Czemu tak na mnie patrzysz? Czyż dawno nie powiedziałem, że cię
nie kocham? Nie wiem, dlaczego dalej tu jesteś, to do czego
dążyłem, nigdy nie było twoją aspiracją. Przyglądasz mi się tak
jawnie, prawie bezczelnie. Jesteś tylko małym chłopcem. Czy nikt cię
wcześniej nie zdeptał? Zabieram swoje rzeczy, kładę klucz na biurku i
zostawiam cię samego.
*
Wiem, że jestem masochistą. Twoja niechęć jest piękna. Patrzę na
ciebie, nie mogąc uwierzyć, że istniejesz. Nie masz prawa bytu.
Gasisz i zapalasz ludzi i dalej nie rozumiesz, dlaczego tu siedzę. Nie
wiesz, co to uczucie, kochanie.
Odchodzisz, zamykając cicho drzwi. Idealny przewodniczący Rady
Uczniowskiej. Pan Perfekcja. Twoja pogarda boli tylko wtedy kiedy
jestem tu sam. Jest tu wtedy tak cicho, tak ciemno... Boję się tylko
tego, że zostanę sam.
*
Nigdy cię nie lubiłem. Wydawałeś mi się taki zarozumiały, wiecznie
uśmiechnięty, w ten pewny siebie sposób, sprawiałeś, że wszyscy
kładli ci się u stóp. Przechodziłeś koło mnie na korytarzu i potrącałeś
mnie ramieniem, wiem, że z premedytacją. Jesteś tak delikatnie
zbudowany, kruchy, a tak magnetyzujący otoczenie. Nie mogłeś
sprawić bym cię zauważał. Nigdy nic we mnie nie obudzisz.
Rozumiesz?
*
Zawsze cię pożądałem. Przyciągnąłeś mój wzrok już tego pierwszego
dnia. Siedziałeś sam, zamyślony, cichy, nieobecny. Nie mogłem
powstrzymać pragnienia, drwiłem z twojego opanowania, mimo, że
wcale tego nie chciałem. Unikałeś mnie tak ostentacyjnie, dziwiłem
się, że nikt tego nie zauważa. Wydajesz się nie mieć pragnień.
Chłodny i szczery do bólu. Jesteś niesamowity. Mieliśmy się poznać,
prawda? Mój brat zaręczył się z twoją siostrą. To musiał być dla
ciebie cios prawda? Mieć mnie w rodzinie... Sprawiając mi ból
swoimi gestami, nie sprawisz, że odejdę.
*
Od dziecka byłem ambitny. Chciałem wybić się, osiągnąć coś
spektakularnego. Zostałem przewodniczącym, ciężko na to pracując.
A ty musiałeś pójść za mną. Po co? Nie pracowałeś na lekcjach, nie
wykazywałeś zainteresowania tym, co było dla mnie tak ważne. Moja
siostra czasami coś o tobie wspominała. Nie chciałem cię poznać.
Nie chciałem jej słuchać. Teraz muszę słuchać cię codziennie. Ale nie
twojego serca. Nie pozwól mi.
*
To był taki dzień jak ten. Napisaliśmy raport i zbieraliśmy się do
wyjścia. Upadł ci długopis i gdy schyliliśmy się po niego obaj,
pocałowałem cię. To był ostatni raz gdy zasmakowałem twoich ust.
Nie musiałem niczego dodawać. Odtrąciłeś mnie.
Słyszę dźwięk otwieranych drzwi. Wróciłeś.
*
Wracam. Dlaczego? Nie wiem. Patrzysz na mnie z pytaniem w
oczach. Myślę, że nie potrafię cię nienawidzić. Jesteś naprawdę
piękny. Ilu serce już złamałeś? Udaję, że nie istniejesz bo jesteś
egoistą. Nie wiem co powiedzieć. Robimy to samo codziennie. Ile
mam cię jeszcze odtrącać? Kiedy dasz sobie spokój?
*
Stoisz przede mną. Nie rozumiem cię. Kładę ci rękę na ramieniu i
smakuję twoje usta. Robisz coś, czego nie spodziewałem się w tym
życiu. Przyciągasz mnie bliżej i wkładasz mi język do ust. Puszczasz
mnie tak szybko, jak złapałeś. Śmiejesz się szyderczo. Chcesz mnie
złamać? Więc czemu wróciłeś?
*
Próbuję się zaśmiać. Odsuwam się od ciebie i opieram o ścianę.
Wyglądasz, jakbym cię zranił, ale to nie może być prawda. Ta twoja
wymyślona miłość, nie istnieje naprawdę. Prawda? Gdziekolwiek
pójdę, jesteś moim cieniem. Nie nabiorę się na twoje piękno, nie,
egoisto... Uderza mnie nagła myśl.
A jeżeli to ja jestem egoistą?
*
Jesteś zbyt szczery by skłamać, zbyt obojętny, by mnie skrzywdzić.
Jesteśmy chłopakami, wyznawanie swoich uczuć nie leży w naszej
naturze. Może jestem zbyt kobiecy? Zbyt bezpośredni, zbyt
zakochany? Domyślasz się, że rzadko przydarza mi się kochać kogoś.
- Mam zamknąć swoje serce? - za późno zdaję sobie sprawę, że
mówię to na głos.
*
Unikam spojrzenia twoich smutnych oczu.
- Nie. - szepczę mimo woli.
Jesteś idiotą, cholernym masochistą. Mam ochotę przytulić cię, lub
skręcić ci kark. Nie oczekujesz ode mnie za dużo? Nie jestem tak
przyzwoity, jak ci się wydaje. Zimny dreszcz przebiega mi po plecach.
Czy ja się boję? Nie. Nic nie sprawi że cię pokocham...
Bierzesz swój plecak i otwierasz drzwi.
*
Może po prostu to zakończę? Przestanę starać się o twoje uczucie?
To najprostsze wyjście. Dać sobie spokój. Podświadomie wiem, że nic
z tego. Jutro znów będę próbować. Miłość musiał wymyślić ktoś
całkiem szalony.
Słyszę odgłos kroków i czuję, jak materiał mojego płaszcza
wyślizguje ci się z ręki. Obracasz mnie i patrzysz w moje oczy.
- Mogę cię odprowadzić?
Pół roku później.
Odprowadzałeś mnie codziennie.
A no i zapomniałbym. Jesteśmy parą.
Czy najważniejsza jest wytrwałość, czy pożądanie?
*
Pragnienie drugiego ciała. Kiedy cię zapragnąłem?
*
Wiara to dążenie. Jestem wdzięczny...
*
...wdzięczny za ciebie.
*********************************************************************
Ach, jutro będzie ,,pewien dzień" związany z blogiem, ale że nie na tą datę wyznaczyłam coś specjalnego, to notki proszę się nie spodziewać a najwyżej dzisiejszą potraktować jako tą ,,okazjonalną".
sobota, 16 października 2010
Zdecydowany? (shounen-ai)
Autor: Raiah o 11:54 2 komentarze
Etykiety: oneshot
niedziela, 19 września 2010
ItaDei (oneshot).
Dodaję wcześniej niż chciałam, bo czuję się hmm.. porzucona xd
Dziękuję Anonimowi, który się nie przedstawił niestety, ale niech tak będzie, oraz YoAne.
I jeżeli Silris to jeszcze czyta, to przepraszam ją za brak aktywności komentarzowej :o
*************************************************************************************
- Itaaa...
- Co? Nie jęcz.
- Jesteś nieczuły.
- Czego chcesz Deidara?
- Chcesz zobaczyć moje nowe, udoskonalone bomby? Napracowałem się...
- Pokaż Sasoriemu.
- Czemu jemu? Jesteś zazdrosny?
- Nie!
- Jesteś.
- Nie.
- Tak.
- Nie.
- No to chodź ze mną!
- Mam co robić.
- Proszę?
- Ładnie prosisz?
- Taa.
- No dobra, ale tylko na chwilkę.
*
- Sasori?
- Tak?
-...Lubisz, Deidarę?
- Średnio.
-...Nie podoba ci się?
- A co, jesteś...
- Nie!
- Spokojnie. Jest twój.
*
- Dei?
- Hm?
- Przyjdziesz do mojego pokoju?
- Zapraszasz mnie?!.. A, z jakiej okazji?
- Chcę coś sprawdzić.
- Co?
- Czy twoje włosy są rzeczywiście tak miękkie, na jakie wyglądają...
- Pójdziemy teraz?
- Tak.
*
- Mogę cię pocałować?
- Musisz...
- Deidara, ja...
- Kocham cię, Ita - kun.
- Nie mów, takich zawstydzających rzeczy...
- Kocham cię! Ko... Ach!
- ...
- Tak, nh...! Och!
*
- Dei...
- Mm...?
- Ja też cię kocham.
- Wiem. A teraz...
- Teraz, co?
- Obejmij mnie jeszcze raz.
- Z przyjemnością...
Autor: Raiah o 08:33 4 komentarze
środa, 15 września 2010
wtorek, 29 czerwca 2010
III. ,,Woda kapie..."
Mam dobry humor po wczorajszych urodzinach, więc jest.
W link z odpowiednią muzyką, klikać :D
************************************************************************************
Neji zawiązał swoje glany i zaczął czesać włosy, gdy Hinata powiedziała że wychodzi. Nie skupił się nad tym co powiedziała, zajęty przygotowaniami na nadchodzący wieczór. Na ciemnofioletową tunikę nałożył czarną bluzkę w formie siatki. Czarne rurki pokrywały ćwieki, wszyte przez bruneta rano. Oczy miał podkreślone czarną kredką a paznokcie pomalowane na czarno.
Czuł się przeraźliwie głupio.
Pół godziny później, przyszła Sakura wraz z ekipą i wszyscy udali się na koncert.
Noc była ciepła, więc koncert odbywał się na dworze. Przyjaciele przepychali się do przodu, by znaleźć się w odpowiednim rzędzie. Stali bardzo blisko sceny. Ludzi było coraz więcej, a na dworze coraz ciemniej. Scena była jedynym oświetlonym punktem.
Nagle pojawiły się na niej cztery postacie.
Gitarzysta, perkusista, skrzypek ...
Wzrok Neji'ego przyciągnął ostatni z ekipy. Wysoki blondyn, podszedł powoli do wiolonczeli i dotknął jej lekko. Głosy rozszalałych fanek jęczały z zachwytu. Usłyszał jak wykrzykują imię wiolonczelisty.
Deidara.
Hyuuga przełknął ślinę.
,,Przecież...on wygląda jak..." - poczuł zawroty głowy - ,,Wygląda jak mój majak."
Nagle rozległa się muzyka.
http://www.youtube.com/watch?v=B-igzl1twwk&feature=related
Deidara grał jak nawiedzony, a Neji'ego przechodziły gwałtowne dreszcze. Czuł jakby świat wirował dookoła niego, wiatr wrzeszczał mu prosto do ucha i nie mógł się zatrzymać.To było boleśnie niezwykłe uczucie. Rozpadał się...
To było takie piękne. Piękny anioł zguby...
Tak, Neji nie mógł się mylić. To był on.
Nie zastanawiał się nad tym. Nie potrafił.
Chciał wrzeszczeć by przestali grać, chciał wrzeszczeć by grali głośniej. Widział ciemne plamy przed oczami. To było jak sen.
Nagle muzyka ucichła i usłyszał głośny, pojedyńczy głos.
-I try to make it through my life
In my way
There's you
I zaczęła się piosenka.
http://www.youtube.com/watch?v=brYshp1qjqI
Łzy popłynęły Hyuudze po policzkach. To było takie piękne...
I wtedy Deidara spojrzał mu w oczy. Neji nie mógł odwrócić wzroku.
Nagle poczuł, jakby dostał czymś ciężkim po głowie.
Upadł.
*
Gdy otworzył oczy, dookoła było już cicho. Leżał na trawie. Spojrzał w górę.
Złote tęczówki patrzyły na niego ze spokojem. Piękna twarz anioła.
Przyjrzał się postaci. Na jego twarz wypłynął krwisty rumieniec.
- Deidara! - wychrypiał i spróbował się podnieść, lecz natychmiast opadł z powrotem na trawę.
W oczach wiolonczelisty pojawił się niepokój.
- Dobrze się czujesz? - spytał .
- Niezbyt - odpowiedział cicho Neji.
- Rozumiem. Mocno uderzyłeś o ziemię.
- Co się stało? - spytał
Złotowłosy odwrócił wzrok.
- Grałem i usłyszałem poruszenie. Zauważyłem że krew płynęła ci z ust, więc gdy skończyliśmy grać piosenkę, kazałem moim ludziom przenieść cię w bezpieczniejsze miejsce. Twoi przyjaciele pojechali już do domów.
Mlecznookiego zaskoczyła jego dobroć. Miał ochotę się do niego przytulić i spłonąć. Zdziwiły go własne myśli.
- Odwiozę cię do domu
- Wiesz gdzie mieszkam? - powiedział bez namysłu.
- Ta różowowłosa dała mi twój adres za autograf - odpowiedział.
Podał brunetowi rękę by mógł się podnieść.
- Dziękuję - szepnął.
