Zamierzam dodać moje pierwsze yaoi (a właściwie shonnen-ai) *hurra!*,więc proszę o wyrozumiałość :)) Do tego koniecznie słuchajcie http://http://www.youtube.com/watch?v=96SxKk0zeek. Enjoy!
*************************************************************************************
Stał sam, a jego długie, srebrzysto-białe włosy powiewały na wietrze. Patrzył na krajobraz wokół niego, i zastanawiał się, dlaczego by nie spaść ze skarpy na której stoi, polecieć. Wiedział że musi opuścić krainę Wzgórz Wiśni i odejść. Że nie będzie dane mu tu wrócić. Uklęknął by spojrzeć w dół, na zasypiające miasto. Poczuł oddech na swojej skórze i ciepły policzek przyłożony do jego szyi.
-odejdź Uruku-poprosił.
-nie zostawię cię-mokre krople spłynęły po jego tunice.
-musisz. To wszystko moja wina.
-to wina Su-lin, Nejo.
-nie. Byłeś jej przyrzeczony.
Nejo został sierotą gdy miał siedemnaście lat. Rodzice brali udział w powstaniu przeciwko cesarzowi. Krwawo stłumiono bunty. Przewodził temu jeden człowiek...
Nejo postanowił go odnaleźć. Zajęło mu to siedem lat. Nie chciał go od razu zabić, chciał go poznać, dowiedzieć się jak żyje. Zaczął pracować dla niego. Został jego prawą ręką. Człowiek ten zaprosił go kiedyś na kolację. Poznał jego żonę, córkę, syna...
,,-Nejo, to mój syn Uruku. No dalej synu, nie wstydź się"
,,Uruku..."-Nejo z miłością spojrzał na obejmującego go chłopaka. Piękny. Gdy ujrzał go po raz pierwszy, zachwyciła go jego delikatność, nieśmiałość, kruchość...a w środku był taki silny. ,,Czarne włosy opadały mu na ramiona a oczy błyszczały podekscytowaniem. Na bladej twarzy kwitły rumieńce. Patrzył na niego nieśmiało." Nejo oczarował się chłopcem, był zaledwie cztery lata młodszy od niego. Odwiedzał zarządce często, tylko po to by zobaczyć jego syna, zakochał się. Pamiętał, gdy w ukryciu, pierwszy raz pocałował go. Objął go delikatnie, ich usta złączyły się. Nieziemskie doznanie. Pamiętał jak pierwszy raz go dotykał, jak obejmował jego delikatne plecy... wolałby zapomnieć. Kochał go, ale sądził że musi dopełnić zemsty. Długo się z tym zmagał. Dzięki Uruku czuł się wolny, bez żalu i goryczy...postanowił przebaczyć. Poprosił ojca ukochanego o Urukiego, by mogli razem odejść. Ten odmówił. Spytał więc ,,Dlaczego?". ,,On jest obiecany komuś od dnia narodzin." Kobiecie o imieniu Su-lin. Człowiek który za nią odpowiadał nazywał się Kauro. Także nie miał wpływu na ożenek siostry, lecz ta kochała Uruku i nie chciała mu pozwolić być z Nejim. Musieli więc walczyć. Nejo zabił Kaura. Wrócił z ciałem mężczyzny i udał się do ojca wybranka. Lecz ten rozpoznał w nim syna schwytanych rebeliantów. Nie mógł go zabić, ale wygnał go. Wściekły Nejo zranił go, prawie śmiertelnie. Nie chciał już zabijać. Musiał uciekać, gdyż zaatakował wysoko postawionego urzędnika.Wiedział że nie będzie mógł wrócić. Musiał zostawić Urukiego. Powrócił myślami do rzeczywistości.
-Uruki, wiesz jak bardzo cię kocham.
-wiem. Nie potrafię bez ciebie żyć.
-będę z tobą. Będę twoim aniołem stróżem, będę w twoim sercu a ty w moim.
-nie wrócisz- bardziej stwierdził niż spytał.
-nie Uru. Nie wrócę.
Pocałował go ostatni raz. Z rozpaczą, z żalem. Samotna łza spłynęła po policzku Nejiego.
Ostatni raz spojrzał na Urukiego. Zrobił krok w przepaść, lecz zamiast runąć w dół, zmienił się w ptaka i odleciał. W stronę zachodzącego słońca.
poniedziałek, 30 listopada 2009
:)) Oneshot ,,Żegnaj"
Autor: Raiah o 10:13 2 komentarze
piątek, 13 listopada 2009
Kłopoty cz.3
Mówiłam już jak lubię zakazane uczucia? ;)
***************************************************************************************
-Ups, chyba przeszkadzamy- zachichotała niska ruda dziewczyna
-idźcie, zaraz do was dołączę
Grupa awanturniczek wyszła i została tylko Kimberly. Chwilę patrzyła na przypartą do kaloryferu Breannę...
