BLOGGER TEMPLATES AND TWITTER BACKGROUNDS »

poniedziałek, 4 marca 2013

Koniec, a może...początek?


 Moje poniższe słowa są aktualne, chciałam tylko podziękować Akemi za jej komentarze pod notkami. Dawno się tak nie uśmiałam :P Wiem, że w ff jest masa błędów, na swoją obronę dodam tylko, że pisane były dobre pięć lat temu a tło miałam czarne i dlatego można trafić na takie świetliste notki ;)

*********************************************
 Patrzę na ten blog, na to miejsce, do którego próbowałam włożyć swoje serce. Zastanawiam się, pewnie jak każdy autor, którego praca jest bezowocna, ba, prawie bezsensowna, czy to brak moich umiejętności, jakieś niedociągnięcie, które odrzuca potencjalnych czytelników? Mimo tylu zapewne przypadkowych wyświetleń, czy nikt naprawdę nie znalazł tu nic dla siebie? 
 Teraz po takim czasie brak mi umiejętności, brak zapału by pisać samej do siebie zapewne. Potrzebuję osoby, która mi pokaże co robię nie tak, powie jak to zmienić, jak układać słowa, które sama chciałabym przeczytać. Szukam  osoby, która przekona mnie, że nie jestem za słaba by tworzyć i być docenianą.
 Jeżeli jesteś tą osobą, napisz do mnie, przekonaj mnie, że to wszystko miało sens. Nie będę usuwać tej strony ani moich opowiadań,  jeżeli zobaczysz tą informację za rok to i tak jesteś uprzedzony/a, znasz moje odczucia. To nie są złe opowiadania, przejrzyj je chociaż, potencjalny czytelniku, jeżeli ci się nie spodobają trudno, ale sprawdź tylko, bo to jest yaoi, owszem, po prostu nie mam pięknej strony ani czcionki. Ale treść to treść. Sprawdź, a potem powiedz mi co jest nie tak, co odrzuca cię od tej strony, powiedz mi czemu jest źle, albo czego brakuje.
 Napisz a ja zajrzę tutaj, bo istnieję przecież, więc to miejsce nie jest tak naprawdę puste. Nawet jeśli zapomnę, napisz bo to coś zmienia. Naprawdę.

sobota, 16 października 2010

Zdecydowany? (shounen-ai)


Czemu tak na mnie patrzysz? Czyż dawno nie powiedziałem, że cię
nie kocham? Nie wiem, dlaczego dalej tu jesteś, to do czego
dążyłem, nigdy nie było twoją aspiracją. Przyglądasz mi się tak
jawnie, prawie bezczelnie. Jesteś tylko małym chłopcem. Czy nikt cię
wcześniej nie zdeptał? Zabieram swoje rzeczy, kładę klucz na biurku i
zostawiam cię samego.
*
Wiem, że jestem masochistą. Twoja niechęć jest piękna. Patrzę na
ciebie, nie mogąc uwierzyć, że istniejesz. Nie masz prawa bytu.
Gasisz i zapalasz ludzi i dalej nie rozumiesz, dlaczego tu siedzę. Nie
wiesz, co to uczucie, kochanie.
Odchodzisz, zamykając cicho drzwi. Idealny przewodniczący Rady
Uczniowskiej. Pan Perfekcja. Twoja pogarda boli tylko wtedy kiedy
jestem tu sam. Jest tu wtedy tak cicho, tak ciemno... Boję się tylko
tego, że zostanę sam.
*
Nigdy cię nie lubiłem. Wydawałeś mi się taki zarozumiały, wiecznie
uśmiechnięty, w ten pewny siebie sposób, sprawiałeś, że wszyscy
kładli ci się u stóp. Przechodziłeś koło mnie na korytarzu i potrącałeś
mnie ramieniem, wiem, że z premedytacją. Jesteś tak delikatnie
zbudowany, kruchy, a tak magnetyzujący otoczenie. Nie mogłeś
sprawić bym cię zauważał. Nigdy nic we mnie nie obudzisz.
Rozumiesz?
*
Zawsze cię pożądałem. Przyciągnąłeś mój wzrok już tego pierwszego
dnia. Siedziałeś sam, zamyślony, cichy, nieobecny. Nie mogłem
powstrzymać pragnienia, drwiłem z twojego opanowania, mimo, że
wcale tego nie chciałem. Unikałeś mnie tak ostentacyjnie, dziwiłem
się, że nikt tego nie zauważa. Wydajesz się nie mieć pragnień.
Chłodny i szczery do bólu. Jesteś niesamowity. Mieliśmy się poznać,
prawda? Mój brat zaręczył się z twoją siostrą. To musiał być dla
ciebie cios prawda? Mieć mnie w rodzinie... Sprawiając mi ból
swoimi gestami, nie sprawisz, że odejdę.
*
Od dziecka byłem ambitny. Chciałem wybić się, osiągnąć coś
spektakularnego. Zostałem przewodniczącym, ciężko na to pracując.
A ty musiałeś pójść za mną. Po co? Nie pracowałeś na lekcjach, nie
wykazywałeś zainteresowania tym, co było dla mnie tak ważne. Moja
siostra czasami coś o tobie wspominała. Nie chciałem cię poznać.
Nie chciałem jej słuchać. Teraz muszę słuchać cię codziennie. Ale nie
twojego serca. Nie pozwól mi.
*
To był taki dzień jak ten. Napisaliśmy raport i zbieraliśmy się do
wyjścia. Upadł ci długopis i gdy schyliliśmy się po niego obaj,
pocałowałem cię. To był ostatni raz gdy zasmakowałem twoich ust.
Nie musiałem niczego dodawać. Odtrąciłeś mnie.
Słyszę dźwięk otwieranych drzwi. Wróciłeś.
*
Wracam. Dlaczego? Nie wiem. Patrzysz na mnie z pytaniem w
oczach. Myślę, że nie potrafię cię nienawidzić. Jesteś naprawdę
piękny. Ilu serce już złamałeś? Udaję, że nie istniejesz bo jesteś
egoistą. Nie wiem co powiedzieć. Robimy to samo codziennie. Ile
mam cię jeszcze odtrącać? Kiedy dasz sobie spokój?
*
Stoisz przede mną. Nie rozumiem cię. Kładę ci rękę na ramieniu i
smakuję twoje usta. Robisz coś, czego nie spodziewałem się w tym
życiu. Przyciągasz mnie bliżej i wkładasz mi język do ust. Puszczasz
mnie tak szybko, jak złapałeś. Śmiejesz się szyderczo. Chcesz mnie
złamać? Więc czemu wróciłeś?
*
Próbuję się zaśmiać. Odsuwam się od ciebie i opieram o ścianę.
Wyglądasz, jakbym cię zranił, ale to nie może być prawda. Ta twoja
wymyślona miłość, nie istnieje naprawdę. Prawda? Gdziekolwiek
pójdę, jesteś moim cieniem. Nie nabiorę się na twoje piękno, nie,
egoisto... Uderza mnie nagła myśl.
A jeżeli to ja jestem egoistą?
*
Jesteś zbyt szczery by skłamać, zbyt obojętny, by mnie skrzywdzić.
Jesteśmy chłopakami, wyznawanie swoich uczuć nie leży w naszej
naturze. Może jestem zbyt kobiecy? Zbyt bezpośredni, zbyt
zakochany? Domyślasz się, że rzadko przydarza mi się kochać kogoś.
- Mam zamknąć swoje serce? - za późno zdaję sobie sprawę, że
mówię to na głos.
*
Unikam spojrzenia twoich smutnych oczu.
- Nie. - szepczę mimo woli.
Jesteś idiotą, cholernym masochistą. Mam ochotę przytulić cię, lub
skręcić ci kark. Nie oczekujesz ode mnie za dużo? Nie jestem tak
przyzwoity, jak ci się wydaje. Zimny dreszcz przebiega mi po plecach.
Czy ja się boję? Nie. Nic nie sprawi że cię pokocham...
Bierzesz swój plecak i otwierasz drzwi.
*
Może po prostu to zakończę? Przestanę starać się o twoje uczucie?
To najprostsze wyjście. Dać sobie spokój. Podświadomie wiem, że nic
z tego. Jutro znów będę próbować. Miłość musiał wymyślić ktoś
całkiem szalony.
Słyszę odgłos kroków i czuję, jak materiał mojego płaszcza
wyślizguje ci się z ręki. Obracasz mnie i patrzysz w moje oczy.
- Mogę cię odprowadzić?
Pół roku później.
Odprowadzałeś mnie codziennie.
A no i zapomniałbym. Jesteśmy parą.
Czy najważniejsza jest wytrwałość, czy pożądanie?
*
Pragnienie drugiego ciała. Kiedy cię zapragnąłem?
*
Wiara to dążenie. Jestem wdzięczny...
*
...wdzięczny za ciebie.