Deidara nic nie odpowiedział. Szli w otoczeniu jego ochroniarzy aż do samochodu.
Blondyn podał adres kierowcy i usiadł koło czarnowłosego.
- Jeszcze raz przepraszam, że sprawiam ci problemy - Neji spojrzał na swoje otarte dłonie. Wiolonczelista nic nie odpowiedział i podróż minęła im w milczeniu. Gdy auto się zatrzymało i mlecznooki otwierał drzwi by wysiąść, blondyn przerwał ciszę.
- Zadzwonię do ciebie, niedługo.
Neji zdziwiony wysiadł, auto odjechało tak szybko jak się pojawiło pod jego domem i chłopak zaczynał wątpić, czy to wszystko wydarzyło się naprawdę.
Na miękkich nogach otworzył drzwi od mieszkania, wszedł po schodach na górę i w ubraniu padł na łóżko.
Rano byłby gotów uwierzyć, że to wszystko się mu przyśniło, gdyby nie Hinata, krztusząca się kawą na jego widok.
- Neji, dopiero teraz wróciłeś do domu?
Uznał to za potwierdzenie, że nie wypił wczoraj za dużo sake.
- Spałem w ubraniu - westchnął .
Pozwoliła mu w spokoju zjeść śniadanie, po czym wymusiła na nim natychmiastową kąpiel.
Nie prezentował się za dobrze - spojrzał z niesmakiem w lustro. Miał poobcierane łokcie i policzek, liście we włosach, kurz i inne świństwa na ubraniu, których pochodzenia nie chciał nawet ustalać. Z żalem wyrzucił ubrania prosto do śmietnika.
Prysznic pomógł mu się odprężyć i wyciszyć nękające myśli na jakiś czas. Ilekroć jednak zerkał na swoje pomalowane na czarno paznokcie, przypominał sobie o całym zajściu i rumieniec zażenowania wpływał na jego policzki. Nie wiedział czy ma się cieszyć, czy płakać, że Deidara powiedział że zadzwoni. W duchu powtarzał sobie, że i nie pozwoli już zobaczyć się złotookiemu w takim stanie jak wtedy.
Chyba, że mężczyzna już o nim zapomniał.
Nie pozwolił sobie o tym myśleć, więc usiadł przed telewizorem i bezmyślnie wpatrywał się w migoczący ekran.
- Może zrobiłbyś coś pożytecznego - powiedziała na wpół wesoło, na wpół niepewnie, Hinata.
Spojrzał wilkiem na siostrę. Gdy wyszła do pracy, sięgnął po kartkę papieru leżącą na stoliku oraz długopis. Włożył płytę Ghypticy do stereo i pozwolił myślom płynąć. Zaczął szybko kreślić po kartce.
,,Woda kapie do każdej miski.
Każda miska ma twoje imię.
Miski nie mają uczuć.
Słońce odbija się w każdej po kolei.
Jak pszenica, jak jasne kłosy zboża w promieniach słońca, jak twoje oczy, jak delikatna pajęczyna, jak babie lato, jak stogi siana, jak początek lata...
Mój złotowłosy."
Zgniótł kartkę w dłoni. Potarł skronie.
- Czy miłość jest zła?
,,Nie".
- Więc mam...prawo, go kochać? Moja miłość nie jest złem.
,,Nie. Jest zakazana."
- Przez co?
,, Bądźmy rozsądni. Homoseksualizm nie jest dobrze odbierany, ba! - nie jest tolerowany. Przyjaciele odwrócą się od ciebie. Chcesz tego?"
- Oczywiście, że nie. Ale co ja mogę zrobić?
,,Możesz to w sobie stłumić. Przestać czekać na wiadomość od niego."
- Ale jeżeli nie potrafię?
,, Nie, że nie potrafisz. Nie chcesz."
- Do czego to doszło, zaczynam prowadzić dyskusje z samym sobą - szepnął i wstał z kanapy.
Potrzebował czyjegoś towarzystwa.
,, Sakura jest w szpitalu, Naruto pewnie nie ma ze sobą telefonu, Temari i Ten Ten pewnie próbowałyby wszystko ze mnie wydobyć, a zresztą z tą drugą nie mam ochoty rozmawiać... Kiba. Pojadę do Kiby."
Chwycił kurtkę i wyszedł z domu.
*****************************************************************************
Z powodu wakacji notki nie będą się spóźniać wiele, ale ich częstotliwość zależy od komentarzy...
Naprawdę.
PS: Czy ktoś zauważył że zmieniłam nazwę bloga?
To się z czymś wiąże... ;)
Autor: Raiah o 12:20 1 komentarze
poniedziałek, 21 czerwca 2010
II. ,,Masz tylko nas" (DeiNeji)
Przeczytałam dwie cudowne mangi ,,Kishidou Club Bangaihen" i ,,Go Con Gokujou Rakuen Tours"(które naprawdę polecam, bo mnie oczarowały), więc w przypływie euforii dodaję nową notkę. Niebetowana , ale tym razem wybaczam ;d
Dla Silris - sama, bo nadal jestem zazdrosna, kochanie xd
I dla YoAne - bo i tak bez ciebie, beto, nie mogę się obejść, chociaż tylko mi doradzasz ;p I doczekasz się swojego Gaary ;d
Obiecuję, że nie będę już pisać ciemnoniebieską czcionką.
************************************************************************************
Kolejny dzień był mglisty i nie zachęcał do żadnej aktywności. Neji czuł się coraz lepiej lecz przypomniał sobie bardzo niewiele, a zupełnie nic na temat Ten Ten. Zamiast wysilać dalej umysł, postanowił zadać jej kilka pytań, gdy odwiedziła go po południu. Podał jej kubek ciepłej herbaty i poklepał miejsce obok siebie. Bez szemrania, usiadła obok niego. Co jakiś czas smarkała w chusteczkę i nie patrzyła mu w oczy. Było to krępujące dla chłopaka, ale wiedział, że to on musi przerwać ciszę.
- Ten Ten... opowiedz mi jak staliśmy się parą.
Spojrzała na niego. Miała niepokojąco mokre oczy. Przełknęła ślinę.
- Spotkaliśmy się na imprezie u Sakury... było późno i odprowadziłeś mnie razem z Hinatą. Potem twoja siostra urządziła przyjęcie i znów mnie odprowadziłeś... I wiele razy później, choć mogłeś mi odmówić. Zachowywałam się jak zwariowana optymistka, a ty wszystko znosiłeś, śmiałeś się, było cudownie... Nie wiedziałam co do ciebie czuję, aż pewnego dnia spotkaliśmy się przypadkiem - zamrugała by łzy nie popłynęły jej z oczu - ,,Neji" - usłyszałam własny głos. I zrozumiałam, że cię kocham. A ty podeszłeś do mnie i objąłeś mnie. I tak się zaczęło.
Hyuuga poczuł ucisk w sercu. Bardzo zranił tą dziewczynę.
- Neji...czy ty...czy są jakieś szanse, że sobie przypomnisz jak to było? Że znów będziemy razem...? - załkała.
Chłopak bez słowa objął ją ramieniem. Wtuliła twarz w jego obojczyk.
- Muszę iść do pracy - szepnęła.
- Dobrze - puścił ją.
Dziewczyna wzięła torebkę, pomachała mu i wyszła.
Mlecznookiemu zrobiło się trochę lżej. Przypomni sobie...
Więc czemu myślał o złotowłosym?
*
Dwa tygodnie później został wypisany ze szpitala. Hinata pomogła mu nieść wszelkie potrzebne pakunki, mimo że się temu sprzeciwiał. Czuł się zdecydowanie lepiej i nie potrzebował ,,opieki niańki".
Dotknął ręką swoich ściętych włosów.
Końcówki zdążyły trochę odrosnąć, lecz nie było porównania do ich poprzedniej długości. Neji pozasłaniał wszystkie lustra jakie się dało bo strata swojej największej chluby sprawiła mu ogromy ból. Z zazdrością patrzył na długie włosy Hinaty. ,,Jakie to niesprawiedliwe".
Przynajmniej wyglądał bardziej męsko. Gdyby tylko nie miał skłonności do czerwienienia się!
Ten Ten to nie przeszkadzało, podobał jej się taki. Dziewczęcy.
Gdy wszystkie rzeczy wróciły na miejsce, Neji (a właściwie jego siostra) zaprosił kilku znajomych by uczcić jego powrót do świata żywych. Przyszła Sakura, Naruto, Kiba i Temari. Dziewczyny odrazu go wycałowały, Naruto wyściskał a Kiba pocałował bruneta w policzek, co go lekko zmieszało. Zaprosił wszystkich do salonu.
Temari usiadła najbliżej niego i ciągle wypytywała jak się czuje. Przed wypadkiem często się kłócili, lecz nigdy nie na poważnie, więc jej nagła troska o jego zdrowie trochę go denerwowała. Przeżył! Zbudził się! Nie jest już bezbronny. Najwyżej ma coś z głową.
Minęło czternaście dni, a blond- majak się nie pojawił. Hyuuga powoli zaczynał mieć wrażenie, że to wszystko mu się wydawało.
Przecież było takie rzeczywiste...
Uniósł kieliszek z sake. Płyn migotał w blasku lampy. Neji zaczął okręcać go w różne strony. Po chwili zwrócił się do Kiby.
- Kiba, czy znam jakiegoś długowłosego blondyna? - powiedział cicho, zastanawiając się czy dobrze robi.
Przyjaciele popatrzyli po sobie.
- Neji, czy dobrze się czujesz? - spytała z troską Hinata.
- Oczywiście - spojrzał na nią zdezorientowany - A co?
- Nic. Po prostu dziwię się skąd ten pomysł. O ile wiem, to nie przyjaźnisz się z kimś podobnym do tego jakiego opisałeś.
- Powiem więcej - odparł swobodnie Naruto - nie przyjaźnisz się z nikim oprócz nas.
Hyuuga wypił szybko swoje sake. Głowa zaczęła go lekko boleć.
Sakura zaczęła szukać czegoś w torebce i po chwili wyciągnęła z niej pięć biletów na koncert.
- To bilety na koncert Ghypticy. Pamiętasz Neji? To ten zespół grający metal. Kupiłam je dla nas, dwa miesiące temu, dlatego jest ich pięć, ale Hinata nie może iść, więc dobrze się składa, że starczy dla wszystkich - uśmiechnęła się i podała jeden z biletów mlecznookiemu - pilnuj go jak oka w głowie.
Rozmawiali jeszcze długo, a potem wszyscy się pożegnali i Hyuuga poszedł spać.
Hinata siedziała jeszcze chwilę na dole, pijąc herbatę.
Autor: Raiah o 11:37 3 komentarze
wtorek, 8 czerwca 2010
I ,,Majaki". (DeiNeji)
Chwilowo to miałam gotowe, więc dodaję. Tak, wiem, to znowu coś nowego, ale pozostałe projekty też dodam niedługo :)
Akcja dzieje się w świecie rzeczywistym, więc z ,,Naruto" mało ma wspólnego.
Mam nadzieję, że się spodoba.
Enjoy.
**************************************************************************************
Neji spał.
Był to oczywisty, niepodważalny fakt. Nikt nie mógł temu zaprzeczyć.
Ale to nie był normalny sen. Neji nie mógł się z niego obudzić.
Nie było to spowodowane magią, zmęczeniem czy bólem.
Był w śpiączce.
Rok temu miał wypadek. Samochód zderzył się z ciężarówką. Wiele płaczu, wiele łez, wiele krwi.
A jednak żył. Dalej oddychał, dalej biło mu serce.
Więc Ten Ten nadal go kochała. Więc Hinata nadal podawała jej chusteczki w chwilach kryzysu, pocieszała ją, dalej błagała Boga by oddał jej brata.
Neji nigdy nie był sam w swoim pokoju w szpitalu.
Oczywiście, nie wiedział o tym. Czasami czuł jakiś dotyk, lecz jego mózg nie był w stanie dostatecznie zarejestrować tego faktu, by chłopak mógł jakoś na to zareagować. W swoim umyśle był całkowicie sam.
Nie czuł upływającego czasu, nie rozróżniał przeszłości ani teraźniejszości, ba, nie pamiętał nawet jak miał na imię. Myśli, jeżeli można tak nazwać niejasne impulsy, przepływały przez jego głowę, nie pozostawiając po sobie śladu. Nie potrafił przypomnieć sobie o czym pomyślał chwilę temu.
Ale czasami miał majaki. Później zapominał o nich, ale zawsze gdy się pojawiały, czuł podekscytowanie. Nie miały one oczywiście sensu, lecz były jego wspomnieniami i pokazywały mu kim jest.
Właściwie kim był.
Czarnowłosa dziewczyna, wodząca oczami za blondwłosym chłopakiem. Mężczyzna z szarymi tęczówkami, spoglądający na niego z dumą. Brunetka z pierścionkiem na palcu uśmiechająca się do niego czule...
Gdyby miał na to wystarczająco dużo energii, zrozumiałby pewnie że wizje przedstawiają jego rodzinę.