-to damska toaleta- powiedziała grobowym głosem
-wiem- opowiedział obojętnie Connal
-puść mnie -szepnęła cicho Breanna
O dziwo, tym bardziej nie zamierzał.
-ona podoba ci się?
-Kimberly...-przemówił łagodnie
Przez chwilę dziewczyna wyglądała na zmieszaną ale szybko przyjęła z powrotem swój gorzki wyraz. Wreszcie chyba doszło do niej jak bardzo się wygłupia. Wybiegła trzaskając drzwiami
****************
Breanna z trudem wyślizgnęła się Connalowi. Wiedziała,że zauważy że go unika. Czuła chemię między nimi. Przerażało ją to, szczególnie że czuła w nim coś znajomego, wiedziała, że przebiłby jej mur odosobnienia. Nie wiedziała że on się tak zachowa! Była twarda a przy nim topniała jak wosk. Uniosła dumnie głowę.
-nie muszę utrzymywać kontaktów towarzyskich z tobą jeśli nie chcę...
-,,nie chcesz"?!, mieszkamy pod jednym dachem do cholery!
-nie musimy wchodzić sobię w drogę.
-naprawdę tak sądzisz?- złapał ją za nadgarstek. Poczuł dreszcz na plecach i zauważył jej gęsią skórkę na ramieniu-Naprawdę?
-czego odemnie chcesz?
Zapadła cisza.
-nie wiem.
** ** ** ** ** **
Po powrocie do domu, Connal podgrzał sobie obiad i usiadł przy stole. Zauważył kartkę przy wazonie z kwiatami.
&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&
,,Connalu i Breanno.
Ja i George wrócimy dzisiaj bardzo późno nie czekajcie na nas. Ponieważ później o tym zapomnę, zostawiam pieniądze byście kupili sobie ładne stroje na bal w przyszły poniedziałek. Zapomniałam wam wcześniej o tym powiedzieć, jestem taka roztrzepana! Za tydzień, o 20:00
macie bal drugoklasistów! Dobrze się składa bo akurat mamy z Georgem wyjazd na instruktaż. Kolacja w lodówce.
Angela"
&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&
Connal wziął pieniądze i poszedł do salonu pooglądać TV.
Autor: Raiah o 09:14 1 komentarze
Etykiety: Kłopoty
Hej!
Byłam chora i długo nie dodawałam notki, ale kompletnie nie miałam siły. Postaram się dodać kolejną część opowiadania dzisiaj lub w najbliższym czasie. Mam nadzieję że moja historyjka nie jest tragiczna i ktoś w końcu trafi na tego bloga :)
Autor: Raiah o 09:09 0 komentarze
niedziela, 25 października 2009
:D
Hurra!
Udało mi się naprawić opcję dodawania komentarzy!
Komentarze można już dodawać ( o co bardzo proszę!) ale jeżeli ktoś woli napisać do mnie prywatnie to może na email, raiahy@onet.pl . I proszę nie wysyłać mi spamu. :-)
Autor: Raiah o 08:42 0 komentarze
środa, 21 października 2009
Do przyjaciela
Powodujesz że śmieję się cicho w sercu,
że na chwilę zapominam,
że wybiła już godzina,
w której moje serce poszło już słodko spać.
Z nadzieją że znajdzie wytchniony sen.
Sen w koszmar zmienił się.
I to naprawdę nie jest snowy happy-end.
Wżyna w serce mi się cierń.
Lubię Cię.
Śmiej się do mnie proszę.
Proszenie nie jest głupie.
Tęsknienie też.
Ale to drugie,
zabiło serce me.
Dlatego proszę,
obejmij mocno mnie,
powiedz że jest ktoś na świecie,
Kto chce pamiętać że istnieję,
I uśmiechnąć się kiedyś na moje wspomnienie.
Autor: Raiah o 06:39 1 komentarze
Etykiety: Wiersze
wtorek, 20 października 2009
Kłopoty cz.2
UWAGA!! BARDZO PROSZĘ O NIE KOPIOWANIE TREŚCI BLOGA! JEŚLI MASZ CHOĆ TROCHĘ SZACUNKU DLA MOJEJ PRACY NIE PRÓBUJ!!!!!!!