*********************************************************************
Ach, jutro będzie ,,pewien dzień" związany z blogiem, ale że nie na tą datę wyznaczyłam coś specjalnego, to notki proszę się nie spodziewać a najwyżej dzisiejszą potraktować jako tą ,,okazjonalną".

niedziela, 19 września 2010

ItaDei (oneshot).

Dodaję wcześniej niż chciałam, bo czuję się hmm.. porzucona xd
Dziękuję Anonimowi, który się nie przedstawił niestety, ale niech tak będzie, oraz YoAne.
I jeżeli Silris to jeszcze czyta, to przepraszam ją za brak aktywności komentarzowej :o
*************************************************************************************
- Itaaa...
- Co? Nie jęcz.
- Jesteś nieczuły.
- Czego chcesz Deidara?
- Chcesz zobaczyć moje nowe, udoskonalone bomby? Napracowałem się...
- Pokaż Sasoriemu.
- Czemu jemu? Jesteś zazdrosny?
- Nie!
- Jesteś.
- Nie.
- Tak.
- Nie.
- No to chodź ze mną!
- Mam co robić.
- Proszę?
- Ładnie prosisz?
- Taa.
- No dobra, ale tylko na chwilkę.
*
- Sasori?
- Tak?
-...Lubisz, Deidarę?
- Średnio.
-...Nie podoba ci się?
- A co, jesteś...
- Nie!
- Spokojnie. Jest twój.
*
- Dei?
- Hm?
- Przyjdziesz do mojego pokoju?
- Zapraszasz mnie?!.. A, z jakiej okazji?
- Chcę coś sprawdzić.
- Co?
- Czy twoje włosy są rzeczywiście tak miękkie, na jakie wyglądają...
- Pójdziemy teraz?
- Tak.
*
- Mogę cię pocałować?
- Musisz...
- Deidara, ja...
- Kocham cię, Ita - kun.
- Nie mów, takich zawstydzających rzeczy...
- Kocham cię! Ko... Ach!
- ...
- Tak, nh...! Och!
*
- Dei...
- Mm...?
- Ja też cię kocham.
- Wiem. A teraz...
- Teraz, co?
- Obejmij mnie jeszcze raz.
- Z przyjemnością...

środa, 15 września 2010

.

Nowa notka za tydzień.