Niestety nie miał. Inteligencja, która kiedyś była jego największą dumą, pozwalała mu jednak stwierdzić, iż jedna z pojawiających się w jego głowie osób, nie była mu znajoma. Jego zmysły wyczuwały ją, lecz były zbyt zniszczone by mogły cokolwiek zdziałać.
Płynącemu w otchłani własnej psychiki, Neji'emu wcale to nie przeszkadzało. Jego ciało, choć piękne i doskonałe tak jak dawniej, było tylko warzywem, skrywającym jego ostatnią niezdobytą fortecę. To stwierdzenie nie ukoiłoby żalu najbliższych, gdyż Hyuuga był w połowie martwy. Przynajmniej dla nich.
Pewnego razu (ponieważ pojęcie czasu było poza możliwościami Nejiego) chłopak zauważył błysk światła gdzieś w ciemności. Nie była to wytworzona przez niego myśl - nie miał nad tym kontroli.
To światło nie było jego częścią.
Blask powoli drążył tunele w jego głowie i odświeżał pamięć. Skorupa jego fortecy zaczynała powoli pękać, lecz nie przestraszyło to bruneta. Przeciwnie, dodawało mu energii. Ta dziwna rzecz zachwyciła Nejiego. Poczuł jak wraca do własnego ciała i poczuł ciepło swojej skóry. Mimo że myśl odchodziła i wracała, cały czas pamiętał co się dzieje. Pamiętał nawet jak ma na imię. Nie wiedział o tym, lecz jego serce zabiło mocniej. Gdyby mógł poruszyć ustami zapewne by się uśmiechnął.
Nagle nawiedził go ostatni już, majak.
Szara plama mignęła przed nim. Znajdował się na korytarzu, który na pewno kiedyś już widział, nie przypominał sobie jednak gdzie. Nie to było jednak najważniejsze.
Stał przed nim, prawie realny, gość jego umysłu.
Był to chłopak, ciut wyższy niż Neji, może trochę bardziej umięśniony. Blond włosy miał rozpuszczone, choć część była związana w kucyk. Jego złote oczy patrzyły na bruneta z uczuciem, którego nie umiał rozpoznać a jego ręce świeciły dziwnym blaskiem, lecz chłopak się nie bał.
Stwierdził, czując nową dawkę energii, że własny majak nie może zrobić mu krzywdy.Czuł też, że nawet nie ma takich zamiarów. Przyjął więc chętnie jego obecność. Po chwili usłyszał jego głos.
Po tak długim, wypełnionym pustką czasie, ten dźwięk był dla Neji'ego jak kubeł zimnej wody. Otrzeźwił go natychmiastowo.
-,,Neji - zdecydowany lecz miły, radosny głos zabrzmiał w jego głowie - Musisz się obudzić. Otwórz oczy. Znajdź mnie. Czekam na ciebie."
Brunet chciał coś odpowiedzieć lecz nie wiedział co. Blondyn uśmiechnął się i pokręcił głową.
- ,, Kochanie - mruknął - masz zamknięte usta. Spotkamy się jeszcze."
Chłopak zaczął świecić i zmieniać się w płomień. Zaczął znikać a w myśli Neji'ego zaczęły się rozjaśniać. Usłyszał jeszcze tylko :
,,Pamiętaj, Neji".
Nagle wokół mlecznookiego wybuchło światło.
*
Dźwięk napełnianego powietrzem pudełka. Skrzypienie krzesła. Ciche pociąganie nosem. Powietrze w płucach, krew w żyłach, czucie w stopach.
To pierwsze rzeczy jakie zaobserwowały zmysły Hyuugi.
I Neji poczuł że może otworzyć oczy.
Był wolny.
Zlokalizował swoje ręce i delikatnie poruszył palcami. Zdrętwiałe, dawno nie używane mięśnie zapiekły go potężnie, lecz nic sobie z tego nie robił. Niemrawo uchylił powieki.
Znajdował się w szpitalnym łóżku. Pastelowe ściany pozwalały odpocząć wzrokowi a drewniane krzesła stały pod ścianą. Okno było otwarte i ukazywało świecący księżyc. Neji napawał się tym widokiem. Delikatnie przejechał językiem po wargach, czując metaliczny smak mieszający się z płynem dezynfekującym. Usta miał spękane i boleśnie zaczerwienione. Dotknął dłonią swoich włosów i doznał szoku. Miał je ścięte prawie do skóry. Skrzywił się, a z jego ust
wyrwał się cichy jęk. Coś zaszeleściło.
Dopiero teraz zauważył dziewczynę siedzącą na przeciwnym końcu sali. Miała pochyloną głowę, zaczerwienione oczy i powoli sączyła kawę. Rozpoznał ją natychmiast, co go lekko zdziwiło.
- Hinata! - spróbował krzyknąć, lecz głos uwiązł mu w gardle i wydobył z siebie jedynie ciche charknięcie. Jednak wystarczyło to, by dziewczyna na niego spojrzała.
- O mój Boże, Neji! - zaszlochała brunetka i podbiegła do brata, łapiąc go za rękę - Braciszku!
Łzy napłynęły do oczu Hyuugi. Objął ją mocno.
- Czekaj, zaraz zadzwonię po Ten Ten! - krzyknęła i wybiegła z sali.
Osłabiony chłopak położył głowę na poduszkę.
,,Kim jest Ten Ten?"- pomyślał. Nie mógł się dłużej nad tym zastanawiać, gdyż właśnie ktoś wpadł z piskiem do pomieszczenia i uwiesił mu się na szyi. Poczuł ból w nie rozciągniętych mięśniach i odsunął się lekko.
Stała przed nim niska brunetka, a łzy płynęły jej po policzkach. Patrzyła na niego i uśmiechała się niepewnie. Zaraz za nią stała pielęgniarka i wpisywała coś na karcie choroby.
Neji'emu od tego wszystkiego zakręciło się w głowie. Obecność nieznajomej, peszyła go, ale nie chciał być niekulturalny. Kiedy jednak brunetka nadal wyczekująco na niego patrzyła, spytał:
- Kim pani jest? Znamy się?
Zapadła cisza.
- J-jak to, n-nie pamiętasz mnie, Neji? T-to ja...
Odwrócił wzrok.
- Przykro mi...
- Jestem twoją narzeczoną - głos jej się załamał i wybiegła z płaczem.
Hinata weszła do pomieszczenia i spojrzała pytająco na Neji'ego. Opowiedział jej co się wydarzyło. Nie winiła go za ten nietakt. Miała nadzieję, że niedługo sobie wszystko przypomni.
Nalała wody do szklanki i podała ją bratu. Sama nic nie piła. Patrzyła na brata błyszczącymi oczami. Nareszcie go odzyskała.
Myśli bruneta zaprzątał chłopak z jego majaków. Zastanawiał się, czy to wszystko było prawdziwe. Chwilę później do sali wszedł tabun lekarzy, robiących mu wszelkiego rodzaju testy i nie miał czasu się niczym martwić. Wiele godzin później, zmęczony wydarzeniami, zasnął.
************************************************************************
Formy stylistyczne z krzykiem uciekły z mojego laptopa i za nic nie dały się namówić do powrotu, więc wybaczcie :( Oficjalnie obrażam się na bloggera :/
Autor: Raiah o 07:21 2 komentarze
niedziela, 30 maja 2010
^^
Dzisiaj notki nie będzie, gdyż chcę zrobić małe głosowanie ^^
Mam kilka pomysłów, więc prawem większości zdecydujcie co chcecie przeczytać:
* shounen- ai,
* lekkie yaoi,
* porządne yaoi z serii o Aleste, Treanenie i reszcie,
* ostre yaoi :D
Jak ktoś ma jeszcze jakieś inne propozycje to chętnie wysłucham ;))
Głosujcie!
Autor: Raiah o 09:18 7 komentarze
czwartek, 27 maja 2010
Kalendarz (oneshot)
************************************************************************************
Październik
W październiku padał deszcz, który nic nie wnosił do mojego życia.
Szedłem nadal wyznaczoną ścieżką, w monotonnej szarości i nikt i
nic nie mogło wypełnić mojej samotności.
W kałużach, w rynnach, w strumieniach...
Topiłem się. I bałem się, że już nie wrócę na powierzchnię.
Listopad
Zrobiło się zimniej, lecz w sercu cieplej. Ludzie przychodzili i
odchodzili, a ja ich nie zatrzymywałem. Tak było wygodniej. Ubrałem
się ciepło i przeżyłem pierwsze mrozy. Zaczął padać śnieg i pokrywać
białym puchem wszystko dookoła. A gdy zachorowałem, samotnie,
bez nikogo bliskiego i poszedłem szukać szczęścia...
Spotkałem jego.
Grudzień
Lodowate powietrze przenika mi kości. Siedziałem w domu całkiem
sam, zapomniany, sam sobie jestem winien. Odrzuciłem ich
wszystkich. Nie liczyłem z iloma spałem, liczyłem ile zraniłem.
Ani jednego. Żadnemu na mnie nie zależało.
Przepraszam, teraz, bo zapomniałem o nim.
A on przyszedł, w nocy, wypełnił mi ciszę.
Styczeń
W zdeptanym śniegu. W nadziei na słońce. Widziałem jego. Wszędzie.
Był taki kruchy, a zniszczył moją obronę. Tak łatwo mógł wypaść z
moich rąk, a kruszył moje skamieniałe serce. Było tak pięknie...
Miałem tylko jedno postanowienie noworoczne : Nie pozwolić, by coś
mu się stało, nie pozwolić mu zniknąć.
Ja, samolubny egoista.
Luty
Patrzył na pierwsze oznaki wiosny, a ja głaskałem jego piękne włosy.
Pilnowałem by nie zachorował, a gdy mu to mówiłem, śmiał się
gorzko. Nie rozumiałem. Wiedziałem tylko, że kocha mnie tak mocno
jak ja jego. Robiliśmy wszystko co chcieliśmy. Chciał wszystko zaraz,
teraz. Zgadzałem się.
Moje kochane słoneczko, moje słodkie uke...
Marzec
Siedzieliśmy razem na starej ławce. I byliśmy całkiem sami. I nic mi
nie brakowało. Obiecałem mu, że zawsze z nim będę. Mówiłem mu to
co noc, przed snem. Lub po tym jak się kochaliśmy. Nie widziałem,
jak czasem płacze w poduszkę. Stopniał ostatni śnieg i natura
budziła się do życia.
Podziwiałem w słońcu jego bladą skórę.
Kwiecień
Zrywałem mu kwiaty. Codziennie. Związywał swoje włosy w warkocz,
a ja widziałem czasem ich pasma na poduszce. Nie widziałem jego
podkrążonych oczu. Widziałem tylko jak bardzo kocha życie.
Kochaliśmy się na polanie, w domu, w lesie, w pracy. Trzymałem jego
chłodną rękę, nie patrząc na mijających nas ludzi. Całowałem jego
wąskie usta i dziękowałem przeznaczeniu, za każdy dzień z nim.
Każdy dzień był inny, każdy lepszy od poprzedniego.
To była cudowna wiosna.
Maj
Maj był ciepły. Pisał coś zawzięcie w swoim notatniku a zbłąkane
promyki przemykały przez szyby i oświetlały jego twarz. Denerwowały
go moje wieczne obserwacje, więc udawałem że na niego nie patrzę.
Nie był głupi. Wiedział o tym i gdy kończył pisać, wtulał twarz w moje
ramię a ja obejmowałem go mocno. Tak mocno jak tylko mogłem.
Ale wyślizgiwał mi się z rąk. Nie dosłownie. Po prostu czułem, że coś
jest nie tak. I nie pozwalałem mu nigdzie odejść.
Uśmiechał się wtedy, a ja czułem niepokój.
Czerwiec
W czerwcu obchodziliśmy jego urodziny. Był radosny, szczęśliwy. Dni
były długie i gorące, a noce krótkie lecz namiętne. Zwiedzaliśmy
miasto, chodziliśmy po parku. Przygarnęliśmy starego, zmizerniałego
kota z ulicy. Nie wróżyłem mu długiego życia, lecz on troskliwie się
zajmował kocurem. A ja kochałem wszystko, co on kochał.
Był wieczór, a on nagle zemdlał. Zawiozłem go do szpitala i czekałem
aż się obudzi.
I znów poczułem w sercu strach.
Lipiec
Lipiec był duszny. Temperatura wynosiła ponad trzydzieści stopni a ja
dygotałem z zimna. Tak bardzo się bałem.
Umierał.
Moja miłość, moje ukochane serduszko, mój słodki, piękny chłopiec,
mój złotowłosy, mój kochanek.
Po prostu umierał.
A ja byłem bezsilny.
Wracaliśmy ze szpitala i wtedy mi powiedział.
Nieuleczalnie chory. Od dawna. Niecały miesiąc życia.
Wiedział. Wiedział od roku. I żył pełnią życia.
Żyłem razem z nim i umierałem razem z nim.
I dopiero wtedy zauważyłem jego cienie pod oczami. Przerzedzone
włosy. Jego blada skóra...