***************************************************************************************
Connal uniósł lekko powieki czując promienie słoneczne na powiekach. Zdezorientowany, rozejrzał się wkoło, lecz po chwili przypomniał sobię wszystko. ,,Przynajmniej nikt nie każe mi wcześnie wstawać"- pomyślał. Leniwie przeciągnął się i z ociąganiem wstał z łóżka. Podszedł do umywalki i ochlapał twarz chłodną wodą. Jednak nie rozbudziło go to zbytnio i postanowił wziąć zimny prysznic. Wreszcie trochę otrzeźwiony, podszedł do szafki , do której zdążył wypakować swój skromny dobytek. ,,Wczorajszy dzień obfitował w wydarzenia. Adoptowali mnie, mam nową siostrę i mieszkamy na jakimś odludziu"- westchął. Z jadalni dochodziły odgłosy rozmów. Gdy Coglanowie zawieźli ich do nowego domu, poznali ich córkę. ,,Chyba nas nie polubiła. Nawet napewno. Czemu mówię ,,nas"?" Connal prychnął. Breannę poznał wczoraj, ale czuł jakby znał ją znacznie dłużej...od przyjazdu do domu wyraźnie go unika.Może mu się wydaje, ale ona też to czuła kiedy ją objął... Otrząsnął się i zszedł po schodach.
-witamy śpiocha- Angela uśmiechnęła się promiennie
-dzień dobry mamo- trudno mu to przeszło przez gardło ale nie chciał urazić jej uczuć -zostało coś jeszcze dla mnie?
-podziel się z Kim i Breanną a ja pójdę pozmywać.
Kim to właśnie córka Georga i Angeli.
Breanna wyraźnie zaspana i bez apetytu, sączyła miętę. Kimberly od razu wzięła sobię największy kawałek jajecznicy.
-zjedz moją porcję nie jestem głodna- Breannaa spojrzała na Connala. Wzrok miała zgaszony, głos wyprany z emocji. Wstała od stołu i wyszła.
*
Minął tydzień i przyszła pora na pójście do nowej szkoły. Ponieważ ich nowy dom ukryty był w gęstym lesie dopiero niedawno zaczeli się orientować gdzie się znajdują. Niewiele ich to zresztą obchodziło. I Connal, i Breanna woleli spokój głuszy. Breanna nadal unikała chłopaka a Kim chyba zaczynała go podrywać. Connal właśnie wysiadł z auta przed szkołą. Chuchnął. Para z jego ust ogrzała powietrze. Dzień był lodowaty. Kim, gdy tylko odjechało auto Georga rozpuściła włosy , pomalowała szminką usta i założyła kozaki.
-nie znam was-ostrzegła
Chłopak nie zamierzał się z nią spierać. Zresztą było mu to na rękę, bo Kimberly na każdym kroku pokazywała jaka jest płytka i wredna.
Od tygodnia nie zamienił z Breanną słowa. Jej zachowanie go irytowało, bo najwyraźniej tylko z nim nie chciała gadać. No i z Kim ale ona się nie liczy.Zamyślony, zauważył że dziewczyna przyśpieszyła. Dogonił ją.
Szkoła była posępnym budynkiem z szarych cegieł. Składała się z trzech części, boiska, części głównej i sal dla klas drugich i trzecich. Ponieważ dołączą do klasy drugiej, udali się do trzeciej części. Spojrzał na ogólny plan lekcji. Zaklnął cicho.Breanna będzie miała lekcje z inną klasą a on z głupią Kimberly. ,,Dobra coś wymyślę"- pomyślał ze zrezygnowaniem i powlókł się za nową klasą.
Lekcje do przerwy obiadowej wlokły się niemiłosiernie. Poznał kilku fajnych chłopców, którzy może byli trochę za wścibscy ale ogólnie znośni. Dziewczyny za to, przedstawiały ten sam poziom co Kim. Connal skierował się dostołówki i już miał wziąc tacę gdy usłyszał perlisty śmiech Breanny. Zamarł. ,,Teraz". Gdy dziewczyna chciała wyjść ze stołówki, Connal chwycił ją mocno za nadgarstek i pociągnął do damskiej łaizenki. Przyparł ją do kaloryferu i wysyczał:
-o co ci chodzi, do cholery?!
Breanne zamurowało. Chłopak widział zaskoczenie malujące się w jej oczach oraz jak intymna jest ta relacja. Z nosem przy nosie powiedziała:
-Ja...
Nagle otworzyły się drzwi. Z papierosem w dłoni, do środka weszła Kim i jej ,,przyjaciółki".