wtorek, 29 czerwca 2010

III. ,,Woda kapie..."

Mam dobry humor po wczorajszych urodzinach, więc jest.
W link z odpowiednią muzyką, klikać :D
************************************************************************************
Neji zawiązał swoje glany i zaczął czesać włosy, gdy Hinata powiedziała że wychodzi. Nie skupił się nad tym co powiedziała, zajęty przygotowaniami na nadchodzący wieczór. Na ciemnofioletową tunikę nałożył czarną bluzkę w formie siatki. Czarne rurki pokrywały ćwieki, wszyte przez bruneta rano. Oczy miał podkreślone czarną kredką a paznokcie pomalowane na czarno.
Czuł się przeraźliwie głupio.
Pół godziny później, przyszła Sakura wraz z ekipą i wszyscy udali się na koncert.
Noc była ciepła, więc koncert odbywał się na dworze. Przyjaciele przepychali się do przodu, by znaleźć się w odpowiednim rzędzie. Stali bardzo blisko sceny. Ludzi było coraz więcej, a na dworze coraz ciemniej. Scena była jedynym oświetlonym punktem.
Nagle pojawiły się na niej cztery postacie.
Gitarzysta, perkusista, skrzypek ...
Wzrok Neji'ego przyciągnął ostatni z ekipy. Wysoki blondyn, podszedł powoli do wiolonczeli i dotknął jej lekko. Głosy rozszalałych fanek jęczały z zachwytu. Usłyszał jak wykrzykują imię wiolonczelisty.
Deidara.
Hyuuga przełknął ślinę.
,,Przecież...on wygląda jak..." - poczuł zawroty głowy - ,,Wygląda jak mój majak."
Nagle rozległa się muzyka.
http://www.youtube.com/watch?v=B-igzl1twwk&feature=related
Deidara grał jak nawiedzony, a Neji'ego przechodziły gwałtowne dreszcze. Czuł jakby świat wirował dookoła niego, wiatr wrzeszczał mu prosto do ucha i nie mógł się zatrzymać.To było boleśnie niezwykłe uczucie. Rozpadał się...
To było takie piękne. Piękny anioł zguby...
Tak, Neji nie mógł się mylić. To był on.
Nie zastanawiał się nad tym. Nie potrafił.
Chciał wrzeszczeć by przestali grać, chciał wrzeszczeć by grali głośniej. Widział ciemne plamy przed oczami. To było jak sen.
Nagle muzyka ucichła i usłyszał głośny, pojedyńczy głos.
-I try to make it through my life
In my way
There's you
I zaczęła się piosenka.
http://www.youtube.com/watch?v=brYshp1qjqI
Łzy popłynęły Hyuudze po policzkach. To było takie piękne...
I wtedy Deidara spojrzał mu w oczy. Neji nie mógł odwrócić wzroku.
Nagle poczuł, jakby dostał czymś ciężkim po głowie.
Upadł.
*
Gdy otworzył oczy, dookoła było już cicho. Leżał na trawie. Spojrzał w górę.
Złote tęczówki patrzyły na niego ze spokojem. Piękna twarz anioła.
Przyjrzał się postaci. Na jego twarz wypłynął krwisty rumieniec.
- Deidara! - wychrypiał i spróbował się podnieść, lecz natychmiast opadł z powrotem na trawę.
W oczach wiolonczelisty pojawił się niepokój.
- Dobrze się czujesz? - spytał .
- Niezbyt - odpowiedział cicho Neji.
- Rozumiem. Mocno uderzyłeś o ziemię.
- Co się stało? - spytał
Złotowłosy odwrócił wzrok.
- Grałem i usłyszałem poruszenie. Zauważyłem że krew płynęła ci z ust, więc gdy skończyliśmy grać piosenkę, kazałem moim ludziom przenieść cię w bezpieczniejsze miejsce. Twoi przyjaciele pojechali już do domów.
Mlecznookiego zaskoczyła jego dobroć. Miał ochotę się do niego przytulić i spłonąć. Zdziwiły go własne myśli.
- Odwiozę cię do domu
- Wiesz gdzie mieszkam? - powiedział bez namysłu.
- Ta różowowłosa dała mi twój adres za autograf - odpowiedział.
Podał brunetowi rękę by mógł się podnieść.
- Dziękuję - szepnął.
Deidara nic nie odpowiedział. Szli w otoczeniu jego ochroniarzy aż do samochodu.
Blondyn podał adres kierowcy i usiadł koło czarnowłosego.
- Jeszcze raz przepraszam, że sprawiam ci problemy - Neji spojrzał na swoje otarte dłonie. Wiolonczelista nic nie odpowiedział i podróż minęła im w milczeniu. Gdy auto się zatrzymało i mlecznooki otwierał drzwi by wysiąść, blondyn przerwał ciszę.
- Zadzwonię do ciebie, niedługo.
Neji zdziwiony wysiadł, auto odjechało tak szybko jak się pojawiło pod jego domem i chłopak zaczynał wątpić, czy to wszystko wydarzyło się naprawdę.
Na miękkich nogach otworzył drzwi od mieszkania, wszedł po schodach na górę i w ubraniu padł na łóżko.

Rano byłby gotów uwierzyć, że to wszystko się mu przyśniło, gdyby nie Hinata, krztusząca się kawą na jego widok.
- Neji, dopiero teraz wróciłeś do domu?
Uznał to za potwierdzenie, że nie wypił wczoraj za dużo sake.
- Spałem w ubraniu - westchnął .
Pozwoliła mu w spokoju zjeść śniadanie, po czym wymusiła na nim natychmiastową kąpiel.
Nie prezentował się za dobrze - spojrzał z niesmakiem w lustro. Miał poobcierane łokcie i policzek, liście we włosach, kurz i inne świństwa na ubraniu, których pochodzenia nie chciał nawet ustalać. Z żalem wyrzucił ubrania prosto do śmietnika.
Prysznic pomógł mu się odprężyć i wyciszyć nękające myśli na jakiś czas. Ilekroć jednak zerkał na swoje pomalowane na czarno paznokcie, przypominał sobie o całym zajściu i rumieniec zażenowania wpływał na jego policzki. Nie wiedział czy ma się cieszyć, czy płakać, że Deidara powiedział że zadzwoni. W duchu powtarzał sobie, że i nie pozwoli już zobaczyć się złotookiemu w takim stanie jak wtedy.
Chyba, że mężczyzna już o nim zapomniał.
Nie pozwolił sobie o tym myśleć, więc usiadł przed telewizorem i bezmyślnie wpatrywał się w migoczący ekran.
- Może zrobiłbyś coś pożytecznego - powiedziała na wpół wesoło, na wpół niepewnie, Hinata.
Spojrzał wilkiem na siostrę. Gdy wyszła do pracy, sięgnął po kartkę papieru leżącą na stoliku oraz długopis. Włożył płytę Ghypticy do stereo i pozwolił myślom płynąć. Zaczął szybko kreślić po kartce.

,,Woda kapie do każdej miski.
Każda miska ma twoje imię.
Miski nie mają uczuć.
Słońce odbija się w każdej po kolei.
Jak pszenica, jak jasne kłosy zboża w promieniach słońca, jak twoje oczy, jak delikatna pajęczyna, jak babie lato, jak stogi siana, jak początek lata...
Mój złotowłosy."

Zgniótł kartkę w dłoni. Potarł skronie.
- Czy miłość jest zła?
,,Nie".
- Więc mam...prawo, go kochać? Moja miłość nie jest złem.
,,Nie. Jest zakazana."
- Przez co?
,, Bądźmy rozsądni. Homoseksualizm nie jest dobrze odbierany, ba! - nie jest tolerowany. Przyjaciele odwrócą się od ciebie. Chcesz tego?"
- Oczywiście, że nie. Ale co ja mogę zrobić?
,,Możesz to w sobie stłumić. Przestać czekać na wiadomość od niego."
- Ale jeżeli nie potrafię?
,, Nie, że nie potrafisz. Nie chcesz."
- Do czego to doszło, zaczynam prowadzić dyskusje z samym sobą - szepnął i wstał z kanapy.
Potrzebował czyjegoś towarzystwa.
,, Sakura jest w szpitalu, Naruto pewnie nie ma ze sobą telefonu, Temari i Ten Ten pewnie próbowałyby wszystko ze mnie wydobyć, a zresztą z tą drugą nie mam ochoty rozmawiać... Kiba. Pojadę do Kiby."
Chwycił kurtkę i wyszedł z domu.
*****************************************************************************
Z powodu wakacji notki nie będą się spóźniać wiele, ale ich częstotliwość zależy od komentarzy...
Naprawdę.
PS: Czy ktoś zauważył że zmieniłam nazwę bloga?
To się z czymś wiąże... ;)

poniedziałek, 21 czerwca 2010

II. ,,Masz tylko nas" (DeiNeji)

Przeczytałam dwie cudowne mangi ,,Kishidou Club Bangaihen" i ,,Go Con Gokujou Rakuen Tours"(które naprawdę polecam, bo mnie oczarowały), więc w przypływie euforii dodaję nową notkę. Niebetowana , ale tym razem wybaczam ;d
Dla Silris - sama, bo nadal jestem zazdrosna, kochanie xd
I dla YoAne - bo i tak bez ciebie, beto, nie mogę się obejść, chociaż tylko mi doradzasz ;p I doczekasz się swojego Gaary ;d
Obiecuję, że nie będę już pisać ciemnoniebieską czcionką.
************************************************************************************