Płakałem pół miesiąca, a przez kolejne pół chłonęliśmy życia ile się
dało. Udawał że się nie boi, więc ja też to robiłem. Oddawałem mu
tyle siebie ile tylko mogłem. To był szalony miesiąc.
Rozpaczliwa walka o ulotne chwile szczęścia.
Boże, tak bardzo go kochałem.
Sierpień
W sierpniu zasnął. Odpłynął w spokoju, z pogodnym uśmiechem na
twarzy. Zasnął by już się nie obudzić. Niosłem jego bezwładne ciało
na własnych rękach i taki włożyłem je do trumny. Tuliłem się do niego
i głaskałem jego policzki. Płakałem tak, jak nie płakałem jeszcze
nigdy. Zamknąłem jego piękne oczy a ksiądz wyrwał mi jego dłoń z
uścisku. Gdy zamknęli trumnę i złożyli go do grobu nie mogłem
wydobyć z siebie głosu. Klęczałem i patrzyłem na nagrobek z jego
imieniem. Wiedziałem co zrobię.
Niebo płakało nad nim, ciepłym, letnim deszczem.
Wrzesień
We wrześniu kończę pisać ten notatnik. Robi się zimno ale nie czuję
tego. Ogarnia mnie ta sama cisza co kiedyś. Ale już nic nie jest takie
same.
Znowu go spotkam.
Tak musiało być.
Sięgam po nóż.
Zrobię to szybko... Tęsknię.
Krew wypływa z mojej piersi. To nawet tak bardzo nie boli.
Do zobaczenia... Już niedługo...
Kocham cię.
************************************************************************************
Wiem, że krótkie, ale napisałam to wczoraj w przypływie weny i nie zrobiłam żadnych poprawek.
Autor: Raiah o 05:48 8 komentarze
Etykiety: oneshot
piątek, 14 maja 2010
We wschodach i zachodach (yaoi)
Oneshot.Bezwstydnie zasugerowałam się pewnym opowiadaniem Sylver i samo wyszło. Enjoy.
***************************************************
Mimo woli, z moich ust wyrwało się ciche jęknięcie. To było takie przyjemne... ,,Nie!" moje myśli wrzeszczały bym drapał mojego oprawcę i wyrywał się, lecz gdy poczułem jak wypełniasz mnie, mogłem jedynie krzyknąć z rozkoszy.
Byłeś taki dopasowany do mnie, wypełniałeś mnie, prowadząc do ekstazy... Nie pamiętam kiedy zacząłem z wyuzdaniem jęczeć w twoje ucho, pamiętam za to doskonale moment całkowitego zatracenia. Wiłem się pod tobą jak wynurzony z wody węgorz i minęły minuty nim doszedłem do siebie. To był zdecydowanie najlepszy seks w moim życiu.
Tak naprawdę to wcale nie mam takich ciągot. Jestem absolutnie hetero. Po prostu nie mam siły by się obronić, Tak bardzo chcę odejść...
Twoje oczy zawsze są takie puste...
*
Tak bardzo cię krzywdzę. Dlaczego? Masz prawo mnie nienawidzić. Tak. Jestem potworem. Tak bardzo boję się że cię stracę. Tylko to co ci robię, trzyma cię tutaj prawda? Strach. Powinienem zniknąć, pozwolić żyć w spokoju. Ale...tak bardzo cię kocham, w ten chory sposób...
Leżysz na łóżku, wśród zmiętej pościeli. Widzę, że nie śpisz, czuję jak ból miażdży mi serce i zaciska pętle na szyi. Nalewam wody do szklanki i kładę ją na stoliku, tak byś ją zauważył. Wiem, że pewnie jej nie tkniesz. Wiem, jak bardzo mną gardzisz. Ubieram płaszcz i wychodzę, byle dalej od twojego wzroku.
*
Znowu mnie zraniłeś. Skrzywdziłeś i porzuciłeś. Dałeś mi rozkosz i brutalnie odepchnąłeś. Kolejny raz uciekłeś z domu.
Wróciłeś kolejnego dnia. Nie dotknąłeś mnie jednak. Jak do tego doszło? Przyszedłeś pod mój dom, brudny, zaniedbany. I po prostu zemdlałeś na progu...
Przyjąłem cię pod mój dach.
I ta jedna noc, gdy się upiliśmy...
I choć chciałem byś odszedł, ty nadal tu jesteś. I nadal mnie ranisz. Nie moje ciało, potrafisz być delikatny.
Moją duszę.
*
Obserwuję jak stoisz przy oknie i patrzysz na gasnące niebo. Muszę odejść, obiecałem sobie, że już cię nie tknę. Ale gdy spojrzałeś na mnie tymi smutnymi oczyma...
Przepraszam, przepraszam, przepraszam.
*
Leżę na ziemi, a lekki strumyczek krwi spływa po moim udzie, Jestem całkiem nagi. Jestem brudny. Bolało tak bardzo, że nie mam siły wstać. Bolało tak bardzo jak za pierwszym razem.
Przymknąłem powieki.
Wyszedł i zostawił mnie.
W niejasny sposób wiedziałem, że nie wróci.
5 lat później.
Wschody słońca są zachwycające.
Minęło pięć lat a ja nadal nie mogę o tobie zapomnieć.
Jeżeli ci się poszczęści, już nigdy mnie nie spotkasz.
Mam nowego kochanka. Jest miły słodki, ma wesołe ogniki w oczach. Ale nie kocham go. Nigdy go nie pokocham. Zniszczyłeś mnie.
*
Zachody słońca są piękne.
Odkąd mnie zostawiłeś, minęło tyle czasu. Mam żonę. Mam dziecko w drodze. Ona ma taki podobny odcień włosów do twojego. I silną osobowość. Mam dobrą pracę i nowe mieszkanie. Tamten rozdział, zamknąłem za sobą...
Wracam z żoną do domu. I widzę cię. Ty też mnie zauważasz. Znowu czuję się nagi i bezbronny. I zawstydzająco podniecony. Kim jest mężczyzna obok ciebie? Bezwolnie robię krok w twoją stronę.
*
Jeżeli to sen, to rano się powieszę. Jeżeli nie, to powinienem zrobić to teraz. Patrzysz nie na mnie, ale na mężczyznę za mną. Założę się, że wiesz, kim dla mnie jest.
Ty też nie marnowałeś czasu. Ta kobieta, za plecami. Nosi twoje dziecko. Mam ochotę ją zabić. Albo uciec. Patrzę w oczy mojej miłości. Uciekam.
*
Odszedłeś. Znowu. A ja nie wykonałem najmniejszego gestu. Dlaczego stoję tu jak głupi? Dlaczego?
Moja żona patrzy na mnie, zdziwiona. Podchodzi do mnie i łapie mnie za rękę. Puszczam ją. Widzę jej niedowierzanie i słyszę stukanie jej obcasów gdy szybko odchodzi. Widzę ją, ale nie patrzę.
Pół roku później.
Wracam do domu, starego domu, w którym się wszystko zaczęło. I palę papierosy.
Nie sprzedał go, a ja wiem gdzie leżą zapasowe klucze. Zauważam otwartą szafę. Leżą tam moje rzeczy. Nie wyrzuciłeś ich.
Siadam na ziemi i chowam twarz w dłoniach.
*
Od naszego przypadkowego spotkania kochałem się z żoną tylko raz. Wykrzyknąłem wtedy twoje imię, ale o tym się nie mówi. Ani o tym, że poroniła.
To nie bolało, bo nigdy jej nie kochałem. Próbowałem wypełnić pustkę po tobie. Bo mimo wszystkiego co mi robiłeś, tak bardzo cię pragnąłem.
To już podpada pod homo, prawda?
Dawno tu nie byłem. W naszym domu.
Otwieram cicho drzwi i cię zauważam.
Powinienem się bać, powiedzieć ci byś już tu nie wracał, odejść. A jednak nie potrafię. Podchodzę do ciebie. Widzisz mnie.
*
Widzę go. Stoi przede mną. Mój ideał, który tak bardzo skrzywdziłem.
Nie mam prawa być w tym domu.
Nie mam prawa go dotknąć.
Z jego oczu płyną łzy.
- Zgwałć mnie - słyszę cichy szept.
*
- Zgwałć mnie- słyszę własny głos.
Jęknąłeś.
- Aż tak mnie nienawidzisz?! - wstajesz z podłogi lecz łapię cię za nadgarstek.
Przyciągasz mnie do siebie i obejmujesz.
Za oknem dzień chyli się ku zachodowi. Słyszę jego głos.
- Kocham cię. Tak bardzo bałem się że odejdziesz...Wybacz mi.
Już dawno ci wybaczyłem. Nie mogę powstrzymać łez.
*
Zamierasz w moich ramionach. Teraz pewnie zostawisz mnie... Nie jestem ciebie wart. Z twoich smutnych oczu płyną łzy. Delikatnie ścieram je kciukiem.
Puszczam go. Czuję jak ściągasz mi z pleców koszulę.
*
Rozbieram się. Nie prosisz o to. Potrzebuję cię. Całuję twoje usta. Po chwili czuję cię w sobie. Jęczę. Ból ustępuje powoli przyjemności.
*
Nie rozciągałem cię. Jesteś taki ciasny... Czekam byś mógł się przyzwyczaić. Nie marzyłem że jeszcze kiedyś będę w tobie. Gdy z ust wyrywa ci się jęk, zaczynam się poruszać.
Kocham cię tak mocno, że to aż boli. Dlaczego znów mi się oddałeś?
Dotykam twojego ciała, całuję twój tors, gładzę twoje ramiona. Jęczy i mocniej nabija się na mnie. Całuję jego miękkie wargi.
Wykrzykuję twoje imię, czując spełnienie i rozluźnienie.
Mimo to czuję niedosyt. Po pięciu latach...
Czuję jak blisko jesteś spełnienia. Wychodzę z ciebie prawie do końca i szybko ciągnę twoje biodra w dół. Trafiam w twoją prostatę i robię to samo jeszcze raz. Po chwili wstrząsają tobą dreszcze ekstazy.
- Kocham cię - krzyczysz głośno i opadasz na mój tors, a ja zastanawiam się, czy mi się to aby nie przesłyszało. Czuję jak moje serce zaczyna szybciej bić.
*
Gdy tylko to powiedziałem, wiedziałem że to prawda.
Gdy cię nie było, brakowało mi części siebie.
I czasami wyobrażałem sobie, że mnie dotykasz...
Zwariowałem.
Wyszedłeś ze mnie i postawiłeś na ziemię. Z twoich oczu trysnęły łzy.
Objąłem cię. Bólem przywiązałeś mnie do siebie.
Za naszymi plecami budził się dzień.
************************************************************************************
Napisałam wszystkie ,,ciebie, tobie itd." a potem już nie miałam siły poprawiać na dużą literę. Kolejny niebetowany tekst.
Byłam chora (znowu) i dlatego notka tak późno ;/
Autor: Raiah o 05:51 4 komentarze
środa, 14 kwietnia 2010
Ogłoszenie
Przepraszam że nie dodałam żadnej notki przez dłuższy czas, ale mam wirusa na laptopie i on mi wszystko powyłączał wrrr...
A ponieważ dorwałam się do tego starego grata jakim zwę mój stacjonarny staroć ( gadam bez składu i ładu) x() to notka powinna być jutro chyba że zapomnę z powodu swojej młodzieńczej amnezji (na coś trzeba zwalić) :))
Nie wiem tylko czy dać jakiegoś oneshota czy zacząć coś dłuższego, chętnie przystanę na jakąś propozycję :D
Autor: Raiah o 11:32 0 komentarze
czwartek, 25 marca 2010
Aleste (yaoi)
Dedykuję Silris i Asioce(?)
********************************************************************************
Chłopak patrzył swoimi bystrymi, zielonymi oczami na odchodzącego
mężczyznę. Poklepał wierzchowca i lekko dotknął boków konia
ostrogami by zwierzę ruszyło. Gdy zagłębili się w las, westchnął i
nabrał do nozdrzy rześkiego zapachu świeżych liści. Postanowił po
drodze do stadniny, wstąpić do wioski posilić się i nakarmić konia.
Gdy zbliżali się do osady, mężczyzna zsiadł z wierzchowca i
poprowadził go te ostatnie kilka metrów. Odmachał kilku znajomym i
przywiązał konia do płotka przy drewnianym, prowizorycznym domu.
,,Lepiej taki niż żadny" - pomyślał i wszedł do środka. Wymienił męski
uścisk z braćmi oraz ucałował matkę. Zdążył akurat na porę obiadu.
Chwilę później postawiono na stole wielki parujący garnek z dobrze
wyglądającą zawartością. Oblizał się i spojrzał na braci rzucając im
groźne spojrzenia. Po chwili garnek wręcz fruwał w powietrzu między
przepychającymi się chłopcami. Zielonookiemu udało się dźgnąć
widelcem stek i uśmiechał się zwycięsko do pozostałych. Ich
spojrzenia mówiły że zaraz nadejdzie odwet. Gdy najstarszy z
rodzeństwa właśnie ciągnął go za włosy, ich matka weszła do kuchni.
