mile go to połechtało, jednak teraz mógł
myśleć tylko o tym by posiąść Romance. Spojrzał w jego piękne oczy.
Położył go i zaczął lizać jego sutki a następnie brzuch, znacząc mokry
szlak. Zjechał nieco niżej i niżej... Polizał wnętrzną stronę ud
chłopaka, omijając strategiczne miejsce. Doprowadzał tym Romance
do szału i dobrze to wiedział. Kiedy widział że chłopak zaraz dojdzie,
oblał się oliwą i posadził chłopaka na swoich udach.
Pocałował go mocno w usta i wszedł w niego. Zastygł by dać czas
chłopakowi do przyzwyczajenia. Zlizał słoną łzę która spłynęła z oka
Romance'a. Gładził go po plecach i zaczął się poruszać. Nie chciał
sprawić mu bólu. ,,Skąd we mnie tyle czułości?" Nie poznawał sam
siebie. Spojrzał na twarz mężczyzny. Ten patrzył na niego i pocałował
go, z początku delikatnie, z czasem coraz namiętniej. Kochali się
coraz szybciej. Słychać było tylko ich jęki. Ich spocone ciała łączyły
się ze sobą. Najpierw doszedł Romance, a zaraz po nim Waliou. Opadł
zmęczony na klatkę młodzieńca i wtulił się w jego bark. Przykrył ich
kołdrą. Dotknął policzka kochanka.
-Romance, chyba się w tobie zakochałem - szepnął i odpłynął.
****************************************************
Zboczone, wiem. Ale na j. polskim moja wyobraźnia miała za duże
pole do popisu d: . |Chciałabym tylko sprostować. Długo nie byłam
pewna czy Ailoh ma mówić o sobie w formie żeńskiej czy męskiej,
zdecydowałam się na tą pierwszą ponieważ Ailoh nie zamierzał
powiedzieć Myahowi że jest mężczyzną, bo tamten
najprawdopodobniej odprawił by go. Dlatego też szeptał by nie mógł
go rozpoznać po głosie (trochę głupie, wiem.) I jeszcze jedno... (nie
bić) Myah jest seme ^ ^. To chyba tyle. ,,Początek..." dodam niedługo,
( i postaram się notka była dłuższa ;P) choć pewnie najpierw dam
drugą część tego yaoi. :)

poniedziałek, 25 stycznia 2010

2.Początek na Wzgórzach Wiśni

Myahuay i Ailoh siedzieli na pomoście. Zimna woda oblewała ich
stopy, a szum wody uspokajał. Mężczyzna włożył dłoń do zimnego
strumienia.
-Jak mnie poznałaś Ailoh? Znaliśmy się wcześniej? Dlaczego się mną
zajęłaś?
Poczuł ruch koło siebie i ciepłe ciało koło lewego boku.
- A czy to ważne? Wiesz, że jestem z tobą już miesiąc? Niedługo
spadnie śnieg. A pomiędzy śniegiem leżeć będą białe płatki. Ale czy to
coś nowego? Tak jest zawsze. Nie musisz tego widzieć, musisz
zaakceptować że tak będzie. Nie zmienisz tego, nawet jak to
zobaczysz.
- Ale...
- Myahuay... duch wybrał mnie abym się tobą zajęła- szepnął - stałam
za tobą. Ja też widziałam ducha Ognia.
Mężczyzna próbował odnaleźć dłonie Ailoh. Poczuł, że ciepłe ręcę
obejmują jego ramię. Zimna woda z rąk Ailoh spłynęła po jego
plecach.
- Ailoh, tak bardzo chciałbym cię już zobaczyć.
-Nie możesz zobaczyć. Ale możesz zadawać pytania.
-Skąd jesteś? Z Keyan*?
-Nie, wywodzę się zza gór Ducha.
-Opowiedz mi o tym miejscu.
-Jest tam zawsze zimno, nawet w lecie. Ludzie zamieszkują wyżyny i
szczyty, a na dole jest przełęcz na drugą stronę. Jest też tam droga do
Doliny Wiśni. Ludzie ubrani są w kurtki i kożuchy a ci bogatsi w stroje
ze skóry jelenia, pomalowane ochrą. Domy są z grubo ciosanego
drewna. W środku wydrążone jest ognisko.
- Więc czemu tu jesteś?
-hmm...kiedy oboje widzieliśmy światło, ja naprawdę stałam za tobą,
ale ty byłeś...tu, a ja...tam.
Zamilkli.
-Przeznaczenie - szepnął Ailoh
-Ile masz lat?
-Osiemnaście. A ty?
-Dwadzieścia cztery.
-Idziemy do domu?
-A poopowiadasz mi jeszcze? - Myah wyszczerzył zęby w stronę
nieokreśloną ( ^^ dop.od.autorki)
-Dobrze. A co chcesz wiedzieć?
-Czy ludzie skąd pochodzisz, mają jakieś szczególne cechy?
-Co trzecie dziecko ma włosy koloru złota- powiedziała Ailoh po
minucie ciszy.
-Złota?!
-Tak...nie opowiadamy o tym na prawo i lewo.
-A ty? Jaki kolor mają twoje włosy?
-Czarno...miedziane.
-Oh. Piękne.
-Twoje są ładniejsze- dotknął krótkich, kruczoczarnych włosów
mężczyzny.
-Zostań ze mną.
-Zostanę. Robi się zimno. Wracajmy do domu.
Myahuay wstał z pomocą Ailoh i poczuł że traci równowagę.
-Myah, Uważaj!
Mężczyzna zachwiał się, kamyki osunęły się i mężczyzna runął na
plecy.
-Kurde znowu -mruknął rozzłoszczony. Plecy paliły go niemiłosiernie.
-Pokaż.
Skórę na plecach przecinały dwie szramy. Lekko kapała z nich krew.
-Wracajmy. Opatrzę ci to.