Kolejny dzień był mglisty i nie zachęcał do żadnej aktywności. Neji czuł się coraz lepiej lecz przypomniał sobie bardzo niewiele, a zupełnie nic na temat Ten Ten. Zamiast wysilać dalej umysł, postanowił zadać jej kilka pytań, gdy odwiedziła go po południu. Podał jej kubek ciepłej herbaty i poklepał miejsce obok siebie. Bez szemrania, usiadła obok niego. Co jakiś czas smarkała w chusteczkę i nie patrzyła mu w oczy. Było to krępujące dla chłopaka, ale wiedział, że to on musi przerwać ciszę.
- Ten Ten... opowiedz mi jak staliśmy się parą.
Spojrzała na niego. Miała niepokojąco mokre oczy. Przełknęła ślinę.
- Spotkaliśmy się na imprezie u Sakury... było późno i odprowadziłeś mnie razem z Hinatą. Potem twoja siostra urządziła przyjęcie i znów mnie odprowadziłeś... I wiele razy później, choć mogłeś mi odmówić. Zachowywałam się jak zwariowana optymistka, a ty wszystko znosiłeś, śmiałeś się, było cudownie... Nie wiedziałam co do ciebie czuję, aż pewnego dnia spotkaliśmy się przypadkiem - zamrugała by łzy nie popłynęły jej z oczu - ,,Neji" - usłyszałam własny głos. I zrozumiałam, że cię kocham. A ty podeszłeś do mnie i objąłeś mnie. I tak się zaczęło.
Hyuuga poczuł ucisk w sercu. Bardzo zranił tą dziewczynę.
- Neji...czy ty...czy są jakieś szanse, że sobie przypomnisz jak to było? Że znów będziemy razem...? - załkała.
Chłopak bez słowa objął ją ramieniem. Wtuliła twarz w jego obojczyk.
- Muszę iść do pracy - szepnęła.
- Dobrze - puścił ją.
Dziewczyna wzięła torebkę, pomachała mu i wyszła.
Mlecznookiemu zrobiło się trochę lżej. Przypomni sobie...
Więc czemu myślał o złotowłosym?
*
Dwa tygodnie później został wypisany ze szpitala. Hinata pomogła mu nieść wszelkie potrzebne pakunki, mimo że się temu sprzeciwiał. Czuł się zdecydowanie lepiej i nie potrzebował ,,opieki niańki".
Dotknął ręką swoich ściętych włosów.
Końcówki zdążyły trochę odrosnąć, lecz nie było porównania do ich poprzedniej długości. Neji pozasłaniał wszystkie lustra jakie się dało bo strata swojej największej chluby sprawiła mu ogromy ból. Z zazdrością patrzył na długie włosy Hinaty. ,,Jakie to niesprawiedliwe".
Przynajmniej wyglądał bardziej męsko. Gdyby tylko nie miał skłonności do czerwienienia się!
Ten Ten to nie przeszkadzało, podobał jej się taki. Dziewczęcy.
Gdy wszystkie rzeczy wróciły na miejsce, Neji (a właściwie jego siostra) zaprosił kilku znajomych by uczcić jego powrót do świata żywych. Przyszła Sakura, Naruto, Kiba i Temari. Dziewczyny odrazu go wycałowały, Naruto wyściskał a Kiba pocałował bruneta w policzek, co go lekko zmieszało. Zaprosił wszystkich do salonu.
Temari usiadła najbliżej niego i ciągle wypytywała jak się czuje. Przed wypadkiem często się kłócili, lecz nigdy nie na poważnie, więc jej nagła troska o jego zdrowie trochę go denerwowała. Przeżył! Zbudził się! Nie jest już bezbronny. Najwyżej ma coś z głową.
Minęło czternaście dni, a blond- majak się nie pojawił. Hyuuga powoli zaczynał mieć wrażenie, że to wszystko mu się wydawało.
Przecież było takie rzeczywiste...
Uniósł kieliszek z sake. Płyn migotał w blasku lampy. Neji zaczął okręcać go w różne strony. Po chwili zwrócił się do Kiby.
- Kiba, czy znam jakiegoś długowłosego blondyna? - powiedział cicho, zastanawiając się czy dobrze robi.
Przyjaciele popatrzyli po sobie.
- Neji, czy dobrze się czujesz? - spytała z troską Hinata.
- Oczywiście - spojrzał na nią zdezorientowany - A co?
- Nic. Po prostu dziwię się skąd ten pomysł. O ile wiem, to nie przyjaźnisz się z kimś podobnym do tego jakiego opisałeś.
- Powiem więcej - odparł swobodnie Naruto - nie przyjaźnisz się z nikim oprócz nas.
Hyuuga wypił szybko swoje sake. Głowa zaczęła go lekko boleć.
Sakura zaczęła szukać czegoś w torebce i po chwili wyciągnęła z niej pięć biletów na koncert.
- To bilety na koncert Ghypticy. Pamiętasz Neji? To ten zespół grający metal. Kupiłam je dla nas, dwa miesiące temu, dlatego jest ich pięć, ale Hinata nie może iść, więc dobrze się składa, że starczy dla wszystkich - uśmiechnęła się i podała jeden z biletów mlecznookiemu - pilnuj go jak oka w głowie.
Rozmawiali jeszcze długo, a potem wszyscy się pożegnali i Hyuuga poszedł spać.
Hinata siedziała jeszcze chwilę na dole, pijąc herbatę.

wtorek, 8 czerwca 2010

I ,,Majaki". (DeiNeji)

Chwilowo to miałam gotowe, więc dodaję. Tak, wiem, to znowu coś nowego, ale pozostałe projekty też dodam niedługo :)
Akcja dzieje się w świecie rzeczywistym, więc z ,,Naruto" mało ma wspólnego.
Mam nadzieję, że się spodoba.
Enjoy.
**************************************************************************************
Neji spał.
Był to oczywisty, niepodważalny fakt. Nikt nie mógł temu zaprzeczyć.
Ale to nie był normalny sen. Neji nie mógł się z niego obudzić.