- Lerrian, puść swojego brata- westchnęła i spojrzała na
zielonookiego- Treanen co znowu zrobiłeś? Jest was piątka a robicie
więcej zamieszania niż cała wioska razem wzięta - długo nie pożyję z
waszą gromadą- pięć par oczu spojrzało na nią błagalnie - jeszcze
jeden numer a będziecie sobie gotować SAMI.
- 0j, mamuś - pocałował kobietę w policzek - Za bardzo nas kochasz,
by nas porzucić.
- A chciałam mieć słodką córeczkę, za co mnie Bóg pokarał -
pokręciła zrezygnowana głową - Znikajcie zanim zdemolujecie coś
jeszcze.
Treanen zaśmiał się cicho. Wstał z krzesła i dołączył do Lerriana,
który kierował się do stadniny. Chłopak mruknął coś pod nosem na
widok brata i poklepał karego konia po grzbiecie.
- Lerry, mogę pomóc ci dziś w obchodzie po wioskach? - spojrzał na
niego nadzieją.
- A co ci przydzielono?
- Mam posprzątać w zagrodzie dla zwierząt - skrzywił się gdy w jego
wyobraźni pojawił się obraz nie sprzątanego od tygodni chlewu i jego
okolic. Za swoje knąbrne zachowanie ojciec przydzielił mu to
haniebne zadanie. Młody mężczyzna ani myślał to robić. ,,Jestem po to
by się bić, a nie sprzątać w oborze!"
- Hah, Trey, no chcesz się wywinąć co? Pomyślimy. - zrobił krok z
zamiarem odejścia.
- Braciszku, zlituj się - złapał mężczyznę za ramię.
- Czemu miałbym? Zasłużyłeś.
- Proszę.
- Ostatni raz robię ci przysługę. Co się odwlecze, to nie uciecze
wiesz?
- Wiem- uśmiechnął się - Trea, nie Trey ok?
- Dobrze... Trey - starszy z rodzeństwa wyszczerzył zęby i podszedł do
wędrownych handlarzy jedwabiu.
****************************************************
W sąsiednich wioskach nic się nie działo, oprócz sporadycznych
rabunków, grupa jeźdźców z przed kilku dni nie wróciła do miasta.
Chłopak ziewnął i wygodniej ułożył się w siodle. Koń szedł spokojnie w
stronę kolejnej osady, więc Treanen przymknął oczy i wsłuchał się w
śpiew ptaków. Słońce wyszło zza chmur i zrobiło się przyjemnie
ciepło. Usłyszał hałas i otworzył jedno oko. Z oddali dobiegały czyjeś
podniecone głosy i szczęk metalu. Jeźdźcy przyśpieszyli. Na dużym,
zalesionym placu stali chyba wszyscy mieszkańcy wioski. W rękach
trzymali grabie i inne sprzęty przeznaczone do pracy na roli a które w
tej chwili pełniły niejako inną funkcję. Mieszkańcy sprzeczali się ze
sobą, ale ich oczy utkwione były w grupkę związanych osób stojących
na podwyższeniu. Kilka z nich klęczało, jednak żaden z nich nie
odezwał się. Mężczyźni spojrzeli na tłum i zrozumieli. Związanymi
osobami byli rabusie z niecałego tygodnia temu. Ci, dzięki którym
poznał Waliou. Spojrzał na nich z pogardą. Dał znak by jego
towarzysze podjechali z nim bliżej wściekłego tłumu. Gdy kopyta koni
zaszeleściły na żwirze oczy zgromadzonych zwróciły się na nich. Trey
przełknął ślinę. Choć nigdy by się do tego nie przyznał, poczuł ulgę
gdy Lerrian odezwał się za niego.
- Przybywamy z centralnej wioski. Czy ci mężczyźni...
- To rabusie i podpalacze! Straciliśmy przez nich wiele surowców i
złota! - przerwał mu starszy mężczyzna o butnym wyrazie twarzy -
Ukrywali się w lesie. Zrobiliśmy zasadzkę.
- Co z nimi teraz zrobicie? - spytał Trea
- Zabijemy! - podniosły się okrzyki.
Chłopak spojrzał na związanych mężczyzn. Wyglądali na ludzi, którzy
rabują opłacani przez kogoś. Byli dobrze ubrani, choć ich twarze, ręce
i nogi były osmalone, miejscami obdarte jakby byli ciągnięci po ziemi.
Białka ich oczu były dobrze widoczne na ich lekko przerażonych
twarzach. Treanen pomyślał że mimo wszystko nie zasługują na
śmierć z rąk wściekłego tłumu.
- Nie zabijajcie ich - bezmyślnie powiedział chłopak zanim zdał sobie
sprawę co robi.
Tłum spojrzał na niego ze zdziwieniem i zamilkł.
Mężczyzna zacisnął rękę na nożu schowanym w pochwie, dodając
sobie odwagi i podniósł wysoko głowę.
- Sądzę, że oni są tylko rabusiami na wynajem. Prawda?- z wachaniem
zwrócił głowę w stronę jednego z nich, chłopaka z którego twarzy nie
dało się nic wyczytać. Na pozór spokojne oczy, spojrzały na niego.
- Prawda, panie - odpowiedział bez wachania.
Tłum zaczął szeptać między sobą.
- To nie zmienia faktu że są poprostu śmieciami!
- Jeżeli tu wrócą, zabijcie ich. Jednak nie sądze by to zrobili. Niech
oddadzą zrabowane dobra...oraz naprawią szkody. Potem ich
wypuście - spojrzał na skwaszoną twarz Lerriana.
- A jeżeli spróbują uciekać?
- Przypilnujemy ich z moim bratem.
Tłum zaczął dyskutować i bez słowa ludzie zaczęli rozchodzić się do
domostw.
- Wiesz co kazałeś nam robić? Pilnować więźniów! - brat warknął na
niego cicho - Sam to rób cholero!
- Kazałbyś ich zabić?- szepnął w odpowiedzi.
Mężczyzna zawachał się, po czym popędził konia w stronę więźniów.
****************************************************
Głośne okrzyki nadzorujących pracę wieśniaków, zagłuszały odgłosy
zwalanych pni. Treanen uważnie przyglądał się więźniom, lecz w
końcu znudzony oparł się na pniu i począł przyglądać się każdemu po
kolei. Wyglądali niecodziennie. Włosy mieli w odcieniach czerwieni,
od bordowego po pomarańczowożółty i rudy. W większości mieli je
krótko obcięte w finezyjne wzory jednak jeden z nich się wyróżniał.
Króczoczarne włosy upięte w kok wysadzaną drogocennymi
kamieniami klamrą błyszczały w niemiłosiernych promieniach słońca.
Gdy postać się odwróciła stwierdził iż to ten sam chłopak, który
odpowiedział mu na ,,Wielkim Przesłuchaniu". Dopiero teraz zauważył
że jego skóra pokryta była białym pudrem tworząc całkowitą maskę.
Trean nigdy czegoś takiego nie widział. Niemalże żółte oczy spojrzały
na niego nie wyrażając żadnej emocji. Zezłościło go to. Podszedł do
jednego z więźniów z włosami koloru burgundu.
- Kto jest waszym przywódcą?
- Nie ma go tutaj panie - wycedził niechętnie mężczyzna.
- Kłamiesz - przyłożył mu do gardła nóż, z którym się nigdy nie
rozstawał. Miał z nim związane parę miłych wspomnień.
Tamten nie odpowiedział znając swoją sytuację jednak Trea usłyszał
za plecami spokojny głos.
- Ja - odpowiedział żółtooki.
- Rozumiem - właśnie takiej odpowiedzi oczekiwał. Schował nóż i
pociągnął czarnowłosego za linę na szyi. Posadził go na konia, cały
czas trzymając mocno pętlę i usiadł za nim. Gdyby boss próbował coś
kombinować, zaciśnie sznur. Złapał wodzę i ruszył do swojej wioski
układając w głowie jakiś plan.
- Powinieneś się cieszyć że nie musisz już ścinać drzew na nowe
chaty. Pomożesz mojej matce w gospodzie - szepnął mu do ucha.
Podróż przebiegła spokojnie, choć niebo zachmurzyło się i zaczęło
kropić. Chłopak rozpuścił długie włosy więźnia i usłyszał cichy
warknięcie. Zaśmiał się cicho, lecz po chwili jęknął niemo. Jechali w
deszczu i niechętnie ich ciała przylegały do siebie. Poczuł jak robi mu
się gorąco i starał za bardzo nie ruszać się w siodle bo ciągle ocierał
się o mężczyznę z przodu. Zimne podmuchy wiatru rozwiewały włosy i
roznosiły ich lawendowy zapach. Żółtooki napewno poczuł już że
Treanen jest podniecony. Syknął cicho i przesunął się do przodu.
Chłopak poczuł że jest zażenowany jak jeszcze nigdy. Gdy dojechali,
szybko zszedł i pociągnął czarnowłosego za sobą. W domu było pusto
co było rzadkością i musiało oznaczać że rodzinka jest na jakimś
zebraniu. Nie zastanawiał się jednak nad tym dłużej. Ponieważ teraz
lało jak z cebra, stwierdził że znajdzie trochę deszczówki. Podszedł do
niewyrażającego jakichkolwiek emocji mężczyzny i spojrzał na niego
butnie. Włożył palca do wody, a następnie dotknął nim twarzy więźnia.
Mokra kropka spłynęła z jego policzka, lecz był on tak samo biały jak
wcześniej.
- Jak się nazywasz?
- Aleste - odparł.
- A nazwisko masz? - odparł rozdrażniony niezachwianym spokojem
mężczyzny.
- Seiahn.
- Rozumiem - jego nazwisko nic mu nie mówiło, ale zdawało mu się że
gdzieś już je słyszał.
- Pokaż mi swoją twarz.
- Nie - usłyszał coś na kształt śmiechu. Gorzkiego śmiechu.
Przyciągnął go do siebie i ponieważ żółtooki wyglądał na słabszego
od niego, zdjął z niego siłą jego ubranie i zostawił na nim tylko długą
do uda, białą koszulę. Siłą pochylił go tak, że mężczyzna klęczał przed
balią z wodą poczym siłą zanurzył w niej jego twarz. Tamten szybko
wychylił głowę parskając. Wyglądał pięknie, mokry i blady. Treanen
kierował się tylko instynktami, a patrzenie na tortury Alesta sprawiały
mu ogromną rozkosz. Nie poznawał sam siebię. Gdy na potkał
spojrzenie mężczyzny zobaczył w nim gorycz i smutek. Zamierzał
puścić chłopaka, lecz gdyż stał za nim, otarł się o niego i usłyszał
cichy jęk z ust chłopaka i drżenie. Gdyby nie był w tamtym momencie
rozgorączkowany pewnie by go to zdziwiło lecz teraz poprostu
przeważyło szalę. Obrócił Alesta i wpił się w jego wargi, jedną ręką
odpinając spodnie. Ponieważ mężczyzna nie miał już tej części
garderoby, zdjął mu tylko koszulę i począł robić malinki na jego
torsie, drugą ręką dotykając męskości chłopaka. Wiedział że jeżeli
teraz się nie wycofa to nie będzie odwrotu. Spojrzał na twarz Seiahna
i zamarł. Usta miał rozchylone i czerwone a oczy błyszczały. Widział
jego emocje i poczuł ekstazę. Wiedział że powinien przygotować
Alesta ale chybaby zwariował musząc czekać choć chwilę dłużej.
Żółtooki też to widział ponieważ poślinił swoje palce i pomagał
Treyowi. Ten przyciągnął szybko jego biodra i zaczął się chaotycznie
poruszać. Po chwili jednak zdał sobię sprawę że krzywdzi chłopaka,
gdyż w jego oczach pojawiły się łzy. By pomóc mu się przyzwyczaić
zaczął poruszać dłonią na jego członku i gdy Aleste się rozluźnił
zaczął się poruszać coraz szybciej. Słyszał głośne jęki mężczyzny i gdy
tamten wyszeptał prośbę by przyśpieszył, zaczął posuwać go jak
szalony. Usłyszał westchnięcie i wytrysk mężczyzny i niemal widział
przed oczami czerwone plamy. Po chwili poczuł ogarniające go
spełnienie w każdej komórce swojego ciała z siłą tsunami i zmęczony
opadł na Alesta. Pogładził jego piękne czarne włosy z dziwnym
rozczuleniem. Powoli wyszedł z niego i położył się obok. Spojrzał w
żółte oczy. Chłopak uśmiechnął się do niego zawadiacko choć z
pewną dozą rezerwy.
- Jak cię zwą zielonooki?
- Treanen. Z nazwiska Lauy Tenn.
- Dobrze wiedzieć - zaśmiał się i pocałował go gorąco.
****************************************************
Trzy miesiące później.
Treanen stał na tarasie swojego nowego domu i patrzył na
zachmurzone niebo. Ciszy nie zakłócało nic oprócz szumu wiatru w
koronach drzew i odgłosu fletu. Uśmiechnął się do siebie i podszedł
do ,,źródła dźwięku" czerwone usta oderwały się od instrumentu i
złączyły się z jego ustami w geście rodzącego się uczucia. Spojrzał w
żółte oczy kochanka ( <-czy po trzech miesiącach to już podchodzi
pod miano kochanka, Silris? ^^).