Autor: Raiah o 08:58 1 komentarze
Etykiety: Kłopoty
niedziela, 18 października 2009
Kłopoty cz.1
Breanna szybkim krokiem wyszła na chłodny dziedziniec. Od razu spostrzegła błyszczącego, czerwonego citroena, zaparkowanego przed wejściem do domu dziecka.,,Dziecka"- ona dzieckiem nie jest. Wysoka, blada, z czarnymi, luźno opadającymi kosmykami włosów. Z niesmakiem patrzyła na małe dzieci, z nadzieją wyglądające przez okna. Ona w ośrodku była od małego, przyzwyczaiła się do samotności, odtrącenia. Wolała siedzieć sama, zapisywać skrzętnie każdą smutną chwilę. Nie chciała litości. Tak samo nie chciała, by ten czerwony citroen przyjeżdżał właśnie po nią. Miała siedemnaście lat, jeszcze rok nie zrobiłby jej różnicy. Później jakoś dałaby radę...Kiedy jej opiekunka zawiadomiła ją że młodzi państwo chcą adoptować córeczkę, przyjęła to ze spokojem, choć miała ochotę uciec. Nie chciała nikogo, chciała być sama, wolna od ludzi, bo w gębi serca że ktoś chciałby ją pokochać. Odgradzała się od ludzi murem. Mimo woli, bała się odtracenia. Uniosła w górę głowę i nabrawszy oddechu weszła do poczekalni. Pomieszczenie było prawie puste, oprócz niej był tam tylko jakiś chłopak, prawdopodobnie w jej wieku. Starając się na niego nie patrzeć, usiadła i śledziła wzrokiem jadące samochody. Czuła jednak wzrok chłopaka na sobie. Nadal udając że tego nie widzi, zaczęła wyłamywać sobie palce. W końcu, zniecierpliwiona zmierzyła go lodowatym wzrokiem. Ku jej zdziwieniu, odwzajemnił się tym samym, i uniósł wysoko brew. Odruchowo zaczęła siłować się z nim na spojrzenia. W międzyczasie zauważyła że ma bardzo podobny kolor oczu co jej, a kolor włosów taki co jej, przed przefarbowaniem na czarno.Był wyższy od niej, ale miał podobną postawę. I był niebrzydki. Usłyszała odgłos gwałtownie otwieranych drzwi i szybko się odwróciła. Chłopak w przeciwieństwie do niej, minę miał zrelaksowaną, choć nieco zaciekawioną i...przestraszoną? Stwierdziła że jej się wydawało, bo po chwili spowrotem przywdział maskę zrelaksowania. Spojrzała w górę. Przed nią stali państwo, na oko po czterdziestce, z przyjaznymi, niepewnymi wyrazami twarzy. Wstała, i zaskoczeniem zauważyła że chłopak też wstał.
-Breanno, Connalu, to państwo Coghlan.
Breanna pobladła i spojrzała na ...Connala? On...oni, będą rodzeństwem?! Chcieli córkę, nie dwójkę!Drżącym głosem spytała:
-Czy...ten chłopak, będzie teraz moim bratem?
Nigdy go tu nie widziała, a napewno by go zapamiętała.
Jej opiekunka wtrąciła się:
-To Connal, został przywieziony z innego ośrodka by twoi nowi rodzice mogli was zabrać obydwoje naraz.
Jej nowy ,,brat" spojrzał na nią i zauważyła że jest tak samo zaskoczony jak ona.
-Jestem Connal
-Breanna
Uścisnął jej dłoń co wywołało dziwny dreszcz. Zamknęła oczy. On też. Po chwili przypomniała sobie o nowych rodzicach. Gdy na nich spojrzała niepewnie podeszli do nich.
-Jestem Angela a to Geoge- głos się jej załamał- Przytulicie się?
Breanna z wachaniem podeszła do nich i przytuliła się, ale kiedy tylko podszedł Connal szybko odeszła.
-Przytulisz swojego nowego brata?-mocno rozczulona opiekunka społeczna zaczynała działać jej na nerwy.
Zanim się poruszyłą, Connal podszedł do niej i delikatnie objął. Czuła jakby przeszedł ją prąd. Skórę miał chłodniejszą od niej, ale oddech parzył jej skórę. Po stanowczo za długiej chwili chłopak ją puścił.
-Jedziemy-ogłoszono.
Autor: Raiah o 07:41 2 komentarze
Etykiety: Kłopoty
sobota, 17 października 2009
Witajcie!!
Oficjalnie zaczynam pisać tego bloga!!!! :))))
Zamierzam zamieścić historię dziewczyny i chłopaka wychowanych w dwóch różnych sierocińcach, które adoptuje jedna rodzina....
No cóż, zabieram się do pracy!!!
raiah
Autor: Raiah o 18:22 0 komentarze