Nie było to spowodowane magią, zmęczeniem czy bólem.

Był w śpiączce.


Rok temu miał wypadek. Samochód zderzył się z ciężarówką. Wiele płaczu, wiele łez, wiele krwi.

A jednak żył. Dalej oddychał, dalej biło mu serce.
Więc Ten Ten nadal go kochała. Więc Hinata nadal podawała jej chusteczki w chwilach kryzysu, pocieszała ją, dalej błagała Boga by oddał jej brata.
Neji nigdy nie był sam w swoim pokoju w szpitalu.
Oczywiście, nie wiedział o tym. Czasami czuł jakiś dotyk, lecz jego mózg nie był w stanie dostatecznie zarejestrować tego faktu, by chłopak mógł jakoś na to zareagować. W swoim umyśle był całkowicie sam.
Nie czuł upływającego czasu, nie rozróżniał przeszłości ani teraźniejszości, ba, nie pamiętał nawet jak miał na imię. Myśli, jeżeli można tak nazwać niejasne impulsy, przepływały przez jego głowę, nie pozostawiając po sobie śladu. Nie potrafił przypomnieć sobie o czym pomyślał chwilę temu.
Ale czasami miał majaki. Później zapominał o nich, ale zawsze gdy się pojawiały, czuł podekscytowanie. Nie miały one oczywiście sensu, lecz były jego wspomnieniami i pokazywały mu kim jest.
Właściwie kim był.
Czarnowłosa dziewczyna, wodząca oczami za blondwłosym chłopakiem. Mężczyzna z szarymi tęczówkami, spoglądający na niego z dumą. Brunetka z pierścionkiem na palcu uśmiechająca się do niego czule...
Gdyby miał na to wystarczająco dużo energii, zrozumiałby pewnie że wizje przedstawiają jego rodzinę.
Niestety nie miał. Inteligencja, która kiedyś była jego największą dumą, pozwalała mu jednak stwierdzić, iż jedna z pojawiających się w jego głowie osób, nie była mu znajoma. Jego zmysły wyczuwały ją, lecz były zbyt zniszczone by mogły cokolwiek zdziałać.
Płynącemu w otchłani własnej psychiki, Neji'emu wcale to nie przeszkadzało. Jego ciało, choć piękne i doskonałe tak jak dawniej, było tylko warzywem, skrywającym jego ostatnią niezdobytą fortecę. To stwierdzenie nie ukoiłoby żalu najbliższych, gdyż Hyuuga był w połowie martwy. Przynajmniej dla nich.
Pewnego razu (ponieważ pojęcie czasu było poza możliwościami Nejiego) chłopak zauważył błysk światła gdzieś w ciemności. Nie była to wytworzona przez niego myśl - nie miał nad tym kontroli.
To światło nie było jego częścią.
Blask powoli drążył tunele w jego głowie i odświeżał pamięć. Skorupa jego fortecy zaczynała powoli pękać, lecz nie przestraszyło to bruneta. Przeciwnie, dodawało mu energii. Ta dziwna rzecz zachwyciła Nejiego. Poczuł jak wraca do własnego ciała i poczuł ciepło swojej skóry. Mimo że myśl odchodziła i wracała, cały czas pamiętał co się dzieje. Pamiętał nawet jak ma na imię. Nie wiedział o tym, lecz jego serce zabiło mocniej. Gdyby mógł poruszyć ustami zapewne by się uśmiechnął.
Nagle nawiedził go ostatni już, majak.
Szara plama mignęła przed nim. Znajdował się na korytarzu, który na pewno kiedyś już widział, nie przypominał sobie jednak gdzie. Nie to było jednak najważniejsze.
Stał przed nim, prawie realny, gość jego umysłu.
Był to chłopak, ciut wyższy niż Neji, może trochę bardziej umięśniony. Blond włosy miał rozpuszczone, choć część była związana w kucyk. Jego złote oczy patrzyły na bruneta z uczuciem, którego nie umiał rozpoznać a jego ręce świeciły dziwnym blaskiem, lecz chłopak się nie bał.
Stwierdził, czując nową dawkę energii, że własny majak nie może zrobić mu krzywdy.Czuł też, że nawet nie ma takich zamiarów. Przyjął więc chętnie jego obecność. Po chwili usłyszał jego głos.
Po tak długim, wypełnionym pustką czasie, ten dźwięk był dla Neji'ego jak kubeł zimnej wody. Otrzeźwił go natychmiastowo.
-,,Neji - zdecydowany lecz miły, radosny głos zabrzmiał w jego głowie - Musisz się obudzić. Otwórz oczy. Znajdź mnie. Czekam na ciebie."
Brunet chciał coś odpowiedzieć lecz nie wiedział co. Blondyn uśmiechnął się i pokręcił głową.

- ,, Kochanie - mruknął - masz zamknięte usta. Spotkamy się jeszcze."


Chłopak zaczął świecić i zmieniać się w płomień. Zaczął znikać a w myśli Neji'ego zaczęły się rozjaśniać. Usłyszał jeszcze tylko :

,,Pamiętaj, Neji".
Nagle wokół mlecznookiego wybuchło światło.

*


Dźwięk napełnianego powietrzem pudełka. Skrzypienie krzesła. Ciche pociąganie nosem. Powietrze w płucach, krew w żyłach, czucie w stopach.

To pierwsze rzeczy jakie zaobserwowały zmysły Hyuugi.
I Neji poczuł że może otworzyć oczy.
Był wolny.
Zlokalizował swoje ręce i delikatnie poruszył palcami. Zdrętwiałe, dawno nie używane mięśnie zapiekły go potężnie, lecz nic sobie z tego nie robił. Niemrawo uchylił powieki.
Znajdował się w szpitalnym łóżku. Pastelowe ściany pozwalały odpocząć wzrokowi a drewniane krzesła stały pod ścianą. Okno było otwarte i ukazywało świecący księżyc. Neji napawał się tym widokiem. Delikatnie przejechał językiem po wargach, czując metaliczny smak mieszający się z płynem dezynfekującym. Usta miał spękane i boleśnie zaczerwienione. Dotknął dłonią swoich włosów i doznał szoku. Miał je ścięte prawie do skóry. Skrzywił się, a z jego ust
wyrwał się cichy jęk. Coś zaszeleściło.
Dopiero teraz zauważył dziewczynę siedzącą na przeciwnym końcu sali. Miała pochyloną głowę, zaczerwienione oczy i powoli sączyła kawę. Rozpoznał ją natychmiast, co go lekko zdziwiło.