- Twoja cera już jest taka biała, to nie puder, pięknie - powiedział
nawiedzonym głosem. Ciągle nie mógł uwierzyć że w końcu wygrał
batalię i siedzi w swoim domu ze swoim kochankiem. Westchnął do
swoich wspomnień.
Po wspólnej nocy udał się do Lerriana gdyż był nie tylko jego bratem
ale też przyjacielem. Poczuł zawód. Brat nie tylko go nie wysłuchał,
ale też chciał powiedzieć o tym reszcie braci. No cóż, on też nie był
bez winy, zaszantażował go czymś czego później żałował. Poszedł
porozmawiać z ojcem na temat budowy jego domu. Gdy ojciec
dowiedział się przypadkiem że Aleste jego ,,chłopakiem" wpadł w
szał. Nie mógł jednak nic poradzić choć rodzina traktowała go jakby
był już wyklęty. Dyonil, drugi z kolei najstarszy z jego braci powiedział
mu że faktycznie słyszał gdzieś nazwisko Seiahn. Była to potężna
rodzina powiązana z mafią. Chcąc, nie chcąc, Aleste opowiedział mu
o swojej przeszłości. Treanen wybaczył mu ją ponieważ rozumiał że
chłopak nie miał za dużego wyboru. Ponieważ jednak nie był w
rodzinie nikim ważnym nie będą go szukać. Powiedział mu też z
czasem że jest bękartem. Trea nie rozumiał obaw kochanka i nie
obchodziło go kim był on w przeszłości. Mieli siebię. I tyle.
Jakiś miesiąc temu wypuszczono więźniów i chłopak bał się że Aleste
odejdzie. Tego dnia, kochanek wyznał mu miłość.
Razem stali i patrzyli na oddalających się jeźdźców.
Treanen wiedział że odnalazł swoje miejsce u boku żółtookiego i że
już nigdy nie będzie pomagał złamanym sercom innych mężczyzn.
Miał nadzieję że Waliou jest szczęśliwy.
On jest i to cholernie.
**********************************************************
Jeżeli ktoś to przeczyta to niech to skomentuję jakoś proszę, bo natrudziłam się z tym cholerstwem.
Autor: Raiah o 08:21 1 komentarze
Etykiety: yaoi
niedziela, 21 marca 2010
...
Zastanawiam się nad dodaniem oneshota w najbliższych dniach czy zacząć coś dłuższego dzisiaj.
Cóż nie mam żadnej motywacji, to mnie trochę gasi.
Autor: Raiah o 08:34 0 komentarze
niedziela, 7 marca 2010
4.Początek na Wzgórzach Wiśni (koniec)
Dla tej wrednoty, bety, Yo Ane.
*************************************************
Zmierzchało. Czarne, gradowe chmury zbierały się nad koronami drzew. Poczuł mokrą krople na ramieniu. Przyśpieszył. Wiatr był coraz bardziej
porywisty, rozwiewał jego włosy i stawiał opór przy każdym kroku. Deszcz zacinał mu prosto w twarz i chłostał z mocą. Zmoczony i zdeterminowany
Myahuay kierował się w wyższe partie gór. Trząsł się z zimna. ,,Ailoh tak szybko wyszedł. Ubrał się tylko w tunikę. Myahuay ty idioto." Było już niemal
czarno. Mężczyzna nie zwolnił, nie zatrzymał się, biegł na oślep. Niebo przecięła błyskawica. Usłyszał huk i trzask. Nagle uslyszał przeraźliwy wrzask.
Ten głos rozpoznał odrazu.
- Ailoh! Nie!
Pobiegł co sił w nogach, potykając się i raniąc boleśnie, w kierunku, z którego usłyszał głos chłopaka. Zatrzymał się przerażony. Poczuł jak staje mu
serce. Jak obłąkany kucnął z oczami utkwionymi w ciało. Ailoh leżał przygnieciony przez konar młodego drzewa. Pień nie był jeszcze bardzo szeroki, ale
upadek mógł okazać się śmiertelny.
- Ailoh...- pogładził chłopca po policzku.
Zauważył że powieki chłopaka poruszyły się i otworzył oczy. Z nadzieją, zdjął konar z mężczyzny. Uniósł go lekko do góry za ramiona.
- Myah...- usłyszał cichy głos.
- Ailoh, przepraszam, nie umieraj - jęknął rozpaczliwie.
- To...boli...
- Błagam, żyj! Posłuchaj, byłem zły i rozgoryczony, ja... - wreszcie zrozumiał swoje uczucia. Poczuł jak żołądek podchodzi mu do gardła - ja...cię kocham!
Łzy leciały mu z ich oczu. Ailoh przyłożył rękę do policzka Myaha. Ten ostrożnie podniósł go z ziemi. Serce mu się krajało widząc ból w oczach
ukochanego. W myślach błagał by duchy nie pozwoliły mu umrzeć. Nie wiedział, w którą stronę się skierować.
- Ailoh...
- Idź...w górę. Kawałek z tąd jest chata uzdrowiciela. Szybciej, ja... zasypiam...
Myahuay szedł jak najszybciej umiał, ale bał się że zrobi krzywdę ukochanemu. Całą siłą woli powstrzymał się, by nie przerzucić ukochanego przez
ramię i nie popędzić naprzód. Bał się. Okropnie się bał. Powoli ogarniała go rozpacz. Szedł i czuł jak ciałko chłopaka zimnieje. Zauważył w oddali blask
pochodni.
- Chata uzdrowiciela!- krzyknął i popędził w kierunku światła.
Na zielonym pokryciu, w strugach deszczu, siedział stary, pomarszczony niczym suszona śliwka, całkiem siwy staruszek. Broda sięgała mu kolan. Ujrzał
ich i wstał szybko, wręczając Myahuayowi zioła i ostrą w zapachu maść. Spuścił nogi Ailoha na ziemię i pomógł przenieść chłopca do wnętrza chaty.
Myah trząsł się ze strachu o Ailoha i zdenerwowania, ufał jednak sprawnym i pewnym ruchom starca, gdy ten smarował emulsją otwarte rany
ukochanego. Wskazał też ręką na bukłak z wodą i nakazał napoić nim pacjenta. Serce Myahuaya skakało z radości, widząc jak usta kochanka nabierają
koloru a policzki różowieją. Czuł się jak jeszcze nigdy w życiu. Spłynęła na niego niewyobrażalna ulga. Pochylił się do ucha mężczyzny i szepnął;
- Ailoh jestem tu z tobą. Twój. Na zawsze - uśmiechnął się czule i spojrzał w ukochane oczy.
- Na zawsze.
*************************************************************************************
- Kolacja! - delikatna męska dłoń, ciągnęła go w stronę salonu. Myahuay nie oponował zbytnio. Spoglądał na tę roześmianą twarz z lekko wystawioym
różowym języczkiem, ubranego w czerwony fartuch.
- Już idę moja kobieto - uśmiechnął się zadziornie.
Alioh posłał mu mordercze spojrzenie. Nie gniewał się jednak długo, tylko wepchnął mężczyznę do salonu.
- Pachnie wyśmienicie
- Wiem - wyszczerzył się.
- Nie szczerz się tak - powiedział Myah z poważnym wyrazem twarzy.
- Dlaczego?
- Bo będę musiał scałować ci ten uśmiech - objął chłopaka - Choć i tak to zrobię - uśmiechnął się i złączył ich usta.
Myahuay pomyślał o tym wszystkim co go spotkało.
I dziękował niebiosom za to.
*********************************************************************************
Krótkie i przesłodzone, wiem, ale inaczej się zakończyć nie dało :D
Mam już kilka nowych pomysłów więc notka będzie niedługo ;)
;*
Autor: Raiah o 13:33 1 komentarze
Etykiety: yaoi
czwartek, 4 marca 2010
Ty.
Twoje usta. Twoja blada cera. Twoje niebiesko-zielone oczy, które są
trochę inne zależnie od światła. Twoje jasnobrązowe włosy, którym
pozwoliłeś trochę urosnąć. Twój głos. Twoje ciepłe ciało. Twoje palce,
twoje ręcę, twój uśmiech. Twoje piękno w środku i na zewnątrz.
Twoje skupienie gdy grasz. Twój wzrok, którego nie mogę
rozszyfrować. Ty.
Chcę dotknąć twoich ust, pogłaskać cię po policzku, zachwycić się
jego fakturą. Chcę obserwować twoje oczy gdy jesteś w cieniu, gdy
patrzysz na zachodzące słońce, lub wtedy, gdy jest w zenicie. Chcę
wpleść palce w twoje włosy i wdychać ich zapach. Chcę ci powiedzieć
żebyś ich nigdy nie ścinał. Chcę usiąść koło ciebie i byś szeptał do
mnie, by twój głos przepływał przez moją głowę i spłynął jak balsam
na moje serce. Chcę byś mnie przytulił, ale nie tak krótko, chcę
wtulić się w ciebie, chcę czuć twoje silne ramiona obejmujące mnie.
Chcę byś mnie nie wypuścił z nich dopóki nie stracę oddechu i nie
padnę martwy na posadzkę. Chcę całować twoje palce, twoje ręcę,
chcę całować twoje usta, o których marzę, każdy centymetr twojej
skóry. Chcę poznać całą twoją duszę i całe twoje ciało, chcę ukochać
każde twoje westchnienie i łagodzić cię gdy jesteś zdenerwowany.
Chcę być twoją tarczą, murem, wyzwoleniem. Chcę byś pokładał we
mnie, ufał we mnie, kochał we mnie, był we mnie. Chcę umrzeć za
miłość w twoim spojrzeniu, umrzeć za radość, wdzięczność, za
wszystko oprócz litości. Chcę cię zrozumieć. Chcę ciebie dla siebie,
tylko dla siebie, zawsze dla siebie.
Kocham Cię.
****************************
Wiersz mojego autorstwa, w pierwowzorze hetero ale ostatnio chodzą mi po głowie wiersze boyxboy. Proszę nie kopiować ani nie podawać jako swoje a będę przeszczęśliwa.
:) Notkę dodam niedługo.
Autor: Raiah o 07:40 1 komentarze
Etykiety: Wiersze
czwartek, 25 lutego 2010
Komunikat
Nowa notka będzie, jak ktoś skomentuje poprzednie bo chyba nikt tego nie czyta, więc nie będę się męczyć i się zawodzić.
Autor: Raiah o 07:49 1 komentarze
czwartek, 18 lutego 2010
3.Początek na Wzgórzach Wiśni
Myah leżał głową w poduszce i wdychał jej liliowy zapach. Skóra nie
była mocno napięta więc krew nie spływała mu już po plecach. Czuł
się jednak jakby ktoś przypiekał go rozżarzonym prętem. Jęknął z
bólu.
- Odpręż się - poczuł jak ktoś delikatnie siada na jego tyłku i wciera
chłodną maść w jego rany. Mimo pieczenia krew w nim zawrzała.
Bólu prawie nie czuł, ale wszystkie mięśnie mu się spięły i miał
nadzieję że Ailoh tego nie zauważy. Czuł długie, chłodne palce na
plecach, łagodnie krążące po jego barkach. Chciał powiedzieć jakiś
komplement tak uzdolnionemu masażyście ale poduszka skutecznie
zatkała mu buzię i wolał się nie poślinić. Przymknął oczy i skupił się
na cudownym dotyku dłoni. Jedna z rąk zaczęła umiejętnie masować
jego głowę i bawić sie jego krótkimi włosami. Zawsze przy tym
zasypiał. A nie chciał teraz tak po prostu zasnąć... Po chwili już
głośno chrapał.
Po jakimś czasie zbudził się gdy poczuł jak dłonie Ailoh badały jego
usta, twarz. Otorzył oczy by pokazać że już nie śpi. Gdy palce chciały
oderwać się od jego skóry, przytrzymał jej rękę. Wiedział że i ona to
czuje. Prąd przepływał przez ich ciała. Wziął powoli jednego palca
dziewczyny do ust. Usłyszał jak dziewczyna gwałtownie nabiera
powietrza. Przeniósł usta na nadgarstek i przygryzł wrażliwą skórę
zapewne robiąc malinkę. Następnie przeniósł usta na ucho i polizał je,
przygryzając płatek. Gdy chciał ją pocałować, Ailoh delikatnie położyła
palec na jego ustach.
- Nie. Rano.
Poczuł że wstaje i wychodzi z pokoju. Był zdziwiony ale przygotowany
na odrzucenie. Pomyślał że posłucha rady swojej opiekunki i prześpi
się. Zamknął oczy i wyrzucił wszelkie myśli z głowy.
Świt jego zdaniem przyszedł za szybko.
XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX
( czas rzeczywisty - przypominam, cała akcja jest wspomnieniami
Myaha! dop.od.autorki)
Myah powoli uniósł powieki i ujrzał że jest już ciemno. Potrząsnął
głową a z jego włosów wypadło kilka płatków wiśni. ,,Chyba zapadłem
za głęboko w podświadomość. Huh." Powoli złość z niego uchodziła i
ustępowała miejsca smutkowi i rozżaleniu. Było tak dobrze.