*Keyan - nazwa dzielnicy
****************************************************
Krótka i zapewnie z błędami ale beta mi nie pomogła *gniewa się*
Dodam niedługo kolejną część albo yaoi XD .

poniedziałek, 18 stycznia 2010

1.Początek na Wzgórzach Wiśni (shonnen-ai)

No dobrze. Wracam do pracy... Będzie to dłuższy oneshot czy jak kto woli, krótkie opowiadanie. Dedykuję Yo Yane i Silris dla której postanowiłam pisać dalej moje głupie wytwory wyobraźni ;)
*************************************************************************************
Myahuay zaklął szpetnie. Dawno ni miał tak podłego humoru. Spojrzał na otwarte drzwi i oklapł ciężko na dywan. Pogoda była idealna, cudowny dzień w rodku jesiennej pluchy. A on to wszystko spaprał. Spojrzał na swoje zimne dłonie i zapragnął schłodzić sobie nimi głowę. Zrobił to ale nie poczuł ulgi. Ból i zmieszanie nie dawały mu spokoju. Jeszcze wczoraj był taki szczęliwy. Zakochany. W kobiecie idealnej. Gdy to pomyslał zaczął się histerycznie smiać. Nie ukrywał nigdy swoich emocji ale teraz czuł się ich pozbawiony. Sądził że postąpił słusznie. ,, Cholera, dlaczego tęsknie?" Że też nie przyszło mu na mysl, że gdy jeżeli wczesniej nie mógł znaleźć dziewczyny dla siebie, to nie znajdzie takowej teraz? Czemu był taki ufny? Ubodło go to, choć wiedział że gdyby znał prawdę, nie byłby tak otwarty i najpewniej powiedziałby że poradzi sobie sam. Wstał, wyszedł na dwór i spojrzał na górzysty horyzont. Białe płatki unosiły się w powietrzu. Mimo iż była już późna jesień, kwiaty wisni kwitły tu cały rok. Całe wzgórza były nimi pokryte. Z tąd ta nazwa. Kraina Wzgórz Wisni. Oparł się o barierkę i pozwolił myslom płynąć.
Wszystko zaczęło się w chwili gdy oslepł. Wczesniej prowadził towarzyskie życie. Miał dużo przyjaciół, często z nimi wychodził, smiał się. A jednak gdy stracił wzrok, został sam. Wszyscy go porzucili.
,,Swiatem rządzą prawa. Prawami Strażnicy. Strażnikami,Żywioły. Żywiołami,włada Duch Swiatła. Swiat i wszystko co w nim istnieje ma sens i cel. Każdy element pasuje. Każdy współgra. Duch Swiatła nie istnieje bez jego istot, a istoty bez niego. We wszystkim jest ład. Czasami żywioły ingerują w losy ludzi. Czasami dają wskazówki, czasami przejmują kontrolę nad losem danego człowieka. Nieważne jest dlaczego. Żywioły kochają ludzi. Kochają też mieszać."
Myahuay patrzył wtedy na zachodzące słońce. Symbol aktywnej postaci żywiołu Żywego Ognia. Czuł że Ogień go wybrał. Po chwili otoczyła go ciemnosć, widział tylko jasniejące słońce. Poczuł rękę na ramieniu i mimo że nie mógł się odwrócić, wiedział że za nim stoi Strażnik. Strażnicy nie mówią. Przesyłają słowa do umysłu wybranej osoby. Myahuay doskonale je słyszał.