- Hinata! - spróbował krzyknąć, lecz głos uwiązł mu w gardle i wydobył z siebie jedynie ciche charknięcie. Jednak wystarczyło to, by dziewczyna na niego spojrzała.


- O mój Boże, Neji! - zaszlochała brunetka i podbiegła do brata, łapiąc go za rękę - Braciszku!


Łzy napłynęły do oczu Hyuugi. Objął ją mocno.


- Czekaj, zaraz zadzwonię po Ten Ten! - krzyknęła i wybiegła z sali.


Osłabiony chłopak położył głowę na poduszkę.

,,Kim jest Ten Ten?"- pomyślał. Nie mógł się dłużej nad tym zastanawiać, gdyż właśnie ktoś wpadł z piskiem do pomieszczenia i uwiesił mu się na szyi. Poczuł ból w nie rozciągniętych mięśniach i odsunął się lekko.
Stała przed nim niska brunetka, a łzy płynęły jej po policzkach. Patrzyła na niego i uśmiechała się niepewnie. Zaraz za nią stała pielęgniarka i wpisywała coś na karcie choroby.
Neji'emu od tego wszystkiego zakręciło się w głowie. Obecność nieznajomej, peszyła go, ale nie chciał być niekulturalny. Kiedy jednak brunetka nadal wyczekująco na niego patrzyła, spytał:
- Kim pani jest? Znamy się?
Zapadła cisza.

- J-jak to, n-nie pamiętasz mnie, Neji? T-to ja...

Odwrócił wzrok.

- Przykro mi...


- Jestem twoją narzeczoną - głos jej się załamał i wybiegła z płaczem.


Hinata weszła do pomieszczenia i spojrzała pytająco na Neji'ego. Opowiedział jej co się wydarzyło. Nie winiła go za ten nietakt. Miała nadzieję, że niedługo sobie wszystko przypomni.
Nalała wody do szklanki i podała ją bratu. Sama nic nie piła. Patrzyła na brata błyszczącymi oczami. Nareszcie go odzyskała.
Myśli bruneta zaprzątał chłopak z jego majaków. Zastanawiał się, czy to wszystko było prawdziwe. Chwilę później do sali wszedł tabun lekarzy, robiących mu wszelkiego rodzaju testy i nie miał czasu się niczym martwić. Wiele godzin później, zmęczony wydarzeniami, zasnął.
************************************************************************
Formy stylistyczne z krzykiem uciekły z mojego laptopa i za nic nie dały się namówić do powrotu, więc wybaczcie :( Oficjalnie obrażam się na bloggera :/

niedziela, 30 maja 2010

^^

Dzisiaj notki nie będzie, gdyż chcę zrobić małe głosowanie ^^
Mam kilka pomysłów, więc prawem większości zdecydujcie co chcecie przeczytać:
* shounen- ai,
* lekkie yaoi,
* porządne yaoi z serii o Aleste, Treanenie i reszcie,
* ostre yaoi :D
Jak ktoś ma jeszcze jakieś inne propozycje to chętnie wysłucham ;))
Głosujcie!

czwartek, 27 maja 2010

Kalendarz (oneshot)

Polecam smutną muzykę do tekstu. Pisałam to przy ,,Heart shaped box" ( choć nie każdemu by to pasowało do treści). Enjoy.
************************************************************************************
Październik

W październiku padał deszcz, który nic nie wnosił do mojego życia.
Szedłem nadal wyznaczoną ścieżką, w monotonnej szarości i nikt i
nic nie mogło wypełnić mojej samotności.
W kałużach, w rynnach, w strumieniach...
Topiłem się. I bałem się, że już nie wrócę na powierzchnię.



Listopad

Zrobiło się zimniej, lecz w sercu cieplej. Ludzie przychodzili i

odchodzili, a ja ich nie zatrzymywałem. Tak było wygodniej. Ubrałem
się ciepło i przeżyłem pierwsze mrozy. Zaczął padać śnieg i pokrywać
białym puchem wszystko dookoła. A gdy zachorowałem, samotnie,
bez nikogo bliskiego i poszedłem szukać szczęścia...
Spotkałem jego.

Grudzień
Lodowate powietrze przenika mi kości. Siedziałem w domu całkiem

sam, zapomniany, sam sobie jestem winien. Odrzuciłem ich
wszystkich. Nie liczyłem z iloma spałem, liczyłem ile zraniłem.
Ani jednego. Żadnemu na mnie nie zależało.
Przepraszam, teraz, bo zapomniałem o nim.
A on przyszedł, w nocy, wypełnił mi ciszę.


Styczeń
W zdeptanym śniegu. W nadziei na słońce. Widziałem jego. Wszędzie.

Był taki kruchy, a zniszczył moją obronę. Tak łatwo mógł wypaść z
moich rąk, a kruszył moje skamieniałe serce. Było tak pięknie...
Miałem tylko jedno postanowienie noworoczne : Nie pozwolić, by coś
mu się stało, nie pozwolić mu zniknąć.
Ja, samolubny egoista.

Luty
Patrzył na pierwsze oznaki wiosny, a ja głaskałem jego piękne włosy.

Pilnowałem by nie zachorował, a gdy mu to mówiłem, śmiał się
gorzko. Nie rozumiałem. Wiedziałem tylko, że kocha mnie tak mocno
jak ja jego. Robiliśmy wszystko co chcieliśmy. Chciał wszystko zaraz,
teraz. Zgadzałem się.
Moje kochane słoneczko, moje słodkie uke...

Marzec
Siedzieliśmy razem na starej ławce. I byliśmy całkiem sami. I nic mi

nie brakowało. Obiecałem mu, że zawsze z nim będę. Mówiłem mu to
co noc, przed snem. Lub po tym jak się kochaliśmy. Nie widziałem,
jak czasem płacze w poduszkę. Stopniał ostatni śnieg i natura
budziła się do życia.
Podziwiałem w słońcu jego bladą skórę.

Kwiecień
Zrywałem mu kwiaty. Codziennie. Związywał swoje włosy w warkocz,

a ja widziałem czasem ich pasma na poduszce. Nie widziałem jego
podkrążonych oczu. Widziałem tylko jak bardzo kocha życie.
Kochaliśmy się na polanie, w domu, w lesie, w pracy. Trzymałem jego
chłodną rękę, nie patrząc na mijających nas ludzi. Całowałem jego
wąskie usta i dziękowałem przeznaczeniu, za każdy dzień z nim.
Każdy dzień był inny, każdy lepszy od poprzedniego.
To była cudowna wiosna.