Naprawdę dobrze. I chyba tak jest nawet lepiej. A on to z własnej woli
porzuca. I co z tego że się pomylił? Jest ok. Dostał więcej niż mu się
należy. Powinien zapomnieć... albo coś zrobić.
Myahuay podjął już decyzję.
XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX
,,Otworzył oczy i zamiast ciemności zauważył światło wlewające się
do pokoju. Zrozumiał. To już dziś. Wyskoczył z łóżka w poszukiwaniu
Ailoh. Chciał wreszcie zobaczyć kobietę, która tak długo się nim
zajmowała i tyle dla niego znaczyła. Skierował się do pokoju
gościnnego. Pierwsze co zauważył, to mleczne ciało leżące w
pościeli. Delikatnie obrysowane plecy a na nich burza
ciemnobrązowych włosów o miedzianym blasku. Jego gość widocznie
spał nago. Nagle ciałko obróciło się i lekko przykryło od pasa w dół
kołdrą. Mężczyzna pomyślał że coś jest nie w porządku. Podszedł
bliżej a świadomość uderzyła w niego z całą mocą. Poczuł jak osuwa
się na ziemię. Oparł głowę na rękach. Było mu słabo. Zamknął oczy.
- Myah coś się stało? Jak tu weszłeś? Mogłeś upaść! - usłyszał
zmartwiony głos nad sobą. Otworzył oczy i spojrzał w górę.
- Ailoh...Dlaczego? Dlaczego?
Smutne oczy stojącego przed nim chłopaka błysnęły nagłym zrozumieniem.
- Nie pytałeś, a ja wiedziałem że lepiej byś nie wiedział.
- Dlatego szeptałeś - powiedział z goryczą i wyrzutem.
- Myah, kocham cię! - wybuchnął. Złapał mężczyznę za ramiona a z jego oczu popłynęły łzy. Myahuay odwrócił wzrok.
- Myślałem że jesteś kobietą. Pozwoliłeś mi tak myśleć! Okłamałeś
mnie!
- Strażnik mi kazał tak zrobić. Powiedział że inaczej nie przyjmiesz
mnie.
- Ailoh... Odejdź - brzydził się nim i czuł gorycz.
Po policzku chłopaka spłynęły łzy. Nieporadnie wstał.
- Wybacz mi kiedyś.
Mężczyzna nic nie powiedział. Usłyszał odgłos zamykanych drzwi i
pozwolił uczuciom wypłynąć. Łza spłynęła po jego policzku a późńiej
następna. Poczuł rozpacz, następnie złość, zaczął wszystko niszczyć,
aż w końcu poczuł się wyrzuty. Nic nie czuł."
XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX
(teraźniejszy dop.)Ale jest tu i teraz. Myah biegł jak najszybciej mógł.
****************************************************
Łatwo się pogubić z tymi odniesieniami bo nawiązuję tu do pierwszej
części czyli tego co dzieje się TERAZ natomiast reszta to
wspomnienia (czyli ślepota,poznanie Ailoha aż do rozstania). To nie
jest ostatnia część, będzie jeszcze jedna :)
Autor: Raiah o 06:06 1 komentarze
wtorek, 9 lutego 2010
Romance cz.II (ostatnia)
Dawno nie dodałam notki, jestem niedobra :(
********************************************************************************
Waliou ziewnął i otworzył oczy. Zasłony były rozsunięte i światło
wpadało do środka. Mężczyzna potarł oczy ręką i wysunął się z
pościeli. Wokół była cisza, drzwi były zamknięte a na stoliczku
zauważył zapasowy kluczyk. Spojrzał?Zauważył szklany wazon z
czerwoną różą. Uśmiechnął się pod nosem. ,,Stara znajoma zapewne
przewidziała, że zostanę na noc. Ja... Muszę z nią porozmawiać.
Romance..." Rozmarzyl się. Ubrał koszulę i naciągnął spodnie.
Usłyszał szczęk zamka.
- Romance? - odwrócił się i poczul zawód.
- Nie kochaniutki, to ja. Dobrze spałeś?
- Tak- uśmiechnął się - Gdzie jest Romance?
- Romance... wiesz, kazał tak na siebie wołać od dzisiaj. Właśnie
czesze włosy.
- Matyś, skąd go wzięłaś?
Kobieta spuściła wzrok.
- Jego... przyjaciel go przyprowadził. Biedny chłopak był cały
posiniaczony. Jestem pewna, że to ten facet je zrobił.
- Skurwisyn- syknął Waliou przez zęby - Jeżeli go spotkam, zabiję go.
- Romance jest moim najdroższym nabytkiem. Tak łatwo go z tąd nie
wypuszczę.
Meżczyzna zacisnął pięść.
- Matyś...- przerwał. Do pokoju wszedł Romance. Uśmiechnął się do
Waliou.
- Zostawię was- szepnęłakobieta i wysżła.
- Nie wiem jak się zachować...
- Waliou - przypomniał mu.
- Tak...teraz poprostu...wyjdzisz?
- Zazwyczaj tak robię.
Zapadła cisza. Waliou odwrócił wzrok i powiedział:
- Romance, chcialbym byś poszedł ze ze mną.
Szklanka, którą trzymał chłopak upadła na ziemię i pękła. Chłopak
kucnął i zaczął zbierać odłamki.
- On cię skrzywdził prawda? Ten chłopak...to on był tym pierwszym?
Ręka młodzieńca zacisnęła się na odłamku i zaczęła krwawić. Ten
jednak nie zwrócił na to uwagi, tylko zamarł w bezruchu. Drgnął i
szepnął powstrzymując łzy.
- Ja go kochałem... a on mnie wykorzystał, zranił i sprzedał. Poniżył
mnie i zostawił bez niczego. Dlaczego?
- Romance- podszedł do chłopaka i go objął.
- Proszę... będziesz miał tam wszystko co chcesz.
- Ta kobieta... powiedziała mi ż jeżeli będę "grzeczny" da mi jego ades
i wypuści mnie. Bym mógł się zemścić.
Waliou zbyt dobrze znał kobietę, by wierzyć że to uczyni.
- Ona tego nie zrobi, znam ją...
- A ja nie znam ciebie - te słowa zabolały najmocniej- Przyszedłeś tu
wczoraj by kochać się z jakimś facetem, nie? Kim jesteś? Zawsze
dostajesz to czego chcesz hm? Nie znam cię Waliou. A to co się ze
mną stanie, zależy wyłącznie od mojej ,,szefowej".
Chłopak podniósł się i ubrał buty. Spojrzał namężczyznę i pocałowal
go lekko w usta. Po zbyt krótkiej chwili puścił go i wyszedł z pooju.
Waliou jeszcze nigdy nie płakał. Był rozpieszczonym dzieckiem
swoich przybranych rodziców. Byli bardzo bogaci. Zginęli przez
powiązania z mafią. Mężczyzna jednak nigdy zsię z nimi nie
kontaktował. Co prawda miał mały udział w handlu kokainą sam
jednak wolał od używek cielesne zabawy. Teraz wolałby już nigdy tu
nie wrócić. Czuł się zraniony, odepchnięt. Padł na łóżko, ale
przypomnialy mu się wczorajsze wydarzenia i natychmiast się
podniósł. Poprawił ubranie, wziął kluczyk ze stolika. zamknął drzwi i
nie obejrzał się za siebie.
Dwa tygodnie. Minęło. Waliou siedział na ulubionym wierzchowcu i
rozmyślał. Zapłacił właścicielce burdelu i wyszedł bez słowa.
Wyjechał z miasta. Właśnie jechał przez las. Byl gęsty, niiebezpieczny.
Mieszkały w nim wyrzutki społeczeństwa. Nagle koń zarżał. Jacyć
jeźdźcy przejechali koło niego i koń stracił równowagę. Przewrócił się
na bok. Waliou zdążył zeskoczyć z niego ale poczuł jak czyjeś ręcę
oplatają go. Ktoś uderzył go czymś ciężkim w głowę i mężczyzna
stracił przytomność.
Jakiś czas później chłopak usłyszał hałas i otworzył oczy. Zauważył że
jest związany. Przyglądały mu się trzy pary oczu.
- Byłeś z nimi? - zapytał jeden z nich.
- Z kim?
- Z tymi złodziejami, do cholery! - zdenerwował się chłopak na oko w
jego wieku.
- Jakimi złodziejami? Mówisz o tych mężczyznach którzy prawie
zepchnęli mnie do rowu?
Zamilkli i spojrzeli po sobie. Chłopak (najwyraźniej przywódca),
rozwiązał go.
- Chyba jesteś niewinny. Ci mężczyźni niszczą nasze domy i kradną
nasze pieniądze oraz jedzenie.
Waliou spojrzał na niego.
- Więc jestem wolny? Pomożesz mi wrócić do miasta?
- W końcu jestem ci coś winny. Pojedziemy twoim koniem, zostawię
cię tam i wrócę na nim z powrotem. Odstawię go do twojej stajni jeśli
mi ją pokażesz.
- Dobrze - Waliou obejrzał mężczyznę. Był opalony, a brązowe włosy
były krótko ścięte. Niektóre kosmyki opadały mu na oczy. Wyglądał
jak rozbójnik. Bardzo ponętny rozbójnik. Pomyślał o chwili
zapomnienia.
Chłopak najwyraźniej układał coś na półkach a w końcu zostali w
pomieszczeniu sami. Waliou wstał a mężczyzna obrócił się w jego
stronę.
- Coś jeszcze mogę dla ciebie zrobić? - brunet chyba wyczuł jego
nastrój i spojrzał na niego soczyście zielonymi oczami. Jego pozycja
wyrażała chęci.
- Właściwie to tak. Pewnien chłopak dał mi niedawno kosza. Bolało.
Kochaj się ze mną.
Mężczyzna uśmiechnął się do niego i wziął nóż. Zanim Waliou zdążył
zareagować chłopak wpił się w jego usta. Rękę z nożem dał za jego
głowę. Chwycił włosy mężczyzny i ściął je blisko głowy. Upuścił nóż i
kosmyki platynowych włosów na ziemię.
- Teraz nie będziesz myśleć o nim gdy jesteśmy razem - wymruczał.
Kochali się namiętnie, długo i kilka razy. Waliou pozwolił chłopakowi
być seme. Nie chciał być w nikim opróc Romance. Ich ciała zespalały
się ze sobą i nie liczyło się nic poza tym. Przez chwilę nie czuł bólu
złamanego serca.
Zbudził się leżąc pod chłopakiem. Czuł ciepło jego ciała, nacisk na
skórze i zapach jego potu, lecz pomyślał o ukochanym. Tęsknił za nim.
Za jedną krótką nocą z nim spędzoną. Jak tak szybko mógł tak bardzo
pokochać tego chłopaka? Nigdy nie przywiązywał się uczuciowo, był
zmanierowanym dzieciakiem, potem zepsutym mężczyzną. A teraz,
oddałby wszystko by być blisko Romance.
Jego kochanek zbudził się i spojrzał na smutną twarz Waliou.
- Jedź do niego. Nie odrzuci cię - szepnął.
Mężczyzna spojrzał na niego.
Godzinę później jechali już na koniu.
Pięć godzin później stanęli przed bramą do miasta.
Brunet pocałował go mocno w usta a zielone oczy śmiały się do
niego. Pchnął go lekko do przodu. Westchnął i postanowił nie poddać
się tak łatwo. Ruszył przed siebie, a po chwili usłyszał odgłos
odjeżdżającego jeźdźca.
*
- Matyś...- zasiadł na niewielkim, okrągłym fotelu.
- Tak kochaniutki? Chciałeś coś? - uśmiechnęła się przymilnie.
- Chcę wykupić Romance.
Twarz kobiety momentalnie stężała.
- Waliou, wiesz o co mnie prosisz? To mój najlepszy nabytek!
- Zapłacę. Ile zechcesz.
- Człowieku, on jest inwestycją. Jest warty fortunę - parsknęła.
Waliou wyciągnął rękę z kopertą w stronę kobiety. Ta otworzyła ją.
Przeliczyła pieniądze i spojrzała zdziwiona na mężczyznę.
- Idź po niego - powiedziała cicho.
Zanim wyszedł spytała:
- Jesteś gotów tyle zapłacić za jednego chłopaka?
Mężczyzna obrócił się i spojrzał na nią.
- To nie jest jakiś tam chłopak. To Romance.
Podszedł do drzwi pamiętnego pokoju. Spojrzał przez szparę w
drzwiach. Romance siedział na stole i trzymał w ręku TĄ różę.
Wyrywał pojedyńcze płatki i rzucał na ziemię. Oczy miał szkliste.
Przymknął je. Po policzku spłynęła łza.
Mężczyzna wszedł do środka.
Nie liczył na wzajemność Romance'a. Mógł nadal kochać tamtego
mężczyznę, może bał się że ktoś go skrzywdzi.
A Waliou mógł dać mu siebie i oczekiwać że ukochany go przyjmie.
Wykupił go. Mógł teraz robić co chce, iść gdzie chce, lub zostać z
nim.