- ,, Trzcinowe drzewko spokojnie oczekuje wschodu Ognia. Będzie trwało w nocy, a gdy pobierze wodę z ziemi, słońce ukaże mu się. A trzcina zamieni się w Wisnię."
Dla człowieka zrozumienie przepowiedni jest niemożliwe. Nie zlęknowszy się, mężczyzna złożył swój los w ręcę Ognia. Swiatło zniknęło i mężczyzna zrozumiał że oslepł.
Na początku się obawiał,potem cieszył (z wybrania)a następnie był wsciekły, gdy zrozumiał że ,,przyjaciele" go zostawili. Czuł, że nic nie ma sensu, postanowił pokazać że nawet slepy może robić co chce. Potykając się i upadając, szedł przed siebie. Zabłądził. Poslizgnął się. Chyba skręcił kostkę. Zrezygnowany i rozgoryczony, trzymał się za bolące miejsce, by je schłodzić. Nie wiedział co robić, w którą stronę pójsć. Samotny. Bezradny. Nagle poczuł jak ktos wkłada mu do ręki kij by podparł się na nim. Jego ciało podniosło się do góry, ktos przejął jego ciężar. Poczuł zapach wisni. Ponieważ nie czuł zbytniego nacisku na podłoże, nie zauważył kiedy znalazł się w domu.
-kim jestes?-spytał
- zaopiekuję się tobą. Na imię mam Ailoh.
Mężczyzna nigdy nie słyszał takiego imienia. Zastanawiał się, czy jest damskie, czy męskie ale uznał że nie wypada pytać. Czuł się bardzo samotny. Nie odmówił.
Często rozmawiał z Ailoh. Nie rozumiał czemu zawsze mówią szeptem. Niecierpliwił się, kiedy będzie mógł zobaczyć Ailoh, z tego co wyczuł miał (lub miała) długie włosy. Pomyslał zatem że jest dziewczyną. Nie przeszkadzało mu to, wręcz cieszyło, bowiem była najbliższą dotąd mu osobą. Kiedy dotykała go niechcący, czuł że się rumieni. Czuł jej delikatną skórę, włosy opadające na ramiona... Zastanawiał się jak wygląda jej twarz.
-,,Myahuay, chodźmy do strumienia. Porozmawiajmy. Muszę ci cos powiedzieć bo sądzę że już niedługo będziesz widzieć"
*************************************************************************************
Uff... namęczyłam się z tym rozdziałem. Blogspot próbuje mnie chyba zniechęcić bo gdy piszę ,,ł" wyskakuje mi dokładnie :

ł.
Nie da się też pisać litery ,,ś" (wkleiłam ją tutaj).
Mam jednak nadzieje,że nie jest tak tragicznie (jak mi się wydaje).
Za wszelkie błędy i powtórzenia bardzo przepraszam, postaram się poprawić :) .
Niedługo dodam kolejną częsć bo całosć mam już spisaną w zeszycie i gotową do opublikowania (jeżeli będziecie chcieli to czytać). No, to chyba tyle :))

poniedziałek, 11 stycznia 2010

.....

Pomimo wielkiego ZERA w liczbie komentarzy postaram się dodać jutro notkę. Zastanawiam się nad przeniesieniem bloga na onet... jeżeli ktokolwiek to czyta, proszę, niech da znak życia żebym wiedziała że nie piszę w próżnię...