Maj
Maj był ciepły. Pisał coś zawzięcie w swoim notatniku a zbłąkane

promyki przemykały przez szyby i oświetlały jego twarz. Denerwowały
go moje wieczne obserwacje, więc udawałem że na niego nie patrzę.
Nie był głupi. Wiedział o tym i gdy kończył pisać, wtulał twarz w moje
ramię a ja obejmowałem go mocno. Tak mocno jak tylko mogłem.
Ale wyślizgiwał mi się z rąk. Nie dosłownie. Po prostu czułem, że coś
jest nie tak. I nie pozwalałem mu nigdzie odejść.
Uśmiechał się wtedy, a ja czułem niepokój.

Czerwiec

W czerwcu obchodziliśmy jego urodziny. Był radosny, szczęśliwy. Dni

były długie i gorące, a noce krótkie lecz namiętne. Zwiedzaliśmy
miasto, chodziliśmy po parku. Przygarnęliśmy starego, zmizerniałego
kota z ulicy. Nie wróżyłem mu długiego życia, lecz on troskliwie się
zajmował kocurem. A ja kochałem wszystko, co on kochał.
Był wieczór, a on nagle zemdlał. Zawiozłem go do szpitala i czekałem
aż się obudzi.
I znów poczułem w sercu strach.

Lipiec

Lipiec był duszny. Temperatura wynosiła ponad trzydzieści stopni a ja
dygotałem z zimna. Tak bardzo się bałem.
Umierał.
Moja miłość, moje ukochane serduszko, mój słodki, piękny chłopiec,
mój złotowłosy, mój kochanek.
Po prostu umierał.
A ja byłem bezsilny.
Wracaliśmy ze szpitala i wtedy mi powiedział.
Nieuleczalnie chory. Od dawna. Niecały miesiąc życia.
Wiedział. Wiedział od roku. I żył pełnią życia.
Żyłem razem z nim i umierałem razem z nim.
I dopiero wtedy zauważyłem jego cienie pod oczami. Przerzedzone
włosy. Jego blada skóra...
Płakałem pół miesiąca, a przez kolejne pół chłonęliśmy życia ile się
dało. Udawał że się nie boi, więc ja też to robiłem. Oddawałem mu
tyle siebie ile tylko mogłem. To był szalony miesiąc.
Rozpaczliwa walka o ulotne chwile szczęścia.
Boże, tak bardzo go kochałem.

Sierpień

W sierpniu zasnął. Odpłynął w spokoju, z pogodnym uśmiechem na
twarzy. Zasnął by już się nie obudzić. Niosłem jego bezwładne ciało
na własnych rękach i taki włożyłem je do trumny. Tuliłem się do niego
i głaskałem jego policzki. Płakałem tak, jak nie płakałem jeszcze
nigdy. Zamknąłem jego piękne oczy a ksiądz wyrwał mi jego dłoń z
uścisku. Gdy zamknęli trumnę i złożyli go do grobu nie mogłem
wydobyć z siebie głosu. Klęczałem i patrzyłem na nagrobek z jego
imieniem. Wiedziałem co zrobię.
Niebo płakało nad nim, ciepłym, letnim deszczem.

Wrzesień

We wrześniu kończę pisać ten notatnik. Robi się zimno ale nie czuję
tego. Ogarnia mnie ta sama cisza co kiedyś. Ale już nic nie jest takie
same.
Znowu go spotkam.
Tak musiało być.
Sięgam po nóż.
Zrobię to szybko... Tęsknię.
Krew wypływa z mojej piersi. To nawet tak bardzo nie boli.
Do zobaczenia... Już niedługo...
Kocham cię.

************************************************************************************
Wiem, że krótkie, ale napisałam to wczoraj w przypływie weny i nie zrobiłam żadnych poprawek.

piątek, 14 maja 2010

We wschodach i zachodach (yaoi)

Oneshot.Bezwstydnie zasugerowałam się pewnym opowiadaniem Sylver i samo wyszło. Enjoy.
***************************************************
Mimo woli, z moich ust wyrwało się ciche jęknięcie. To było takie przyjemne... ,,Nie!" moje myśli wrzeszczały bym drapał mojego oprawcę i wyrywał się, lecz gdy poczułem jak wypełniasz mnie, mogłem jedynie krzyknąć z rozkoszy.
Byłeś taki dopasowany do mnie, wypełniałeś mnie, prowadząc do ekstazy... Nie pamiętam kiedy zacząłem z wyuzdaniem jęczeć w twoje ucho, pamiętam za to doskonale moment całkowitego zatracenia. Wiłem się pod tobą jak wynurzony z wody węgorz i minęły minuty nim doszedłem do siebie. To był zdecydowanie najlepszy seks w moim życiu.
Tak naprawdę to wcale nie mam takich ciągot. Jestem absolutnie hetero. Po prostu nie mam siły by się obronić, Tak bardzo chcę odejść...
Twoje oczy zawsze są takie puste...
*
Tak bardzo cię krzywdzę. Dlaczego? Masz prawo mnie nienawidzić. Tak. Jestem potworem. Tak bardzo boję się że cię stracę. Tylko to co ci robię, trzyma cię tutaj prawda? Strach. Powinienem zniknąć, pozwolić żyć w spokoju. Ale...tak bardzo cię kocham, w ten chory sposób...

Leżysz na łóżku, wśród zmiętej pościeli. Widzę, że nie śpisz, czuję jak ból miażdży mi serce i zaciska pętle na szyi. Nalewam wody do szklanki i kładę ją na stoliku, tak byś ją zauważył. Wiem, że pewnie jej nie tkniesz. Wiem, jak bardzo mną gardzisz. Ubieram płaszcz i wychodzę, byle dalej od twojego wzroku.
*
Znowu mnie zraniłeś. Skrzywdziłeś i porzuciłeś. Dałeś mi rozkosz i brutalnie odepchnąłeś. Kolejny raz uciekłeś z domu.
Wróciłeś kolejnego dnia. Nie dotknąłeś mnie jednak. Jak do tego doszło? Przyszedłeś pod mój dom, brudny, zaniedbany. I po prostu zemdlałeś na progu...
Przyjąłem cię pod mój dach.
I ta jedna noc, gdy się upiliśmy...
I choć chciałem byś odszedł, ty nadal tu jesteś. I nadal mnie ranisz. Nie moje ciało, potrafisz być delikatny.
Moją duszę.
*
Obserwuję jak stoisz przy oknie i patrzysz na gasnące niebo. Muszę odejść, obiecałem sobie, że już cię nie tknę. Ale gdy spojrzałeś na mnie tymi smutnymi oczyma...
Przepraszam, przepraszam, przepraszam.
*
Leżę na ziemi, a lekki strumyczek krwi spływa po moim udzie, Jestem całkiem nagi. Jestem brudny. Bolało tak bardzo, że nie mam siły wstać. Bolało tak bardzo jak za pierwszym razem.
Przymknąłem powieki.
Wyszedł i zostawił mnie.
W niejasny sposób wiedziałem, że nie wróci.