- Jesteś wolny - rzucił.
Czerwone oczy spojrzały na niego z niepokojem i żalem.
- A zemsta?
Waliou uśmiechnął się gorzko.
- Mam jego adres.
Chłopak spuścił wzrok.
- Słyszałeś co powiedziałem jak już zasypialiśmy?
- Tak - zaczerwienił się.
- Kocham cię. Zostań ze mną. Poznaj mnie.
Romance uśmiechnął się nieśmiało.
- Ja...- zawachał się - Pocałujesz mnie?
Waliou podszedł do niego i pocałował go najczulej jak umiał.
Autor: Raiah o 07:26 1 komentarze
Etykiety: yaoi
wtorek, 26 stycznia 2010
Romance cz.I (yaoi)
Moje pierwsze yaoi, dodam że dwuczęściowe. Pewnie mi nie wyszło
(bo moja beta znosi shonnen-ai ale yaoi to dla niej kres możliwości)
ale wena mnie zmusiła by je napisać i opublikować :0 Muszę też
chyba sprostować conieco o Myahuayu i Ailohu. Ale to pod notką. ^ ^
***************************************************
Waliou gładził swoje długie złociste włosy. Zmrużył oczy z
przyjemnością. Służąca wmasowywała mu lawendowy olejek na
kręgosłup, gdy inna ubierała go w kaszmirowy szlafrok. Zamruczał.
Wyją z szuflady krótki sztylet, który nosił na wszelki wypadek i
schował go za pas kimona. Zrobił ostatnie poprawki i wyszedł z domu.
Na głowę założył ciemny kaptur. Dyskrecja była podstawą w ciemnych
zaułkach miasta.W powietrzu unosiła się wilgoć a kwaśne krople
deszczu kapały i osiadały na płaszczach jego i jego świty. Starł krople
potu z czoła. Czuł podekscytowanie, mimo że miejsce do którego się
kierował odwiedzał już nieraz. Jednak tym razem oczekiwał
niespodzianki. Odruchowo potarł ręce. Przyśpieszył kroku. Stary,
czerwony neon jaśniał nieśmiało nad zniszczonym budynkiem. Miejsce
w którym powinny być okna zalepione były papierem ryżowym. Wszedł
do pomieszczenia. Pierwotny zapach stęchlizny próbowano
zamaskować wonnymi kadzidłami jednak zwiększało to zaduch.
Różnokolorowe, kwieciste lampiony, rozświetlały wnętrze. Korytarz
rozgałęział się, tworząc mały labirynt. Delikatny dźwięk skrzypiec,
niesiony gdzieś z jego środka, przyciągał. Wnętrze miało swój klimat.
Łatwo było złapać się w jego sidła. Kilka skąpo odzianych kobiet i
mężczyzn uśmiechało się zalotnie so niego, jednak Waliou zignorował
to. Pozwolił ściągnąć z siebie płaszcz i zaprowadzić do sali dla ViPów.
Ujrzał w oddali dobrze znaną kobietę. Skąpstwo i chciwość błyszczały
w jej oczach, zbyt mocny makijaż na jej starej, zniszczonej przez czas
twarzy. Obwieszona była tanimi błyskotkami, jednak odrazu można
było wyczuć że to ona zarządza tym miejscem. Gdyby nie zawód jakim
się trudzi, mogłaby być jego matką.
- Saliomi-uścisnął przyjaźnie pulchną kobietę
- Waliou, kochanie!- cmoknęła go w policzki - mam dla ciebie
niespodziankę. Ucieszysz się.
Zaprowadziła go przed czarne drzwi.
- Nie wejdę z tobą, sam się przekonasz. Przygotowałam ci też to o co
prosiłeś. Zapłacisz mi według uznania..- uśmiechnęła się
przeczuwając dobry interes.
Poczekał aż kobieta odejdzie i wszedł do środka.
Pomieszczenie było duże. Ciemne kotary zasłaniały okna i dawały
poczucie prywatności. Wielkie łoże umiejscowione pod czarną (jak
wszystko w tym pokoju), odrapaną ścianą. Był też mały stoliczek i
krzesło. Waliou zdjął wyjściowe kimono oraz haori* i ubrał inne;
czarne, jednowarstwowe. Związał platynowe włosy w kucyk. Podszedł
do łóżka i spojrzał na leżącą na nim postać. Biała skóra, okryta tylko
czarnym prześcieradłem olśniewała swoją bielą i rzucała perłowy
poblask. Czarne włosy rozsypane na poduszce wyglądały jak utkane z
pajęczej nici. Różowe usta podkreślały bladość cery.
Waliou wstrzymał oddech. Ideał.
Ciemnoczerwone tęczówki spojrzały na niego.
Pod jego spojrzeniem nie mógł się ruszyć. Poczuł się nagi, odarty z
dumy. Otworzył szeroko oczy.
- Przecież nie jestem twoim pierwszym mężczyzną- zadrwił chłopak
dźwięcznym głosem
Twarz Waliou'a znów przybrała maskę. Wstał i sięgnął po
kosmetyczkę.
- Nie, nie jesteś. A ja nie jestem twoim, prawda?
- Jesteś drugim.
Zaskoczyło go to szczere wyznanie. ,,Mamyś nie kłamała mówiąc że
to jest ,,coś" ekstra...on...jest niezwykły...".
Wyjął kilka rzeczy z torebki i usiadła okrakiem na udach chłopaka.
- Jak się nazywasz?- zapytał
- Teraz , kiedy nie mam już nic, kiedy jestem niczym...nazywaj mnie
jak chcesz.
Mężczyzna sięgnął do kosmetyczki i wyjął szminkę. Powoli zbliżył się
do twarzy młodzieńca i umalował jego wąskie, pełne wargi.
Chłopak spojrzał na niego pytająco.
- Najpiękniejszy...Nazwę cię Romance.
Mocno wpił się w usta chłopak, a gdy ten je uchylił, skwapliwie z tego
skorzystał. Złapał jego głowę i przeniósł usta na szyję. Przygryzł jego
skórę robiąc malinkę.
- Doskonale...-podkreślił oczy chłopaka czarną kredką.
Poczuł ciepły oddech na swoim uchu. To było jego wrażliwe miejsce.
Dotkął długich,czarnych włosów kochanka.
- Romance...
Chłopak usiadł na jego udach i odrzucił kołdrę na bok. Blade,
gipkie,kruche ale umięśnione ciało prężyło się przed nim a klatka
chłopaka falowała szybko.
Waliou jeszcze nigdy w życiu nie był tak podniecony.
Pogładził piękny tors Romance'a. Nałożył róż na policzki chłopaka ana
powieki dał niebieski tusz. Ułożył go tak, by jego głowa znalazła się
pod brodą Waliou'a. Uniósł jego twarz do góry i zaczął malować mu
rzęsy. Głaskał go po jego długich włosach, następnie zjechał dłonią po
kręgosłupie. Gdy dotknął pośladków Romance'a chłopak jęknął i
przylgnął do niego. Pomógł mu rozebrać się z kimona. Poczuł jak
kochanek twardnieje. Mile go to połechtało, jednak teraz mógł
myśleć tylko o tym by posiąść Romance. Spojrzał w jego piękne oczy.
Położył go i zaczął lizać jego sutki a następnie brzuch, znacząc mokry
szlak. Zjechał nieco niżej i niżej... Polizał wnętrzną stronę ud
chłopaka, omijając strategiczne miejsce. Doprowadzał tym Romance
do szału i dobrze to wiedział. Kiedy widział że chłopak zaraz dojdzie,
oblał się oliwą i posadził chłopaka na swoich udach.
Pocałował go mocno w usta i wszedł w niego. Zastygł by dać czas
chłopakowi do przyzwyczajenia. Zlizał słoną łzę która spłynęła z oka
Romance'a. Gładził go po plecach i zaczął się poruszać. Nie chciał
sprawić mu bólu. ,,Skąd we mnie tyle czułości?" Nie poznawał sam
siebie. Spojrzał na twarz mężczyzny. Ten patrzył na niego i pocałował
go, z początku delikatnie, z czasem coraz namiętniej. Kochali się
coraz szybciej. Słychać było tylko ich jęki. Ich spocone ciała łączyły
się ze sobą. Najpierw doszedł Romance, a zaraz po nim Waliou. Opadł
zmęczony na klatkę młodzieńca i wtulił się w jego bark. Przykrył ich
kołdrą. Dotknął policzka kochanka.
-Romance, chyba się w tobie zakochałem - szepnął i odpłynął.
****************************************************
Zboczone, wiem. Ale na j. polskim moja wyobraźnia miała za duże
pole do popisu d: . |Chciałabym tylko sprostować. Długo nie byłam
pewna czy Ailoh ma mówić o sobie w formie żeńskiej czy męskiej,
zdecydowałam się na tą pierwszą ponieważ Ailoh nie zamierzał
powiedzieć Myahowi że jest mężczyzną, bo tamten
najprawdopodobniej odprawił by go. Dlatego też szeptał by nie mógł
go rozpoznać po głosie (trochę głupie, wiem.) I jeszcze jedno... (nie
bić) Myah jest seme ^ ^. To chyba tyle. ,,Początek..." dodam niedługo,
( i postaram się notka była dłuższa ;P) choć pewnie najpierw dam
drugą część tego yaoi. :)
Autor: Raiah o 08:28 1 komentarze
poniedziałek, 25 stycznia 2010
2.Początek na Wzgórzach Wiśni
Myahuay i Ailoh siedzieli na pomoście. Zimna woda oblewała ich
stopy, a szum wody uspokajał. Mężczyzna włożył dłoń do zimnego
strumienia.
-Jak mnie poznałaś Ailoh? Znaliśmy się wcześniej? Dlaczego się mną
zajęłaś?
Poczuł ruch koło siebie i ciepłe ciało koło lewego boku.
- A czy to ważne? Wiesz, że jestem z tobą już miesiąc? Niedługo
spadnie śnieg. A pomiędzy śniegiem leżeć będą białe płatki. Ale czy to
coś nowego? Tak jest zawsze. Nie musisz tego widzieć, musisz
zaakceptować że tak będzie. Nie zmienisz tego, nawet jak to
zobaczysz.
- Ale...
- Myahuay... duch wybrał mnie abym się tobą zajęła- szepnął - stałam
za tobą. Ja też widziałam ducha Ognia.
Mężczyzna próbował odnaleźć dłonie Ailoh. Poczuł, że ciepłe ręcę
obejmują jego ramię. Zimna woda z rąk Ailoh spłynęła po jego
plecach.
- Ailoh, tak bardzo chciałbym cię już zobaczyć.
-Nie możesz zobaczyć. Ale możesz zadawać pytania.
-Skąd jesteś? Z Keyan*?
-Nie, wywodzę się zza gór Ducha.
-Opowiedz mi o tym miejscu.
-Jest tam zawsze zimno, nawet w lecie. Ludzie zamieszkują wyżyny i
szczyty, a na dole jest przełęcz na drugą stronę. Jest też tam droga do
Doliny Wiśni. Ludzie ubrani są w kurtki i kożuchy a ci bogatsi w stroje
ze skóry jelenia, pomalowane ochrą. Domy są z grubo ciosanego
drewna. W środku wydrążone jest ognisko.
- Więc czemu tu jesteś?
-hmm...kiedy oboje widzieliśmy światło, ja naprawdę stałam za tobą,
ale ty byłeś...tu, a ja...tam.
Zamilkli.
-Przeznaczenie - szepnął Ailoh
-Ile masz lat?
-Osiemnaście. A ty?
-Dwadzieścia cztery.
-Idziemy do domu?
-A poopowiadasz mi jeszcze? - Myah wyszczerzył zęby w stronę
nieokreśloną ( ^^ dop.od.autorki)
-Dobrze. A co chcesz wiedzieć?
-Czy ludzie skąd pochodzisz, mają jakieś szczególne cechy?
-Co trzecie dziecko ma włosy koloru złota- powiedziała Ailoh po
minucie ciszy.
-Złota?!
-Tak...nie opowiadamy o tym na prawo i lewo.
-A ty? Jaki kolor mają twoje włosy?
-Czarno...miedziane.
-Oh. Piękne.
-Twoje są ładniejsze- dotknął krótkich, kruczoczarnych włosów
mężczyzny.
-Zostań ze mną.
-Zostanę. Robi się zimno. Wracajmy do domu.
Myahuay wstał z pomocą Ailoh i poczuł że traci równowagę.
-Myah, Uważaj!
Mężczyzna zachwiał się, kamyki osunęły się i mężczyzna runął na
plecy.
-Kurde znowu -mruknął rozzłoszczony. Plecy paliły go niemiłosiernie.
-Pokaż.
Skórę na plecach przecinały dwie szramy. Lekko kapała z nich krew.
-Wracajmy. Opatrzę ci to.
*Keyan - nazwa dzielnicy
****************************************************
Krótka i zapewnie z błędami ale beta mi nie pomogła *gniewa się*
Dodam niedługo kolejną część albo yaoi XD .
Autor: Raiah o 08:51 1 komentarze
Etykiety: Początek na Wzgórzach Wiśni