5 lat później.

Wschody słońca są zachwycające.
Minęło pięć lat a ja nadal nie mogę o tobie zapomnieć.
Jeżeli ci się poszczęści, już nigdy mnie nie spotkasz.
Mam nowego kochanka. Jest miły słodki, ma wesołe ogniki w oczach. Ale nie kocham go. Nigdy go nie pokocham. Zniszczyłeś mnie.
*
Zachody słońca są piękne.
Odkąd mnie zostawiłeś, minęło tyle czasu. Mam żonę. Mam dziecko w drodze. Ona ma taki podobny odcień włosów do twojego. I silną osobowość. Mam dobrą pracę i nowe mieszkanie. Tamten rozdział, zamknąłem za sobą...
Wracam z żoną do domu. I widzę cię. Ty też mnie zauważasz. Znowu czuję się nagi i bezbronny. I zawstydzająco podniecony. Kim jest mężczyzna obok ciebie? Bezwolnie robię krok w twoją stronę.
*
Jeżeli to sen, to rano się powieszę. Jeżeli nie, to powinienem zrobić to teraz. Patrzysz nie na mnie, ale na mężczyznę za mną. Założę się, że wiesz, kim dla mnie jest.
Ty też nie marnowałeś czasu. Ta kobieta, za plecami. Nosi twoje dziecko. Mam ochotę ją zabić. Albo uciec. Patrzę w oczy mojej miłości. Uciekam.
*
Odszedłeś. Znowu. A ja nie wykonałem najmniejszego gestu. Dlaczego stoję tu jak głupi? Dlaczego?
Moja żona patrzy na mnie, zdziwiona. Podchodzi do mnie i łapie mnie za rękę. Puszczam ją. Widzę jej niedowierzanie i słyszę stukanie jej obcasów gdy szybko odchodzi. Widzę ją, ale nie patrzę.

Pół roku później.

Wracam do domu, starego domu, w którym się wszystko zaczęło. I palę papierosy.
Nie sprzedał go, a ja wiem gdzie leżą zapasowe klucze. Zauważam otwartą szafę. Leżą tam moje rzeczy. Nie wyrzuciłeś ich.
Siadam na ziemi i chowam twarz w dłoniach.
*
Od naszego przypadkowego spotkania kochałem się z żoną tylko raz. Wykrzyknąłem wtedy twoje imię, ale o tym się nie mówi. Ani o tym, że poroniła.
To nie bolało, bo nigdy jej nie kochałem. Próbowałem wypełnić pustkę po tobie. Bo mimo wszystkiego co mi robiłeś, tak bardzo cię pragnąłem.
To już podpada pod homo, prawda?
Dawno tu nie byłem. W naszym domu.
Otwieram cicho drzwi i cię zauważam.
Powinienem się bać, powiedzieć ci byś już tu nie wracał, odejść. A jednak nie potrafię. Podchodzę do ciebie. Widzisz mnie.
*
Widzę go. Stoi przede mną. Mój ideał, który tak bardzo skrzywdziłem.
Nie mam prawa być w tym domu.
Nie mam prawa go dotknąć.
Z jego oczu płyną łzy.
- Zgwałć mnie - słyszę cichy szept.
*
- Zgwałć mnie- słyszę własny głos.
Jęknąłeś.
- Aż tak mnie nienawidzisz?! - wstajesz z podłogi lecz łapię cię za nadgarstek.
Przyciągasz mnie do siebie i obejmujesz.
Za oknem dzień chyli się ku zachodowi. Słyszę jego głos.
- Kocham cię. Tak bardzo bałem się że odejdziesz...Wybacz mi.
Już dawno ci wybaczyłem. Nie mogę powstrzymać łez.
*
Zamierasz w moich ramionach. Teraz pewnie zostawisz mnie... Nie jestem ciebie wart. Z twoich smutnych oczu płyną łzy. Delikatnie ścieram je kciukiem.
Puszczam go. Czuję jak ściągasz mi z pleców koszulę.
*
Rozbieram się. Nie prosisz o to. Potrzebuję cię. Całuję twoje usta. Po chwili czuję cię w sobie. Jęczę. Ból ustępuje powoli przyjemności.
*
Nie rozciągałem cię. Jesteś taki ciasny... Czekam byś mógł się przyzwyczaić. Nie marzyłem że jeszcze kiedyś będę w tobie. Gdy z ust wyrywa ci się jęk, zaczynam się poruszać.
Kocham cię tak mocno, że to aż boli. Dlaczego znów mi się oddałeś?
Dotykam twojego ciała, całuję twój tors, gładzę twoje ramiona. Jęczy i mocniej nabija się na mnie. Całuję jego miękkie wargi.
Wykrzykuję twoje imię, czując spełnienie i rozluźnienie.
Mimo to czuję niedosyt. Po pięciu latach...
Czuję jak blisko jesteś spełnienia. Wychodzę z ciebie prawie do końca i szybko ciągnę twoje biodra w dół. Trafiam w twoją prostatę i robię to samo jeszcze raz. Po chwili wstrząsają tobą dreszcze ekstazy.
- Kocham cię - krzyczysz głośno i opadasz na mój tors, a ja zastanawiam się, czy mi się to aby nie przesłyszało. Czuję jak moje serce zaczyna szybciej bić.
*
Gdy tylko to powiedziałem, wiedziałem że to prawda.
Gdy cię nie było, brakowało mi części siebie.
I czasami wyobrażałem sobie, że mnie dotykasz...
Zwariowałem.
Wyszedłeś ze mnie i postawiłeś na ziemię. Z twoich oczu trysnęły łzy.
Objąłem cię. Bólem przywiązałeś mnie do siebie.

*
Usiadłem na łóżku obok ciebie i zapaliłem papierosa.
Za naszymi plecami budził się dzień.
************************************************************************************
Napisałam wszystkie ,,ciebie, tobie itd." a potem już nie miałam siły poprawiać na dużą literę. Kolejny niebetowany tekst.
Byłam chora (znowu) i dlatego notka tak późno ;/